wtorek, 30 grudnia 2014

Życzenia!

-Chciałabym wam życzyć wszystkiego najlepszego w tym nowym roku.... Wiem zapomniałam o świętach, więc teraz jest rekompensata. Tak jakoś musiałam. Patiśka jest taka współczująca.
- Ale mi to nie dasz złożyć życzeń co?- na scenę wchodzi tęczowo włosa Patrycja.
- Czekaj, czekaj... Patrycja? Ty tu? Na moich życzeniach. Wow.
- A co nie wolno mi złożyć życzeń naszym czytelnikom?
- Znaczy można... Śmiało jak w takiej słusznej sprawie.
- Więc kochani chciałabym wam złożyć serdeczne życzenia. Abyście dotrzymali swoich noworocznych wspomnień.... aby wszystkie marzenia i cele się spełniły. Aby wasze miłości was zauważyły. I dużo, dużo kochającej rodziny.  Oczywiście ja nic nie sugeruję.
- No i wy tu?- na scenę wkraczają Patryk oraz Jeremi. Jeremi zabiera głos
- Ciekawi mnie ile osób moje imię czyta jako dżeremi? Zawsze ludzie mają z tym problemy.
- No masz racie kotku- Patryk daje całusa w policzek chłopakowi.
- A wiecie co... i ja wam muszę życzenia złożyć. Więc drodzy obserwatorzy, widzowie, czytelnicy oraz droga administracjo... Chcę aby nowy rok przyniósł wam same szczęście. Zero ubytku, biedy i głodu. Aby wasza chata była bogata, a życie osobiste obwite i czerwone jak policzki Jeremiego- kończy mowę Patryk.
-Ejj aż taki zarumieniony to chyba nie jestem- mówi z wyrzutem.

- Uwierz jesteś- mówię.- A więc żyjcie, bądźcie i oddychajcie. A życzeń naszych mocno się trzymajcie. Na razie słodziaki. Do następnych oby długich rozdziałów!
( Tak jeszcze ode mnie... macie jedno z wielu fotografii... nie żyję tylko opowiadaniami. Moje autorski zdięcie.Tak na ocieplenie tej zimy.)

Rozdział 7.5 Bo tym razem nie zapomnę!

Witajcie moi kochani. Jak się żyje? Mi to dobrze. Znaczy nie aż tak. Zabrano mi telefon ;-; i jak ja teraz sprawdzę resztę błędów? Oki jakoś sobie poradzicie prawda? I z góry chcę was naprawdę uczulić na co niektóre błędy. Właśnie niedawno się dowiedziałam, że piszemy "kundel", a nie "kumdel" tak jak ja to pisałam. Sama się zadziwiam, bo coraz więcej piszę. Uwielbiam mieć wenę! Więc zapraszam do czytania i komentowania.


Znów tu wchodzi. Nie chcę! Ja nie chcę! Cała jestem zapłakana. Po co ja to robiłam? Nie chciałam uciec.
-Wypuść mnie skurwielu!- krzyczę. Może krzyki pomogą. Choć i tak wiem, że to nie prawda.
-Och jaka burzliwa... dokładnie jak braciszek. Nie wychowane porzucone dzieci. Twoja matka musiała być niezłą suką, że takich urodziła.
-Nie mów tak o mojej mamie!- krzyczę i uderzam go w policzek. Ten odwraca powoli głowę w moją stronę. Unosi jedną brew. Niech nie mówi tak o mojej mamie.
-I uważasz, że to ci niby pomoże kundlu? I myślisz, że co?  Myślisz, że teraz ucieknę? Och to kochana grubo się mylisz i pożałujesz za to- bierze mnie za rękę i prowadzi do stołu. Ratunku! Patryk, Kacper, Kamil kto kolwiek! Uratujcie mnie...błagam.
-Zostaw. Mnie. Proszę- chlipię przez łzy. Przypina mi najpierw wierzgające nogi, a potem ręce. Gdybyś tu była mamusiu nie dopuściła byś do tego prawda? Nie puściła byś mnie do szkoły... nie dała byś mnie wtedy w ręce nauczycieli i placówki szkolnej. Nie poszła bym z Patrykiem przez tą chorobę. Grypę... ale nie bo ojciec musiał. Kazał. On musiał nas wygonić. Czemu mamusiu? Lecz czemu mnie teraz nie strzeżesz. Czemu nie patrzysz? Czemu nie pomagasz... modliłam się abyś wróciła. Tyle czasu... Lecz On mnie nie posłuchał, nie liczył się z tym o co tyle prosiłam, błagałam.  Przez gorzkie łzy nocami wypłakiwałam... „Boże bądź łaskawy i oddaj mi mamusię” lecz nic. Nigdy mi jej nie odda...Prawda? Nie spotkam już jej. On mnie nie będzie chciał... jestem zbyt zła. Splugawiona i popsuta. Oni to zrobili. Właśnie oni. Oni mnie popsuli, zbezcześcili. Nikt mnie już nie naprawi. Wiadome. Wszystko co już mogli, to zrobili i niech nie robią więcej. Popsuta zabawka... I tyle. A może teraz Nieśmiertelny mnie zabije? Może skończą się moje cierpienia? Może to już koniec? Wchodzi na mnie z gołym już ciałem i chce we mnie wejść tak żebym poczuła wszechobecny ból, lecz ja się nie daję. Tak łatwo się nie dam. Szarpię się biodrami i brzuchem. O nie niech wie, że ja mam jeszcze coś do powiedzenia. Przestaję nimi poruszać, bo schodzi i idzie po coś.  Grzebie w tych trupich szafkach.. Ciekawe co pula dziś tam ma. Wyciąga pejcz.. czarny wyglądający jak bat pejcz obity skórą, ale gdzieniegdzie widać sznur. Dostaję raz... drugi... trzeci i aż tak do dziesięciu. A potem się kończy i nic już nie czuję. Umieram... Wzdycham już tam gdzieś, gdzie nic nie ma. Wzdycham z ulgą... z wielką ulgą. Widzę mamusię. Ona tam na mnie czeka...ona tam stoi i macha. Stawiam niepewnie krok, ale nic się nie dzieje.Nie pęka, nie łamie się, nie spada. Więc idę już powolnym i normalnym krokiem. Mamcia tam stoi z otwartymi ramionami. Uśmiecha się. Jest piękna. Taka piękna.  I kiedy dzieli mnie już od niej jakieś kilka metrów, potykam się i coś mnie budzi... Wracam tam gdzie już nie chciałam. Wracam do świata żywych. Znowu tam. Światło zabija mnie. Boli.  Tak...te wspomnienia bolą. To co dziś się stało.  Mam cały brzuch poharatany. Siniaki i inne. Muszę iść przebrać bandaże. A po tym jak zostałam wygoniona z kuchni, mogę to od razu zrobić przy okazji. Tak na raz.  Idę do „mojego” pokoju. Ściągam  koszulkę i powoli rozwijam bandaż na ciele przy okazji odrywając trochę zaschniętej krwi. Dotykam powoli trzech ran. Bolą jak cholera. Lekki dotyk sprawia mi nie mało bólu, a co zrobić jeśli mam ubrać bandaż. Ból wielki ból. Cierpienie można tak powiedzieć. Powolutku  zawijam go tak aby sprawić jak najmniej nieporządnego efektu. Jakoś się udało. Ubieram czarne leginsy i czarną koszulkę w stylu ulicy taką luźną z lisem jakby ktoś nie wiedział. Kiedy otwieram drzwi nie mogę się nie uśmiechnąć. Oboje. Słychać ich chyba w całym domu. Czemu więc ich nie usłyszałam?  Mam taki chyry i podły plan. Ha Patryk będzie cierpiał ze wstydu. Przechodzę cicho korytarzem i staję w drzwiach sypialni. Jeremi jęczy, a Pat zabiera się do jego spodni. Wybuchnę śmiechem jak to przymnie zrobią. Lecz kurcze się mylę. Pat odwraca głowę w moją stronę. Hm Jeremi ma nawet spoko klatę. Mogłabym z nim być gdyby był wolny. 
-Ale nie jest. Idź sobie albo cię naprawdę wykopie- mówi Patryk. Uśmiecham się.
-Nie, nie ja jeszcze chwilę tu postoję.
-Patrycja czy nie widzisz, że przesadzasz. Idź!- mówi zniecierpliwionym głosem.
-Nie ja sobie popatrzę- czy gejowski pornol na żywo nie jest mi pisany?
-Patrycja.... Czekam...-mówi i już nie leży na Jeremim. Dostrzegam erekcję u młodego co jeszcze bardziej mnie rozbawia. No dobra dam im spokój. Sama mam swoje ważne sprawy.
-No dobra już idę... idę- na to wygląda, że nie. Ale i tak kiedyś to zobaczę.... nie ma co. I tak mnie nie oszukasz. Tak z innej beczki to lubię swoje czarne kozaczki. Są spoko. Pasują do mnie. Te obcasy dodają mi jakieś 15 centymetrów. Mam w nich coś około 2.10 metra. Chciałabym je ubrać, ale i tak mam jeszcze 30 minut do Floriana i tylko bym się niepotrzebnie zmęczyła. A siły to muszę zachować na później.  Przydadzą mi się.  Wychodzę i kieruję się parkiem w stronę centrum. E i tak szybko mi to zleci przy dobrej muzyce. Wyciągam telefon ubieram słuchawki i włączam jedną z piosenek które do mnie pasują. Nightstep Psychotic. Sam tytuł jest już jednoznaczny. Lubię dobrą podstawę muzyczną, a większość Nightstepów jest dobra. Taki trochę japońsko-chiński głos mi odpowiada. To nawet mało powiedziane. Jest genialny. Wiem ile to trudu trzeba żeby zrobić taki głos z normalnych popularnych piosenek. To jest pioruńsko trudne. A potem jeszcze genialny dupstep i wszystko jest świetne. Piosenka ma tyle czasu co inne normalne. Możliwe, że troszkę szybsza, ale to nawet nie czuć. Oczywiście każda piosenka ma swój charakter. Mam Nightstepy  przy  których zasypiam... ale są genialne. Po prostu taka piosenka mnie ustabilizuje. Czasem nawet i odpręża. Najczęściej po jakiś stresujących sytuacjach właśnie zakładam słuchawki i tak jakoś wszystko znika.  Muzykę traktuje jak oddzielne życie w którym to ja mam władzę i kontrolę, ale i tak nic tam nie muszę robić. Tam życie jest piękne. Świat bez ograniczeń, bez trosk. Inne życie. Listy piosenek tworzę tak, aby pasowały do siebie pod kontem charakteru i osobistości. Takie Nightstepy do spania mam w osobnej liście, co piosenki do chodzenia, czy takie jak teraz słucham czyli piosenki dla zabicia czasu.  Są jeszcze smutne na poprawienie humoru albo smutne kiedy mam już takiego doła, że nie mam na nic już ochoty,  a moja radość tli się małym dymkiem. Wszystko zależy od intencji. Czuję jak coś wibruje mi w kieszeni. Lubię mieć telefon wyciszony albo na wibracjach. Tak nie wiem czemu, ale lubię. Odbieram nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Mej.
-Cześć Pati z tej strony Maja. Jak się czujesz?
-Ach Maja hej. Jest dobrze. Jakoś żyję.
- Co się tam stało? –pyta z głosem pełny współczucia.
- A nic tak ważnego. Jak tam chłopak?
- Wierz dobrze, że mnie zdradza. Ale co mi do tego i tak z nim zerwałam.
- Nie mów! Zerwałaś z tym draniem? To gratuluję. Masz następnego?
- Ta właśnie na nim leżę.
- Maja ty żartownisiu gadaj masz czy nie.
- No mam, ale na oku.
- Uuu Maja się zakochała- śmieję się do telefonu.
- A wcale, że nie... To ty się  zakochałaś.
- A z kont wiesz?
- Plotki szybko się roznoszą. Spójrz do gazety.
- Oki dzięki. Ja muszę kończyć mam parę ważnych spraw do załatwienia. Na  razie- kończę rozmowę. Plotki? Gazeta? Och tylko nie to.  Podchodzę do kiosku i proszę gazetę. Czytając aż muszę usiąść na ławkę, aby nie zemdleć. Artykuł jest... masakra.
„ Czy szykuje się nam nowa para? Dwoje popularnych Gamerów spędza coraz więcej czasu ze sobą, czy to już coś szykuje?  Czy możliwe, że niedługo będziemy mieli coś na rzeczy?
Patrycja Mej oraz  Florian Dzióbek są przyjaciółmi już od dawna... Ale czy to na pewno przyjaźń? A może to coś więcej? Nie dawno no wrzuconym odcinku Florian przytula Patrycje. Ale czy to tylko przytulas? A może to coś innego? Wszystkiego dowiemy się później. Nasz wydział dopilnuje abyście byli na bieżąco.” Ręka uderza mi o czoło robiąc nie mało huku. Ja nie wytrzymam. Tak przytulił mnie na odcinku, ale to był zakład... i tak tylko powiedziałam, a on się zgodził. Ale wtedy nic po między nami jeszcze nie było. Dopiero później. Aaaach te media są nieustępliwe.  Mam niezłą kichę. Już widzę te pytania „A czy to prawda, że jesteście razem?” „ A czy już spaliście?”  „Macie dzieci?” „A pocałujecie się na odcinku?”  Totalna masakra. I to właśnie najbardziej boli. Brak życia prywatnego. Ale co zrobisz? Tak sobie wybrałam. Wstaję z ławki i idę. Nie mam o czym myśleć... Tak pusto się w głowie zrobiło. A może mam. Co to było? Czemu ja to widziałam i mam ślady. Przecież to był sen. Sen na jawie? O co tu chodziło? Czemu? Widziałam go wtedy na imprezie.... nie pomyliłam się. On tam był. On to zrobił.  To jego sprawka. Patryk miał rację... naraziłam się. I jeszcze ten artykuł... Jezu Florian! Biegnę do bloku, a potem po schodach mało co nie potykając się. Florian, Florian, Florian! Otwieram drzwi które z hukiem uderzają o ścianę. Wbiegam do pokoju. Nie. Ma. Go! Boże.... co ja narobiłam.
-Florian!- krzyczę. Błagam gdzie jesteś...?!
-Wyszedł na chwilę. Zaraz wróci. Poszedł po gazetę. Tak poza to cześć Pati- Jakub... Jakub jak ja się cieszę, że cię wiedzę. Jak ja się cieszę... jak ja się cieszę!
-Jezu Kuba jak ja się cieszę, że wpadłeś!- krzyczę i rzucam się mu na szyję. Zawsze tak robię. Ta zawsze...
-Czemu tak wpadłaś?- pyta jakby nic się nie stało. Siadamy na kanapę. Mam z nią sporo dobrych wspomnień. Chyba drzwi nie zamknęłam ale to tam już walić.
- A nie wiem tak jakoś- kłamię. Dobrze wiem czemu tak zrobiłam. Bardzo dobrze.
-  Kuba, a na ile wpadłeś?
- Tylko z wizytą. Tak zobaczyć co się u was dzieje- mówi zadowolony. Słyszę stuk zamykanych drzwi. Florian przyszedł. Uff.
-Florian!- krzyczę i zrywam się z kanapy tuląc go namiętnie. Mam gdzieś gazetę którą trzyma. Wyczuwam, że nie  ma humoru.  Ani trochę.  Puszczam go i idę usiąść na kanapę.
-Co to za gówno?- pyta widocznie podirytowany. Rzuca gazetę na stół i siada obok nas.
-Też to czytałam. Śmieszne. Weź się tym nie przejmuj. Brukowce muszą znajdować jakieś ploteczki. To normalne. Pamiętasz ostatnio było, że Remik wyłudza pieniądze. Albo Dezy kupuje widzów. To wszystko bujdy na resorach. A ty jeszcze tak się przejmujesz. Florke ogarnij się.
-Wiecie co ja już muszę się zbierać. Trzymajcie się!-  Kuba wychodzi, a my zostajemy sami. Wstaję z kanapy.
- Naprawdę nie podoba ci się to, że jesteśmy razem?- pytam cicho przytłoczonym głosem.
- Nie oczywiście, że podoba, ale nie chcę aby inni wiedzieli. Wiesz dobrze co by było.
- No wiem...- podchodzę do niego i siadam okrakiem. Patrzę w te piękne oczy.
- Na co masz ochotę?- pyta. Jezu jak ja lubię jego oczy. Są takie piękne.
- Na ciebie. Wielką i nieokiełzaną- całuję go namiętnie. Powoli ściągam jego koszulę w jakiej dziś był. Czarna.... Ale pasująca do spodni. Dalej go całuję nie odrywając ust. Jesteśmy jednym ciałem. Jedno jedyne w tej chwili. Będę miała jeszcze więcej dobrych wspomnień z tą kanapą. Ściąga ze mnie koszulkę i mnie odsuwa.
- Ja pierdolę co to jest?- pyta zdziwiony. Lekko przejeżdża palcem po bandażu. Zjeżdża aż do podbrzusza. Odchylam głowę z mieszanki lekkiego bólu podniecenia i rozczarowania, że nie zjechał jeszcze niżej.  Sadza mnie na kanapę i wstaje.
- Nie zrobię tego. Wygląda to koszmarnie. Co się ci stało?- pyta chodząc w tą i z powrotem.
- To nic poważnego. Naprawdę. To nie boli...-kłamię. Przy co niektórych gwałtownych ruchach boli jak nie wiem co.
- Proszę Florke... – wstaję i podchodzę do niego. Całuję go lekko i wiem, że mi się już podda. Schodzę powoli na kolana. Odpinam pasek i rozpinam rozporek. Ładne czarne bokserki. Czy świat zawsze jest taki czarny jak ja?
- Patrycja nie rób tego- mówi ale ja go nie słucham. Ściągam wszystko naraz . Moim oczom ukazuje się coś co mnie zwala teoretycznie z nóg. Jak byliśmy mniejsi to się podglądało dla beki, ale nie wiedziałam, że z tego „dla beki” wyrośnie taki potwór. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Niby rozmiar nie ma znaczenia... ale i tak każdy wie, że większe ładniejsze. I tak większego miał Nieśmiertelny... więc i z tym sobie poradzę.  Liże go po całej długości. Oby to rozluźniło Florka. Może to mu pomoże? Nie chcę aby chodził taki zły.  Biorę go do ust i zaczynam ssać. Z tym nawet w szkole nie miałam problemów.  To dla mnie nie było trudne. Zero dławienia. Nawet z wibratorami.  Szybkie ruchy od razu doprowadzają Florka do głośnego i obfitego spełniania... Musimy nad tym jeszcze popracować. Wstaję z kolan i siadam na kanapę. Ej no trochę się zdyszałam.
- Na pewno nie chcesz?- pytam moim zmysłowym głosem. Po tym powinien się zgodzić. Chwila namysłu. Nie mówcie, że mi odmówi...
- Ale chcę wiedzieć, że cię to nie boli.
- Dobrze.


Ale wy myśleliście, że ja was zostawię z samym tytułem?  To się mylicie.  Poniżej znajduje się link do piosenki z jaką mieliście dziś doczynienia. Bo ja nie chcę żebyście trafili na coś innego.
Tu :www.youtube.com/watch?v=olx6F6b-yMk 
Jeśli ten post nagle pojawi się z datą nie pasującą do historii to oznacza, że go porostu usunęłam i jeszcze raz wstawiłem.

piątek, 26 grudnia 2014

Jak zawsze zapominam... Rozdział 7

I oto powracam z dawką nowych słów i przecinków, kropek, i etykiety. Jej! Tak wiem już po świętach ale najlepszego! Tak... jak zawsze spóźniona. Nic no nie poradzę, że leniuszek jestem. Ale o was nie zapomniałam. Żyję jakby ktoś pytał. (I tak nikt nie zapyta bo po co) no więc wesołych po świąt! I sylwestra.
A i zapomniałam bym. Dla osób które chciały aby główne opowiadanie było w trzecioosobowej narracji.. Rozczaruję was, ale nie umiem. No nie umiem już pisać jak kiedyś. Dziwię się, że takie  coś napisałam. Naprawdę. Ale bez przeciągania zapraszam do czytania. A paczcie jak się zrymowało xD :*

Wychodzą. Poszli... Idę do łazienki. Biorę piankę do golenia i nakładam ją na skórę. Golę się i spłukuję pozostałości pianki. Jak on mogła? Idę do kuchni odsuwam krzesło i siadam. Mam ochotę na jabłko. Kwaśne jabłko... na całym ciele. Jak ona mogła? Zbyt dużo.... Za bardzo się naraża.... I nie tylko ona. Naraża nas wszystkich. To wczoraj było czystą głupotą. Jak ona mogła? Nie dość, że siebie wystawia to i jeszcze Floriana. Nie myśli... ona nie myśli... mogło jej się coś stać. Wie, że nadal nam nie odpuszczają.. Nadal nas szukają. Tropią nas. Czuję ich już z tond. Czy ona o tym wie? Czego nie rozumie... czemu nie rozumie... Uważa, że nie ma co się złościć... Jak ona mogła? Wie... wie co robi? Prawda? A próby uświadomienia jej tego co dla niej dobre zawsze kończą się fiaskiem. Moje przemyślenia przerywa mi pukanie do drzwi. Ha i niby już wrócili... nie sądzę.
-I kogo tam niesie?- mówię do siebie pod nosem. Zostawiła mnie i do tego zabrała Jeremiego. Szczyt wszystkiego no po prostu szczyt! Otwieram drzwi i ku mojemu zaskoczeniu stoi tam ktoś kogo znam... dobrze znam.
-Patryk- mówi powitalnie. Nie wierzę. To jednak on.
-Wyczułeś to?- pytam. Też to czułem... złe, złe przeczucia.
-Wejdź proszę- zapraszam go do środka. Kacper...jak? Przecież...nie...  Wędrujemy w stronę kuchni bez jakiegokolwiek słowa.
-Tak...- odpowiada na wcześniej zadane pytanie.
-I dlatego przyleciałeś?
-Tak Patryku. Miała jakieś złe oznaki? Coś co wydawało się dziwne?- (* wiedzmy, że to jest jeszcze przed całym zdarzeniem na imprezie, więc tu zebrani nie mają pojęcia o tym co jeszcze się stanie*) dziwne pytanie..
- Chyba nie miała. Znaczy ja nic nie zaobserwowałem- a to wczoraj to chyba oznaką nie było... tak podejrzewam.
-A co się takiego wczoraj stało?- ach no tak zapomniałem, że mam do czynienia z dzieckiem mocy. Tak... zawsze muszę o tym zapomnieć.
-A Patrycja wyszła o dziewiętnastej i wróciła o wpół do drugiej. Czy ona ma wogólę pojęcia co mogła narobić?
-Patryk posłuchaj. Wiem dobrze, że nadal jesteście na czarnej liście Nieśmiertelnego, ale to nie powód żebyś się z nią awanturował- przechylam głowę. Ejjj jak ty to? Ja nikomu nie mówiłem.
- Plotki szybko się roznoszą...- mówi. I podejrzenia padają od razu na Patrycje. Marszczę brwi. Nie no jak przyjdzie to chyba zabiję. Trzymajcie mnie po prostu... no nie wytrzymam z tą kobietą.
-Jak się czujesz?- pytam. Może to odwróci jego uwagę i bez pytań się obejdzie.
-Nie przyleciałem tu abyś pytał o moje zdrowie- mówi oschle. Nie dosyć, że mam do czynienia z kobietą wkurzycielem to i on mnie zaczyna wkurzać. Jak śmie się tak do mnie odzywać?! Nie ma prawa mówić do mnie takim tonem... nie, nie to znaczy...ja nie chciałem. Och jeszcze się nie nauczyłem. Muszę jeszcze popracować nad sobą. Wiem... umiem wybuchnąć, ale no żeby aż z takim wielkim wyjazdem to... dobra nie ważne.
-Czego chcesz jeszcze wiedzieć?- pytam widocznie podirytowany.
-Czy ona miała styczność z ... Ma stosunki z jakimś chłopakiem.. wiesz Pan i kumd...- przerywa zdanie. O nie też moja podświadomość zaczęła krzyczeć. Coś się święci. Wiedziałem... wiedziałem! Złe przeczucia nigdy mnie nie zawodzą.
-Jedziemy!- krzyczę zrywając się z krzesła. Nie czekam na niego. Biegnę do przedpokoju ubieram buty i rzucam mu płaszcz. Sam też go ubieram. Kacper wychodzi, a ja za nim i zamyka dom przy tym otwierając garaż. Wsiadamy do samochodu i wyjeżdżamy pospiesznie.

Stadion jest pełny ludzi. Nie ma jak przejść wręcz. Wyczuwam ją za kulisami. Biegnę tam lecz jeden z ochroniarzy mnie zatrzymuje.
- Patryk Mej z towarzyszem- warczę patrząc mu prosto w oczy. Świdruję go wzrokiem wypalając dziurę. Odsuwa się od wejścia przepuszczając nas obu. Widać, że speszony. Przed drzwiami stoi Jeremi. Odsuwam go płynnym ruchem przez co uderza w ścianę, a ja robię sobie przejście. Podbiegam do niej i zastygam.
- Maja wyprowadź Floriana-mówię jej lecz oboje ani drgną- Wyprowadź go natychmiast!- krzyczę, a ona momentalnie go łapie.
- A i jeszcze przesłuchaj go. Potem zdasz mi relacje. Weź też powiedz Remigiuszowi aby jak najszybciej wyprowadził wszystkich i przełożył imprezę na jutro. Już!- znów mój ton nie jest za miły.
-Puls wyczuwalny. Możliwe, że zemdlała. Spróbujmy się podłączyć do jej umysłu. Może znajdziemy coś co nas naprowadzi- mówi Kacper. Jeremi staje w progu. Pewnie jest na mnie zły, że go tak wypchnąłem, ale to później będę myślał. Teraz go potrzebuje. Macham ręką nawet się nie odwracając w jego stronę. Podchodzi mozolnie. Wiem, że jest przestraszony całą tą sytuacją.
-Posłuchaj mnie uważnie... masz okrakiem usiąść na Patrycji ręce położyć na skroniach. Rozumiesz?- pytam zimnym tonem. Niech wie, że jest to poważna sprawa. A on stoi wryty próbując wydukać jakieś słowo.
-Rozumiesz?!- krzyczę wręcz na niego. Posłusznie i szybko spełnia moje polecenie. No nareszcie. Kładę rękę na jego ramieniu, a Kacper ze mną. Zamykam oczy i przedzieram się przez czarną kulę czerni....pustkę. Lecz coś mnie nie chce wpuścić. Co jest do cholery? Jeszcze raz próbuję się dostać lecz coś mnie odpycha. Otwieram oczy. Jeremi zostaje zrzucony. Patrycja zaczyna poruszać klatką i biodrami. Wygląda jakby chciała uciec, ale była przypięta kajdankami... jak na stole...o kurwa.
-Masz te swoje oznaki...-mówię przerażony. W pewnym momencie wygląda jakby dostała czymś mocno w brzuch... i to nie jednokrotnie. Po chwili miotanie ustaje. SZATAN?!  Otwiera oczy, a źrenice powiększają się i od razu zmniejszają pod wpływem lampy przy której jesteśmy. 
-Em co jest grane?- pyta jakby nigdy nic. Ona jest nie do wytrzymania. Podnoszę ją i przytulam mocno. Jezu jak ja się cieszę.
-Grane jest to, że żyjesz-mówię z pełnym uśmiechem. Na jej twarzy pojawia się grymas. Łapie się za brzuch i wiem czym to jest spowodowane. Opuszcza się powoli na podłogę. Podnoszę jej koszulkę. Oczy otwieram z niedowierzania. Brzuch ma w świeżych siniakach i z krwawiącymi ranami. Wiem co to było... to na bank pejcz. Mruży oczy kiedy patrzy na Kacpra. Pewnie w to nie wierzy. Patrzę na niego i bez słów się dogadujemy. Trzeba  ją zawieść do szpitala. Tam mają ją przebadać. Najlepiej będzie jak pojedzie do mojego. Wiem, że jest tam dobra opieka. Kacper wstaje i podnosi ją bez dotyku używając swych zdolności... Alicja... stare czasy.
Wychodzi mając ją na rękach. Maja wchodzi z opuszczoną głową. Wyprostowuje się kiedy widzi moją minę. Zimna i poważna...i tak ma właśnie być.
-No?- mówię aby coś powiedziała. Kobiety... nigdy ich nie zrozumiem.
-Kiedy wróciła z występu zaczęłyśmy rozmawiać i...i w pewnym momencie popłakała się. Poszłam po jakiś papier do nosa, bo była cała mokra. Wiem tylko, że potem kiedy się odwróciła Florian ją tulił- kończy. Niech ja się tylko dowiem, że to ten skurwysyn jej to zrobił to... że  to jego wina, to co się działo chwilę temu...powieszę za jaja zgwałcę i zabiję. Przysięgam.
-I tylko tyle?!- krzyczę wnerwiony. Nie no zaraz przefarbuję ją na fioletowo.
-Nie to było jak ja widziałam bo... bo Florian potem ją tulił i ona płakała, i... i potem powiedziała cicho „Nie panie” czy jakoś tak i upadła na kolana, a potem  spadła na ziemie z hukiem. I... i on ją tak położył ,ale nie wiedział co ma zrobić. Kiedy wróciłam z ręcznikami to ona już leżała tak jak leżała przed chwilą...
-I czemu mnie nikt nie powiadomił?!
-Bo...bo my myśleliśmy, że...no ten... no wiesz... jesteś zajęty czy coś- duka. Nie... to się nie mogło stać. Wychodzę bez żadnego „dzięki” albo „do widzenia”. Nie mam nawet na takie słowa ochoty.


Na szczęście Patrycja zostaje wypuszczona jeszcze dziś. I dobrze. Słyszę otwierane drzwi. Zrywam się przewracając krzesło i wybiegam z kuchni. Rozbiera się jakby nigdy nic. Jakby tego nie słyszała. Jakby mnie ignorowała. Staję w ramie otwartych drzwi kuchennych. Na co ona się niby obraziła? Bo właśnie na taką wygląda. Może jeszcze mnie nie zauważy co... A jednak... przechodzi obok mnie i siada na krzesło odwrócone w moja stronę.
-No zaczynaj... no dawaj. Naprawdę nie mam ochoty słuchać twoich prelekcji o zachowaniu. Czuje się wtedy jak na smyczy. I co się tak gapisz?!- no dobra mój wzrok jest trochę nachalny... ale mnie wkurza. Tak kobieta to kreatura. Monstrum!
-A wiesz czemu tak robię? Bo zachowujesz się jak dziecko. Jesteś nieodpowiedzialna... I widzisz co ze sobą zrobiłaś? Widzisz! I to wszystko przez to twoje narażanie się. Jak dziecko!
-Nie jesteś lepszy. Cały czas mnie pilnujesz i ograniczasz na każdym kroku! Nie mogę nic zrobić bez twojej wiedzy! Nic! Zawsze jak potem wracam to musi być przesłuchanie dwu godzinne, bo inaczej wielce pan ma focha! Zawsze tańczę jak mi zagrasz, ale też mam swoje zakichane życie... i ci nic do niego!
-Jak śmiesz tak mówić?!- nie to teraz wypaliła. Trzymajcie mnie bogowie, bo jak podejdę to zaboli. To coś nie ma żadnych zdolności opanowania. Żadnych! - To nie już twoje życie... to nasze życie. Oboje mamy na ogonie tego skurwiela, a ty się jeszcze tak wystawiasz na wojnę. Chcesz tego?! Chcesz naprawdę znów tam trafić?! Gdybyśmy stamtąd nie uciekli nadal dręczyli by nas. A ty musisz sobie pójść i posiedzieć u przyjaciela, bo po co powiedzieć coś, że się żyje.. po co przecież to i tak nie ważne... Nie trzeba każdemu zrobić na złość... No przecież trzeba, bo jakby inaczej.  Jesteś nie do zniesienia...- no i to jest dopiero kłótnia. Przez te krzyki nic nie usłyszałem, że Jeremi jest już w domu. No i proszę. Do czego ta kobieta mnie doprowadza?...  Ale no możliwe, że przesadzam. Może jednak jej odpuszczę.
- Wiesz no... Oboje zachowujemy się głupio. Może jakiś układ? Co powiesz na to: jeden telefon pod koniec spotkania czy czegoś w zamian za bezwzględną swobodę. Co ty na to?
-Dobra. Ale to ja dzwonię.
-Zgoda- podajemy sobie dłonie. „Ja pieprzę i tak nie zadzwonię.  No chyba sobie żartuje. Ha ja i dzwonienie. Ja to nawet telefonów nie odbieram... chyba, że już mam w dłoni telefon to i może odbiorę. Ale nie będę do niego dzwoniła. Ani mi się śni.” Wstaje z krzesła, a ja jej podstawiam nóżkę. Wywala się w spektakularnym stylu. Po prostu śmiech na sali. Nawet Jeremi stojący obok kuchenki się śmieje. Patrzy na mnie z wyrzutem. Haha nie mogę powstrzymać uśmiechu, ale zaraz poważnieję.
-Jeszcze jedna taka myśl i cię rzucę na podłogę. No ci mówię...- i ona się uśmiecha. Naprawdę jest dziwna... kto ją tak wychował? Śmieszek jeden zawsze musi wyjść z takim uśmiechem. Ciekawe.
-I co? Ja zrobię to lepiej. Chyba lepiej rzucam.
-Ta pomarzyć sobie możesz. Dobra idź już sobie, bo mnie wkurzasz- mówię z uśmiechem na twarzy. No dłużej już nie mogłem. Ona jest tak empatyczną kobietą, że nie dało się. Potwór uśmiechu. Posłusznie wstaje z podłogi i odchodzi. Klepię w kolana widząc mordkę mojego kociaka. Chyba rzygnę tęczą na jego widok. Te krótkie kasztanowe włosięta przyprawiają mnie o zawał. Bogu dzięki za tego o tu. Rozsiada się na moich udach stroną do mnie, a ja się jeszcze bardziej  uśmiecham. Mój kotek.
-Czy zawsze musisz się tak na mnie gapić?- mówi z sztucznym wyrzutem. 
-A co nie wolno?- unoszę jedną brew. Chwytam go za pośladki a ten podskakuje. Mój uśmiech  jeszcze bardziej rozszerza się pokazując ząbki. Przybliżam go tak iż czuję go na sobie...sobie sobie tym wyjściowym sobie... A może wejściowym. Zależy kiedy i gdzie.  Dodać można i z kim... Przeszłościowo. Wlepiam się w jego wilgotne usta. Spodziewał się, że to zrobię. Szybko się uczy. Otwiera usta, a ja wbijam się. Nasze języki zaczynają szybką sambę. Ręką podnoszę jego koszulkę. Pomaga mi ją ściągnąć. Te perfekcyjnie urzeźbione ciało przyprawia mnie o konwulsje. Dosłownie.  Drgam, drżę i twardnieję na sam jego widok.  Jest tak piękny, że można by dawać go brzydkim.  Oczywiście do upiększenia. Ale i tak tego nie zrobię. Nie-e on jest mój i tylko mój.. Moje ręce zatracone w myślach błądzą po torsie szukając czegoś.  Nie odrywam się od jego ust nawet na zaczerpnięcie oddechu. Nie wiem co robię. Nawyk. Tracę kontrolę nad myślami i wszystkim. Nic. Pustka. Jednak odrywam się od jego ust i zabieram go do sypialni i kładę na łóżko. Sam siadam na niego.
-Kotek- mruczę. Obejmuję go w pasie i przyciągam do siebie tak, że moja głowa jest przy jego szyji.
-Nie zrobisz tego prawda?
-A co jak zrobię?
-Nie wiem- mówi trochę przerażony. Leżę jego szyję zaczynając swoją wędrówkę. Zjeżdżam niżej do jego sutków. Jedną ręką zataczam koła drażniąc jego skórę powodując drgania. Czuję jak się trzęsie. Drógiego biorę w usta i zaczynam ssać. Jeremi jęczy lecz tłumi to. Zaciskam twardego sutka, a o jeszcze głośniej jęczy. Po nie długich torturach schodzę jeszcze niżej. Oboje oddychamy ciężko. Rozpinam pasek i już mam zabrać się do rozporka lecz coś każe mi przerwać. Wiem tylko jedno...
Kocham go.

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 6.75

Tak wiem. Dwa dni temu był rozdział ale no tak jakoś. No więc macie rozdziałek.
Fabuła niech zostanie tajemnicą (może być trochę psychicznie dziś)
Powodzenia.


Wchodzę na stadion. Jest gigantyczny. Po prosty WOW. Już z tond dostrzegam Remka i Michała gadającego razem.
-Remek!- krzyczę w połowie drogi jaką mam do przebiegnięcia. Ten odwraca głowę w moją stronę i szeroko się uśmiecha. Wpadam w niedźwiedzi uścisk i podnoszę go jak siłacze worki z kartoflami. Śmieje się, a ja razem z nim. Znam dobrze ten śmiech z przedszkola. Szkoda,że jego rodzice musieli się przeprowadzić. I już go więcej nie widywałam. Jedyny kontakt to odcinki.
A teraz razem się tulimy. Przyjaciel z przyjaciółką. Ale i o Michale nie mogę zapomnieć. Kiedy Jeremi dochodzi do nas, ja odrywam się od Remka i przytulam troszkę lżej Michała.
-Patrycjo- mówi powitalnie Remigiusz. Wybucham śmiechem. To takie... oficjalne.
-Przedstawiam wam Jeremiego. Mojego brata...kolega-posyłam przepraszające spojrzenie młodemu po czy zwracam się do niego.-To jest Remigiusz oraz Michał. Moje stare przedszkolaki z branży- młody wymienia uściski z moimi kolegami, a ja się uśmiecham. Kiedy już kończą rozglądam się po stadionie. Widzę sporo helperów, towarzyszy YouTuberów oraz oczywiście gwiazdy YT. Wszystko jest już gotowe. Przed stadionem pewnie jest już sporo osób. Czas się zabawić.
-Dobra zaczynajmy to!- krzyczę a wszyscy tu zebrani zaczynają wiwatować ,oklaskiwać i śmiać się głośno.

Minuta i wchodzę na scenę. Cała się trzęsę. Jednak nagrywanie jest łatwiejsze. Przeżyjesz to Patiś. Wyglądam zza kulis. O kuźwa ile ludzi. Jest ich jakieś... sto tysięcy! Poprawiam mikrofon który mam doczepiony do policzka. Widzowie zaczynają odliczać. 10... 9... 8... 7... 6... 5... 4... 3... 2... 1... i wybiegam na scenę.
-Brum, brum wszystkim! Krzyczymy! Chcę wszystkich słyszeć!- tłum krzyczy. Eeeee... mogłabym się przyzwyczaić. Jest nawet fajnie. Taki tłum... masakra.
- Głośniej!- krzyczę, a głos okrzyków jest jeszcze bardziej donośny.
-No nie słyszę!- i jeszcze głośniej tłum krzyczy. Tyle decybeli to ja chyba nie słyszałam w całym moim życiu. Kiedy widownia ucicha na scenę wbiega Remik z Michałem. Zaczyna się przemowa jak my jesteśmy szczęśliwi, że jest ich tyle. O tym, że sklep z oryginalnymi koszulkami właśnie został otwarty oraz o innych bzdetach nie ważnych dla ludzi... ważnych dla fanów. A potem mowa o grafiku występów i o tym gdzie można spotkać „Gwiazdy”. I wszyscy schodzimy ze sceny.
-Wyszło genialnie!- mówi Remik kiedy jesteśmy za sceną.
-Wiem- odpowiadam. Mogło wyjść gorzej. Dobra muszę iść się przebrać. Jeszcze piętnaście minut i mam występ. Wiem, że wiele osób zostało na miejscach. Będę miała sporą widownię. Plus i minus. A i tak jeśli coś sknocę to nikt nie zauważy. Mam sporo solówek. Muszę za to podziękować Anecie. Za kulisami jest już moja grupa. To właśnie z nimi będę tańczyła.
-Siemanko!- witam się. Trzeba przecież być miłym dla swojej paczuszki. A one jak zawsze pochłonięte rozmową.
-Siemano!- powtarzam ciut głośniej. Wszystkie głowy zwracają się w moją stronę. No chodź trochę uwagi.
-Dziewczyny-zaczynam- przed nami spory występ. Chcę abyście dały z siebie 220%.Mamy dużą widownię, więc proszę o energie, szybkość, a co z tym idzie dokładność. Mam wielką nadzieję, że wszystkie rozgrzane...genialnie, a teraz won za scenę- wszystkie podekscytowane wybiegają z kulisów. Przebieram się szybciutko i rozgrzewam. Wiem co mnie czeka... no, ale nie raz przecież tańczyłam na scenie. Wygraliśmy dwa razy z rzędu mistrzostwa Polski w tańcu. Nasza formacja nieźle sobie radziła. Wygrałam też swoją solówką. Pamiętam było to trudne. Lecz nie diabeł takie straszny jak go malują. Był to występ przed sporą widownią, lecz nie aż sto tysięcy. I kiedy przychodzi odpowiedni moment z całą grupą wbiegam energicznie na scenę. Mamy utworzone jakieś 3 minuty choreografii. Hip-Hop Street Dance oraz Dance Hall. Każdej po minutę. Sporo pracowaliśmy aby opracować i wyczyścić całość choreografii. Stajemy na scenie. Na widowni zapada cisza. No może parę osób coś szepcze, ale z takiej odległości to nie usłyszę. Muzyka się jeszcze nie włącza. Chyba za szybko wbiegliśmy. Więc  stoimy i czekamy  a czas się wydłuża...i ciągnie długo...długo. Słuch mi się wyostrza. Przepatruję widownię. W pewnym momencie  natrafiam na znajomą twarz. Nie...Nieśmiertelny. Mrugam kilkukrotnie. W słuchawce słyszę, że są problemy ze sprzętem. Stoimy w perfekcyjnie ustawionym trójkącie bez podstawy. Odwracam głowę w stronę Mai. Ona też to słyszała. Wszystkie to słyszałyśmy. Rozbiegamy się po scenie w skocznymi ruchach. Wiedziałam, że mikrofon się przyda.
-Jak się macie? Dużo czekania co?- próbuje zabawić jakoś widownię.
-Dobra pobawimy się. Kto z górnej Polski łapa w górę!- sporo osób podnosi ręce.
- Dobra a kto ze środeczka?- pyta Maja. Nie wiedziałam, że ona też ma mikrofon. Mniejsza ilość osób podnosi ręce.
-Okej... to tubylce. Kto z dołu łapy widzę!- krzyczę tak pozytywnie, że nie umiem się nie uśmiechnąć. Chodź i tak to robiłam...  Znaczna większość podnosi w górę swoje kończyny. Mam czas aby rozejrzeć się po widowni. Nie widzę go. Znikną. Pewnie mi się przewidziało. Zwidy. W pewnym momencie moich rozmyślań przerywa głos w słuchawce „Wszystko działa. Na miejsca dziewczyny”. Wracamy na swoje miejsca.
A kiedy już jesteśmy po układzie widownia oklaskuje nas głośnymi brawami. Kłaniamy się po czym schodzimy ze sceny. Cała grupa wędruje za kulisy. Tam śmiejemy się i mówimy jak był fajnie, i jakie miałyśmy odczucia. Kiedy rozmowa osiąga punk kulminacyjny wszystkie wybuchamy śmiechem. Nagle Maja podchodzi do mnie i prowadzi w kąt. 
-Kiedy ślub?- pyta z uśmiechem na twarzy. Ona wie?! To jest niemożliwe. Tylko wczoraj u niego byłam. Wymyśl coś...Wymyśl!
-Nie planuję- mówię trochę speszona.
-Ej no przecież ja żartowałam. Dziwie się jednak, że tak piękna, a nikt nie chce się umówić- uśmiecham się przebiegle. Och Majka żebyś tylko wiedziała... Maja jest ciemną blondynką z włosami w małe loczki. Wysoka, ale nie wyższa ode mnie. I to właśnie lubię. Tą kontrolę wysokości. Nagle przypomina mi się jak opowiadała mi o swoim byłym... Jaj Pan był jednym z najbardziej cenionych sobie wśród Kumdli. Tylko, że ona wtedy była już zaawansowaną Suką i już nic jej nie mógł wpoić. Więc odeszła. Przypominam sobie czasy kiedy i ja byłam pod niewolą. Florian nie widział. Nie mówiłam mu nic. Bałam się. Szkoła Niewolników. Na samo wspomnienie mam ciarki na plecach. Ojciec nas nie pilnował. Oboje tam trafiliśmy. Gdybym nie powiedziała, że mam brata... Patryk miał gorzej. Trafił do lochów już na pierwszej lekcji. Byli dla niego ostrzy, tak jak dla mnie skurwiele jebane! Jeden... jeden raz wyszłam z pokoju bez krwi na nadgarstkach, kolanach, plecach, brzuchu, udach czy łydkach. Maja miała lżej... o wiele. Zamykam oczy z bólu. Widzę Kacpra... biedak tak samo cierpiał. Też był Inny. Odkryli go już w pierwszej klasie i molestowali nieustannie. Raz kiedy nasi opiekunowie spotkali się na przerwie miałam czas aby go poznać. Był taki jak ja, ale starszy o rok. Z większym doświadczeniem. Potajemnie wymykał się w nocy aby mnie uczyć panować na sobą oraz nasionkiem siły i mocy jaki wtedy w sobie posiadałam. Wyczuł mnie. Czytał w myślach kiedy nie umiałam się wysłowić i pomagał mojej psychice zachować „swojość”. Kiedy wszyscy mnie uczuli być Uległą on uczył mnie panowania na nim. Panowania nad mocą, popytem, zachciankami i rozkoszą jakiej brakowało... wolności. Był pocieszeniem... tak jak Florek. Majka była przyjaciółką do zwierzeń, ale on... on mi pomagał. Gdyby nie on, nie nauczyła bym się niczego. Oblewała bym każdy sprawdzian. Teoretyczny i praktyczny. Pomagał mi w tym i tym... bardzo. Pamiętam pierwszą lekcję lewitacji. On miał już większość opanowane. Usiadł po turecku i jakby nigdy nic podniósł się z ziemi. Lewitował. To było ciężkie. Żeby osiągnąć  całą siłę po czym oderwać się od ziemi trzeba było mieć czyste myśli. Nie myśleć.... a to nie było łatwe. Bałam się ponieważ miałam sprawdzian semestralny z posłuszeństwa. I przez przypadek o tym pomyślałam. Od razu upadłam na ziemię. On także jak dowiedział się. Spojrzał przestraszonym i współczującym spojrzeniem. Pamiętam jak zaczęłam szlochać. To było ciężkie dla mojego umysłu. Płakałam głośno, a on próbował mnie jakoś pocieszać. Nie umiałam. Nie umiałam się uspokoić. Nie... Najgorsze były lekcje z dyrektorem. Mówiliśmy na niego Nieśmiertelny. Zawsze nosił czerwone soczewki... ciekawe czemu. Każdy kto trafił do niego na „dywanik” nie wychodził przytomny. A mi przypadały właśnie z nim lekcje posłuszeństwa oraz rozciąganie. Lekcje posłuszeństwa zawsze odbywały się w jednym z lochów. To były tortury...  Musiałam zrywać się z gimnazjum... znaczy to nie ja chciałam. Opiekun miał mnie doprowadzić na lekcje punktualnie inaczej i ja, i on mieliśmy swoistą karę. Z czwórkowej uczennicy zrobiła się jedynkowa. Ojciec pijak i ćpun  nawet nie widział co się z nami dzieje. Czemu mamusia musiał umrzeć kiedy miałam 3 lata...? Była taka uśmiechnięta radosna i wyrozumiała. I przez te wspomnienia które tak nagle się pojawiły płaczę w Mai ramię. Za kulisami ucichło. Nikogo nie ma. Otwieram oczy i rozglądam się. Stoi tylko Florek. Majka mnie puszcza i idzie po papier do toalety zaś Florek bierze mnie w ramiona. Nie umiem się teraz na niego spojrzeć....Jedyne co zawdzięczam temu sukinsynowi to, to że do dziś umiem zrobić szpagat w przód i bok. To chyba miało jakąś nazwę, ale nie pamiętam już przez to wszystko. Przypomina mi się zaś coś innego. Lekcje z Christianem. Christian był moim Panem opiekunem. Coś w stylu prywatnym wychowawcy. Oczywiście miałam jeszcze wychowawcę klasowego oraz wszystko klasowego czyli na tamtą chwilę pierwszo klasowego. W wieku 15 lat, to była gdzieś połowa drugiej klasy gimnazjum, porwali mnie. Teoretycznie powinnam trafić do drugiej klasy, ale gdy mnie Nieśmiertelny zobaczył powiedział, że chce mnie na dłużej. A z tej szkoły nie wychodziło się po ukończeniu klas trzecich jak w gimnazjum. Każdy nauczyciel musiał wyrazić zgodę na uwolnienie i nawet niezgoda jednego z nich prowadziła do powtarzania roku. I tak w kółko. Z moim wychowawcą miałam lekcje kontroli. Uczył mnie posłuszeństwa oraz kontroli nad sobą. Coś w stylu Kacpra tylko, że on uczył mnie z pejczem lub szpicrutom. Cały Christian. Bez niego nie mogłam się nigdzie ruszyć chyba, że po szkole i na posiadłości szkolnej. Każdego dnia miałam lekcje kontroli. Chcieli bym uległa im. Bycie Kumdlem do tresury to coś trudnego. Samo opanowanie się aby nie mówić słów na głos było męczarnią. Dobrze, że nie umieli czytać w myślach. Wtedy to do dziś bym tam siedziała. Zawdzięczam sporo Kacprowi. Smuci mnie jednak to, że po szkole zabrali go w dalszą niewolą. Biedak pewnie nadal usługuje jakiemuś Panu. Po tym wszystkim zostałam ulepiona z innej plasteliny. I do dziś ciekawi mnie czy Patryk też miał lekcje rozciągania. Jak tam byliśmy to nie mogliśmy ze sobą rozmawiać.  Pewnie nie miał. Tyle wspomnień... Nawet teraz kiedy opadam z sił przez tan płacz trzymając się ledwo Florka próbuję się opanować. Eh jak zwykle nie wychodzi. O 24.00 zaczynaliśmy zajęcia z Kacprem. Najpierw szkoła niewolnicza potem nauka obchodzenia się z mocą i siłą jaka we mnie wtedy siedziała. Nauka na semestralny z zaspokojenia pana była okropna, bo trzeba było ją zdawać u każdego z nauczycieli. Ja to jeszcze sobie jakoś radziłam, ale Patryk... on nie umiał znieść tego, że jest zniewolony. Więc nauczyli go jak być Panem. I dlatego zabrałam dziś Jeremiego. Bałam się, że może mu zrobić krzywdę. Jeśli chodzi o sprawdziany to jakoś dawałam radę. Było to pojebane, ale i teoretykę, i praktykę zdawałam. Trzeba było znać nauczyciela. Jeśli się go znało to się wiedziało czego chce. Lecz dyrektor. On był inny. U niego było... trudno. Cierpiałam, a on się z tego cieszył. Przypominam sobie pierwszą lekcje posłuszeństwa kiedy przyczepiono mnie do stołu i torturowano... rozgrzanym metalem. Czuję jak coś na biodrze mnie wypala... jak wtedy rozgrzanym do czerwoności żelazem. Ból czuję okropny. Opadam na kolana, a z moich ust wydobywa się tylko ciche:
-Nie Panie... 


Co każdy rozdział mam więcej słów xD

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 6.5 O.o

Rozdział już jest... jak widać xD Ale co to za pół? Pamiętacie jak pisałam, że mam ileś tam ileś pomysłów na sekundę... Tak to właśnie zalążek jednego z pomysłów. A mam już z tego zalążku niezłą sadzonkę. Więc zapraszam do lektury.
A dziś bez pytań bo fabuły nie zdradzę. Jak nie doczytasz to nie wiesz... xD


Godzina 19. Nadal rozmawiamy. Patryk opowiada Jeremiemu o naszym pochodzeniu i muszę wtrącić swoje pięć groszy.
-W sumie to nie mieliśmy zbyt łatwego dzieciństwa. Ale to na ukształtowało- ton mam cichy, nie głośniejszy od szeptu.
-A jeśli można się spytać. Łączy cię coś z tym chłopakiem? Patrzyłaś tak dziwnie na niego. Widać to było od razu. Patryk pewnie też to zauważył-pyta Jeremi. Biorę głęboki uspokajający oddech. W moim ciele odzywa się nieproszona osoba: „Łączy, łączy.” Tak... to jest właśnie moja wredna podświadomość której często nie lubię. Po chwili namysłu odpowiadam.
- Wiesz... po za powiedźmy pracą nic na nie łączy- mówię. Jeremi wierci się na kolanach Patryka. Co on wyprawia? Śmieję się w duchu... przecież dobrze wiem co. Sama reakcja Pata jest już bardzo wiadoma. Obdarowuje szyję kochanka pocałunkami.
-Pati, a nie powinnaś już iść- pyta nie odrywając się do szyi kochanego. Ta... ja już wiem co ty chcesz robić. Spławiacz jeden. Próbuję wstać jak najsmętniej umiem. I wiem, że to mi wychodzi. Udaję się do korytarza ubieram kozaczki, biorę żakiecik i krzyczę pożegnalnie.
-Na razie!- po czym wychodzę.
W Warszawie o tej godzinie jest ślicznie. Pałac Kultury prezentuje się bosko. Jak ja tu długo nie byłam. Przechodzę obok Złotych Tarasów i wchodzę do jednego z budynków sąsiadujących mu. Staję przed drzwiami mieszkania 15. Dzwonię w dzwonek i otwiera mi je Florian bez koszulki z kroplami spływającymi po klatce piersiowej. O ja walę! Florek wpół nago. Przygryzam wargę wpatrując się w to zjawisko. To co, że jest moim przyjacielem. I tak wygląda genialnie. A jak by wyglądał bez tych czystych spodni... dobra moje myśli galopują zbyt daleko. Trzeba się odezwać.
-Cześć-mówię cicho.
-Cześć-odpowiada mi troszkę głośniej.-Wejdź proszę- mówi. Więc wchodzę do przed pokoju. Jest piękny. Złote ściany komponują z brązową komodą na kurtki i buty. Chyba miał tu remont.
-Sorka za to, ale przed chwileczką byłem pod prysznicem. Nie spodziewałem się, że tak szybko przyjdziesz. Usiądź zaraz nagramy ten odcinek, a potem... coś się wymyśli- salon jest duży. Tak, jest duży. Biała farba na ścianach jest pokryta czarnymi wzorkami, a czerwona kanapa i lustro genialnie współgra z całą przestrzenią. Statyw z lustrzanką już jest gotowy. Konsola także. Jak ja lubię grać w gry. I nie mało to nam czasu zajmuje ten nagrywanie. Kiedy zerkam ukradkiem na zegarek jest dopiero po 23.30. Normalka. Tak normalka... ale nie dla mnie.
-Chcesz coś pooglądać? Mam sporo kolekcje filmów-mówi wskazując na półkę z różnymi tytułami które mi nic nie mówią. Podchodzę do półki zamykam oczy palec wskazujący wyciągam i zaczyna jeździć po każdym z pudełek zatrzymując się w pewnym momencie. Tytuł nic mi nie mówi. „Kraina Rozkoszy” pokazuję pudełko Florianowi. Ten szelmowsko się uśmiecha i mówi.
- Lepiej nie...komedia... ale lepiej nie- robię „ smutne oczka pieska”- nie Pati, nie wolno- mówi surowo. Tak jakby nie chciał abym to oglądała ze względów...właśnie jakich? Czemu nie to? Dobra nie, to nie. Zamykam jeszcze raz oczy i ponownie powtarzam czynność. Wylosowuję „Ludzką stonogę”. O nie wiem co to. To jest jeden z najbardziej strasznych horrorów jakie są. JA NIENAWIDZĘ HORRORÓW! Krzyczę w myślach. Jak człowiek mógł coś takiego wymyślić? No, ale dobra jakoś sobie przecież poradzę...prawda?
Ostatnia scena jest najstraszniejsza. Nawet nie mam zamiaru jej opisywać. Po prostu straszna twarz pojawia się tak niespodziewanie na ekranie plazmy że podskakuję na kanapie i nie kontrolując już ruchów, przyklejam się do torsy Florka. O kurwa. Co ja robię? Nie powinnam. Odrywam się i odsuwam od Florka.
-Patiś muszę ci coś powiedzieć-mówi przyciszonym głosem. Patrzę na niego przestraszonym spojrzeniem. Straszna twarz plus to co zrobiłam przed chwileczką właśnie skutkuje takim spojrzeniem.
-Więc powiedz.
- Czekałem już tyle lat aby ci to powiedzieć. Sprawdzałem czy to nie jest coś innego. Czy może ktoś inny...-przerywa. Co on chce mi powiedzieć? Nie rozumiem.- Jednak to cały czas jest i jest, i jest, i nie chce się skończyć. Czekałem na odpowiednią chwilę-ścisza głos- Kocham cię Pati Mej... -urywa i patrzy na mnie. Szczęka mi opada. Dosłownie mam ją na ziemi, a ona tarza się w kurzach wykonuje piruety w prawo i lewo oraz aksle do góry opadając na jedną nogę...znaczy ząb... Na jeden ząb. Że co?! Jak? Jak to? Wstaję i zaczynam chodzić przed kanapą. On nie wstaje. Próbuje patrzyć na mnie. Włosy latają mi po barkach tułając się po biodrach prawie z każdej stronie.
-Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej?!- dusze krzyk.- Jak? Czemu mi nie mówiłeś, przecież jesteśmy przyjaciółmi... To znaczy ja tak myślałam- jego mina staje się smutna.-Florian!- krzyczę kiedy widzę że usieka wzrokiem. Podchodzę szybkim krokiem chwytam jego brodę i ostro zaczynam całować. On zdezorientowany moim zachowaniem otwiera usta i mój język zaczyna szybką sambę z jego językiem. Wstaje jak na skrzydłach. Po chwili tego przyjemnego pocałunku odrywam się rzucając go na kanapę. Nie wie co się dzieje.
-Pysznie smakujesz – nachylam się i  mruczę mu to do ucha.. Idę do przedpokoju zostawiając go samego nie w tym świecie. Ubieram kozaczki za kolanko biorę żakiecik i krzyczę:
-Widzimy się jutro!- po czym wychodzę. 
 Staję u progu domu wpół do drugiej. Patryk mnie zabije... Wolno otwieram drzwi. Może mi się upiecze. Możliwe, że śpi... Przechodzę przedpokojem i cicho się rozbieram. W łóżku dostrzegam Jeremiego, lecz bez Patryka. Kuźwa! Wychodzę z sypialni. Nie zauważyłam, że w kuchni pali się światło. Staję w progu.
-Gdzie byłaś?- mówi cicho. Tak lodowato.
-Wiesz gdzie przecież- mówię tak sucho i zimno jak on.
-Czemu tak późno?!- krzyczy.
-Oglądałam film...i... przygotowywałam się do spotkania. Doszło jeszcze nagranie oraz musieliśmy porozrywać i porozdzielać wszystkie wejściówki. Wiesz jak długo to trwa. Musiałam u niego dłużej zostać. Przepraszam, że nie zadzwoniłam.
-Martwiłem się Pati. Myślałem, że coś ci zrobi- siadam na krzesło tak, że widzę drzwi do kuchni i siedzącego Patryka. Nagle w drzwiach staje Jeremi. Obudził się. Pewnie słyszał jak się kłócimy. Jeśli to możemy nazwać kłótnią.
-Idź spać Jeremi- syczy nawet się nie odwracając. Wiem czemu. Przeczesuje włosy i przeszywa mnie swoim spojrzeniem. Siedzimy tak cicho. Jeremi nadal stoi i się nam przygląda.-Idź- mówi. Wiem, że mam przerąbane. Jeremi wycofuje się, odchodzi do pokoju.
-Pat nie jestem dzieckiem. A teraz przepraszam jestem zmęczona- mówię z wyrzutem jak by to była jego wina. Wstaję stanowczo. Wiem, że jutro będzie pogadanka rano. Dobra, dobra jakoś sobie poradzę. Chyba. Idę do gościniaka. Spać, spać, spać! Łóżko, duże łóżko. Rozbieram się do bielizny. A co mnie to jestem przecież u swoich. Zamykam oczy i przypominam sobie to co dzisiaj się wydarzyło. Sporo jazdy samochodem. Spotkanie Patryka i jego chłopaka. Moi fani, i Florek...kurwa. Czemu? Czemuś tak Boże chciał? No dobra wiem potajemnie kocham go, ale nie wiedziałam, że on tak cierpiał próbując mi to powiedzieć od tylu lat. A jeśli o tym dowiedzą się inni YouTubers to ja mam zwalone po kwadracie ha, a nawet po sześcianie. I przez to myślenie tracę świadomość i budzę się nazajutrz rano. Słońce jest tak jasne... och jak ja nie lubię się budzić. Pospała bym jeszcze no, ale czas wstać. Muszę zjeść śniadanie, potem iść coś wybrać na spotkanie. Samo przygotowanie areny do gier i...oooooooch. No dobra Pati trzeba wstać. Ledwo co wlekę się w bieliźnie do kuchni. Nie spodziewałam się, że Jeremi już wstał. Czemu Patryk śpi?
-Cześć Jeremi- mówię słodko. Oby się nie zapytał oby się nie zapytał.
-Witaj- odpowiada mi tak samo.-Co się wczoraj działo? Czemu jesteś prawie nago...Zimno jest-  i się zapytał. Fuck! No  może trochę zimno. Ale przyjemnie zimno.
-A nic. Czemu wtedy wstałeś? Obudziliśmy cię?- pytam ściszonym głosem. Im mniej powiem tym chyba lepiej co nie?
-Tak.
-Ach...to przepraszam. Nie chciałam. Gdzie Patryk? Śpi?
-Tak. Wczoraj był taki chłodny. Taki...zły-na jego twarzy widzę smutny uśmiech. Szelmowski, ale smutny.
-A może słuchaj. Pójdziesz ze mną na spotkanie z fanami? Był byś moim towarzyszem-uśmiecham się.- To co młody wchodzisz?
-Tak!- odkrzykuje głośno i chyba tym budzi Patryka. Tak. Słyszę kroki z sypialni. O nie zaraz będzie kłótnia. Staje w progu i bacznie nam się przygląda.
-Cześć. Długo spałeś- oznajmię mu. Ten kiwa mi głową. Jak na razie jest okej.
-Nie powinnaś tego robić-mówi zimno. O nie nadal jest zły.
-Pat po pierwsze Jeremi tu jest i nie chcę abyś robił mi kazanie, i się kłócił przy nim, ze mną. Po drugie nie wiem czemu się złościsz. Po trzecie nie jestem już małym dzieckiem i mogę wracać kiedy chcę. A i idę dziś z nim na Meet-Up... to znaczy z Jeremim. I chcę abyś został i troszkę ochłonął- odwracam się w stronę Jeremiego.- Młody ubieraj się za piętnaście minut wychodzimy-Jeremi wybiega podekscytowany.
-Ach tak Pati? Wiesz co jesteś nie do...-nie kończy zdania.- Dobra idźcie ja zostanę- poddaje sie, a potem odwraca sie- później się rozmówimy- i zostawia mnie samą w kuchni. Jest serio wkurzony. Teraz to już tam pies moja dupa. Martwię się o Jeremiego. Patryk w takim humorze to nieobliczalna bestia. Dobrze, że go zabieram. A jeśli potem  dowiem się od młodego, że coś mu zrobił to Boże miej go w opiece. Jeremi staje przed drzwiami. Pewnie jest już gotowy. Idę się ubrać. Plus jest taki, że nie było wykładu o moim ubiorze jaki teraz na sobie mam. Szybko się ubieram. Zabieram Go-Pro oraz lustrzankę z Nikona i wychodzę wraz z Jeremim.


ps. sporo co? :* Jak na mnie xD 

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 6

Hej! Jak tam u Was? Ciepło w domach? Macie śnieżek, bo ja nie mam :( #WyczekiwanieNaŚnieg Uwielbiam zimę! Ale dobra czas na rozdziałek!
Kim jest tajemnicza przybyszka? Co robi i czego chce? Co się jeszcze wydarzy? I jakie ma zamiary Patryk?
Tego i jeszcze więcej dowiecie się w tym rozdziale!

-Moja siostra...jest tu i zostanie na kilka dni...nie wiem czy się zgodzisz...zgódź się proszę...-szepcze Jeremiemu do ucha.
-Może zostać. A jak to się stało, że jesteście rodzeństwem?- w tej chwili kobieta wchodzi do pokoju i siada obok niego.
-Można tak powiedzieć, że nie rodzeństwem, ale bliźniakami. Wogólę ty to znasz. Opowiadaliśmy ci to kiedyś. Czemu znowu się pytasz?- Patryk wyszeptuje jej coś do ucha.- ach dobra rozumiem. Więc jestem Patrycja. Pewnie mnie nie pamiętasz, dlatego byłeś taki spięty w sklepie. Ja urodziłam się kilka minut później niż Pat i mam mu to za  złe. Dżentelmen jeden-  uśmiecha się do niego z dodatkiem słodyczy.-A więc mnie nie pamiętasz tak, to dobrze, bo jestem ci winna pięćdziesiąt złoty- wstaje gwałtownie.- Dobra ja idę rozpakować sprzęt. Pójdę na miasto coś może nagram i jeszcze, a tak spotkanie z fanami. Dobra to ja lecę. Do zobaczenia!- po tych słowach wychodzi z pokoju idzie do pokoju gościnnego a potem słychać tylko trzask drzwi. Zostają sami.
-Patryk, a co robi twoja siostra, bo ja nie pamiętam. Jest modelką, że ma fanów? - Jeremi dopytywał się o teoretycznie nowo poznaną kobietę. Bardzo ciekawiło go co to za sprzęt i ci fani. Zamiast odpowiedzi doczekał się ciepłego torsu kochanka. Tak.. te znajome ciepło przy jego policzku.
-Kotku wolę aby ona ci wszystko opowiedziała. Tak będzie prościej.- Patryk usiadł rozkrokiem na kolanach Jeramiego. Ten opadł na łóżko.
-I co niby zamierzasz zrobić? Chcesz mnie przelecieć pomimo twojej siostry? Patryk nie teraz. Ona pewnie zaraz wróci. A ja jestem zmęczony. Muszę się położyć. A teraz idź- rozkazał.
Za jakiś czas obudził się. Śnił mu się koszmar. Usłyszał z kuchni śmiech. Damski i męski...lecz on go nie kojarzył. To nie Patryka. Taki męski, a za razem dziecięcy. Wstał i przysłuchiwał się rozmowie jaką prowadzili. Oczywiście nie wiedział o czym rozmawiają.
-Poprosił abym sprzedał mu trzy hity aby zaprezentować jaki jest silny i wykokszony. Oczywiście zginął i wyskoczył z mordą o to, że stracił itemki. Nie dorzeczne Patiś! Wyciąłem to, bo by jeszcze miał wąty. Co o tym uważasz Patryk...Dobry wieczór- przerwał nieznajomy. Jeremi wszedł do kuchni. Tak jak myślał, nie znał tego mężczyzny.
-Och Jeremi wstałeś. Jak się czujesz? Wiesz, że dopiero jest 18.00. Spałeś trochę czasu. Jak widzisz mamy gościa. Florian poznaj Jeremiego. Jeremi poznaj Floriana- oboje uścisnęli sobie dłonie w geście przywitania  po czy Patryk dodał dla wyjaśnienia.-Florian to przyjaciel Patrycji-zwraca się w stronę Floriana.-Jeremi to mój chłopak.
- Miło mi cię poznać!- grzecznie wita się mężczyzna. Patryk odsuwa się od stołu klepie, się w kolana karząc usiąść chłopakowi na nie. Ten spełnia jego nie wypowiedziane polecenia.
- A, więc Patrycja gdzie pracujesz? Masz fanów...czyli jesteś modelką...nie, gwiazdą muzyki... wiem pracujesz w jakimś filmie!
- Och co cię tak z tym wzięło. Nie jestem piosenkarką, modelką czy gwiazdą telewizyjną chociaż ty byłeś blisko. Nagrywam różne gry, filmy z imprez czy innych rzeczy. Jak ci to do głowy przyszło, że jestem modelką co? Ach tak rozumiem. Ci fani cie zwiedli- uśmiecha się przyjacielsko- Jeśli chcesz to coś ci jeszcze pokażę, ale nie dziś.
-Dla mnie mogłabyś być modelką- mówi cicho Florian.
Wymiana zdań przetacza się w wywiad o życiu Patryka i Patrycji oraz Floriana. Rozmowę toczą już godzinę. Czasem się śmieją, później atmosfera robi się poważna, a potem znów wszyscy się śmieją. Nagle Florian zrywa się z krzesła.
- Słuchajcie ja już muszę lecieć. Mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Patrycjo proszę abyś jeszcze dziś do mnie wpadła. Wiesz dobrze o co chodzi. Dobra to na razie wszystkim!- słychać kroki, a później trzask drzwi. Zostają  sami w domu.
-Jak to się stało, że jesteście bliźniakami? To jest możliwe?
-Tak-odpowiada krótko Patryk bez wyjaśniania.
-A to, że macie taki kolor włosów. Jak to jest możliwe?- pyta dalej Jeremi.
-Takie geny-odpowiada pogodnie Pati.
-A wasi rodzice...jak zareagowali widząc, że mają takie dzieci?- nie daje za wygraną.
-Nie jest to takie proste jak może się wydawać kochanie. Jesteśmy inni i to było jedną ze szpilek wbijanych w nasze plecy. Ale jakoś sobie poradziliśmy i żyjemy... w miarę normalnie- mówi Patryk spoglądając bacznie na zmienną twarz chłopca. Widać, że jest teraz bardzie zamyślony niż był wcześniej.
-W sumie to nie mieliśmy zbyt łatwego dzieciństwa. Ale to nas ukształtowało- Patrycji głos przybiera cichego tonu graniczącego między szeptem, a pół mową.
-A jeśli można się spytać. Łączy cię coś z tym chłopakiem? Patrzyłaś tak dziwnie na niego. Widać to było od razu. Patryk pewnie też to zauważył -spytał grzecznie Jeremi. Pati popadła na chwilę w swoje myśli po czym stanowczo odpowiedziała:
- Wiesz... po za powiedźmy pracą nic na nie łączy- Jeremi wierci się na kolanach kochanka. Ten zaczyna całować jego szyje.
-Pati a nie powinnaś już iść- pyta nie odrywając się do szyi kochanego. Kobieta smętnie wstaje i na pożegnanie krzyczy:
-Na razie! Po czym zostawia chłopaków samych przy kolacji. 

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 5

A więc macie. Bez przedłużań... Jak tam się czujecie? Zdrówko dopisuje? Wiecie, że muszę potrzymać trochę w nie pewności.
Jakie śniadanie urządzi Patryk? Czy nadszedł czas na pierwsze zbliżenie? Co się stanie potem?
Tego i jeszcze więcej dowiecie się w ty rozdziale!

Brązowooki otworzył drewniane drzwi. Światło wbiło się do pokoju. Szybko rozpięli buty, ściągnęli buty i powędrowali do kuchni. Tam rozpakowali zakupy i położyli na ceramiczny blat. 
-Ale jestem głodny. Konia z kopytami bym zjadł. Patryk na co masz ochotę.. znaczy zjeść na śniadanie?- Kasztanowłosy spojrzał na mężczyznę, który się tajemniczo uśmiechnął po czym zachichotał cicho. 
-Ciebie słoneczko zjadłbym w całości. Jakieś resztki by się znalazły. Jesteś taki słodziutki, że na śniadanie nie powinienem jeść takich słodyczy jak ty...-Podszedł do kochanka i chwycił go za biodra przyciągając do siebie. Zmysłowo zamruczał i pocałował go w czoło. Ręka z bioder kierowała się powoli do męskości chłopaka. Ten próbował się uwolnić lecz nic nie wskazywało na to żeby Patryk miał zamiar puścić.- Kochanie nie wierzgaj się tak . Przecież jesteśmy w domu nikt tu nas nie widzi. Chyba że sąsiedzi coś knują i jakieś tu zamiary mają... ale nie sądzę żeby tak było. Nikt nas chyba nie podgląda...a rozumiem, że nie masz ochoty. No to ja będę musiał się jakoś powstrzymać. Będzie to dla mnie trudne, ale jakoś sobie poradzę. No to ja idę szykować śniadanie dla ciebie- Patryk wypuścił go. Ten odetchnął z ulgą i usiadł przy stole. Mężczyzna podszedł do zakupów i wziął parę rzeczy. Wziął coś nabroił podsmażył i przed kochankiem dumnie położył talerz. Przygotował on omlet z dżemem  truskawkowym i śmietanką, z  świeżo krojonymi brzoskwiniami i do tego na posypkę suszone truskawki w postaci wirków. A jak to pięknie wyglądało. Jeremi z zapałem chwycił za widelec i zaczął pochłaniać wszystko.
-Jezu co... Jak ty to? To jest boskie! Daj mi przepis... albo nie rób takie codziennie proszę... no po prostu boskie!- Omlet mniej już piękny znikał z talerza szybciutko. Trochę to dziwiło Patryka. Pierwszy raz widział go tak głodnego. Nieco go to podniecało. Tak napalone słoneczko na jego omlecik...Ani się obejrzał, a już talerz był czyściutki i jeszcze do tego wylizany na błysk. Niebieskooki złapał się za swój pełny brzuch.
-Ale to było dobre. A jak mogę na ciebie mówić bo tak po imieniu to nie ładnie.-Młodszy spojrzał na starszego który mył jego teoretycznie „czysty’ talerz.
- Nie wiem jak chcesz mi to obojętne. Ważne że jesteś przymnie i że jesteś cały mój, i tylko mój, i nie zapominaj o tym.-Po tych słowach chłopak wstał i pokierował się do wyjścia z kuchni.- Co już idziesz? To ja idę z tobą.-Położył czysty już talerz i podbiegł do kochanka. Oboje poszli do sypialni. Chłopiec włączył program muzyczny i usiadł na lóżko. Patryk się do niego dołączył. Przysunął się do niebieskookiego. Ich spojrzenia się spotkały, lecz chłopak uciekł wzrokiem na telewizor, a bardziej na plazmę. Mężczyzna przesunął głowę kasztanowłosego i łapczywie  pocałował. Jego ręka powędrowała pod bluzkę. Jeremi odchylił głowę i zaczął cicho pojękiwać.
W tej chwili usłyszeli gwałtowne uderzenie drzwi wejściowych o ścianę oraz energiczne i głośne stukanie obcasów o podłogę. Oboje usiedli wyprostowani wbijając wzrok w plazmę.
-No cześć kochani chyba nie przerywam wam zabawy?- kobieta stanęła w wejściu. Jeremi ją znał. To ta sama którą spotkał w sklepie. Wysoka, szczupła jej włosy były długie aż do kolan. Tęczowowłosa kobieta w czarnej sukni. Patryk gwałtownie wstał i podszedł jakby podenerwowany do kobiety. Wyszli na korytarz. 
-Co ty tu robisz?! Przecież mówiłem, że wyjeżdżamy i nas nie będzie. To, że zostaliśmy, to chwila, a to że masz klucze nie usprawiedliwia cię do pobytu tu!
-Pat no nie denerwuj się tak. Tu jest tak pięknie i postanowiłam nagrać vlogaska i chwila tylko no proszę tylko chwila...-Kobieta przytuliła brązowokiego. Ten pokiwał głową i poszedł do sypialni.
-Kotku mam dla ciebie nowinę...

czwartek, 16 października 2014

Sprężarka dupala ON- Rozdział 4!

Ojjj wiecie przecie, że jom leniuch i rączki z dupy wychodzą :) Ale już, już nie denerwować się.. rozdział gotowy...... tyle, że nie sprawdziłam błędów więc... tam tylko ostrożnie co :)
Co napotka Jeremi? Jakie będą tego efekty na jego psychice? Co Jeremi na związanego z tajemniczą osobą? I czy w końcu coś zje?
Tego i jeszcze więcej dowiecie się w tym rozdziale!


Słońce odbijało się w oknach galerii. Widać było małe domy i ludzi pędzących jak mrówki. Nie wiadomo gdzie nie wiadomo po co. Spieszyli się albo błądzili pytając o drogę albo spacerowali tylko po to aby zwiedzić okolicę ino może jeszcze alby tylko pochodzić po pasażach sklepów wszelkich rodzajów.
 -Ale tu fajnie! Jaki stąd widok! A widzisz tego w niebieskiej bluzie... czy co to on ma ubrane, tego który idzie po murze? Założę się że zaraz spadnie albo ktoś go zrzuci.- Po tych słowach przebiegający obok chłopaka szturchnął  go lekko i młodzieniec spadł na trawnik.
-Skąd wiedziałeś kotku czyżbyś czytał w myślach? Hmm... A może przyszłość przepowiadasz?- Patryk ciekawsko spojrzał na niebieskookiego. Ten się uśmiechnął i machnął ręką oznajmując że to w tym momencie nie ważne. Jego palec wskazał na market który znajdował się za plecami Patryka. W brzuchu kasztanowłosego kiszki marsza grały.
-Mieliśmy iść tylko do sklepu a nie na zwiedzanie miasta. W ogóle podniecam się jak jakieś małe dziecko w sklepie ze słodyczami ale bo tu jest pięknie. Aaaa.... tak przypomnij mi jak masz na imię. Bo ja znowu zapomniałem.- Chłopiec spuścił  głowę. No nie jak można nie znać imienia swojego no... przyjaciela...  Tęczowowłosy spojrzał na chłopaka uśmiechając się ciepło.-Patryk kotku. Pamiętaj Patryk. Niech zgadnę...Głodny prawda? Dobrze ja pójdę do   sklepu a ty jak chcesz to się porozglądaj. Może kupisz sobie coś. Tylko się nie zgub.-Patryk obrócił się na pięcie i powędrował w stronę sklep .Jego ciało znikło  za ruchomymi drzwiami. Jeremi stał sobie spokojnie gdy jakaś pani potrąciła go nawet się nie odwracając. Spojrzał z wyrzutem na nią ona już znikła za drzwiami. Poszedł niechętnie w stronę sklepu a tam pokierował się do półek z makaronem. Wtem przed nim zobaczył Patryka. Inaczej. Zobaczył obraz Patryka bardziej tak slajd. Mężczyzna był na nim rozebrany do nagości. Leżał nad nim . Przytulony do jego ciepłego torsu. Po sekundzie obraz znikł. Jeremi opadł na jego kolana. Uderzyły one z impetem o zimną posadzkę.  Jego głowa gwałtownie zaczęła boleć. Chwycił ją . Ból nie ustępował. Nie wiedział co się stało, co się dzieje. Co to było. Co się z nim dzieje. W jego głowie pojawiły się najróżniejsze. Jedna coś mu uświadomiła. Jego duszyczka, ciepła dusza podpowiedziała mu to co go tak trapiło. On tęsknił. On kocha Patryka! To co czuł teraz nie było jakimiś zwidami czy uczuciem które zaraz zniknie jak bańka mydlana. On go naprawdę kochał. „Jak to możliwe? Przecież ja... ja go kocham! Kocham! Ja Go Kocham! Nie a może...ja go kocham, kocham, kocham ja go kocham.” Ciało nagle dostało tyle sił. Gwałtownie wstał z kafelek rozglądając się za Patrykiem. To trzeba było mu powiedzieć jak najprędzej. Lecz tego nigdzie nie było. Rozpłynął  się gdzieś w powietrzu. A może on teraz nim oddycha?! Nieee... Chyba nie. Więc poszedł w stronę środka sklepu . Jego plan był prosty. Przejść środkiem przepatrując każdą uliczne. Tak powinien go znaleźć. Szybkim krokiem szedł po jakby nie kończącym się środku. Nagle potknął się o nieznaną osobę. Znaczy ona go znała. On teoretycznie tez ją znał.
-Jeremi? Ha Jeremi to ty? Co ty tu jeszcze robisz przecież mieliście wyjechać do Warszawy tydzień temu. Nie pojechaliście?- Spojrzała na niego i ściszonym tonem dopowiedziała.- Zerwał z tobą?
-Nie... tak jakoś troszkę dłużej zostaliśmy.- Zdezorientowany już chłopak pożegnał kobietę i za rogiem spostrzegł Patryka z wózkiem zmierzającego do niego lecz ten pobiegł z nadal ciepłą wiadomością jaką miał mu do powiedzenia. –o jesteś to dobrze bo... bo ja mam ci coś... no do po... Muszę ci coś wyznać. Bo ja mówiłem że jak będę gotowy to powiem...no ja jestem gotowy i je już wiem co chcę ci teraz wyznać. Miejsce jakie wybrałem jest po prostu boskie.-W jego cienkim głosie było słychać trochę sarkazmu lecz dalej kontynuował- Ja cię kocham. Rozumiesz kocham. Mężczyzna przytulił go podnosząc wysoko w górę tak jak podnosi się małe dzieci.
-Ale nie tu!-  syknął gdy już go postawił na nogi.
-Chodź do kasy  jak wrócimy to zrobię ci pyszne śniadanko. Kocham cię!- Po drodze jeszcze zabrali ze sobą kilka rzeczy. Kolejka do kasjerki była taka duża ze stać można było chyba godzinę a możliwe i jeszcze dłużej. „ Nie no jak my stąd wyjdziemy. Przecież to jest takie straszne. Nie chcę tyle czekać. Kurde głodny jestem no...”Pomyślał chłopiec. Wtem jedna z osób odwróciła się i spojrzała na niego po czym odsunęła się. Następne osoby to samo poczyniły.
-Patryk co się tu dzieje? Czemu oni nas puszczają? Stali tyle czasu i jeszcze takie coś? To jakaś niedorzeczność!- Młodszy spojrzał na brązowe oczy mężczyzny. Mały błysk w jego oczach zwiastował to iż on coś wiedział.
-Tym sobie główki słoneczko nie zawracaj. Później ci wszystko opowiem jak będzie okazja... O pani już skasowała nasze zakupy. Może chcesz jakąś gumę do żucia?- Uśmiechnął się ciepło.- Czy do czegoś innego?- Na jego twarzy uśmiech odbijał się takim promieniem że oślepiał Jeremiego.
-Dzięki ale nie...nie, nie chcę. Lepiej chodźmy bo inni ludzie już czekają.- Patryk spakował zakupy i oboje wyszli ze sklepu.

środa, 8 października 2014

Informacje dnia dzisiejszego!

Okej wiem. Nie było mnie tyle czasu, ale powracam. (i tak nie wiem na ile) ale grunt, że powracam. Tak naprawdę to mam już osiem i pół rozdziałów więc nie martwcie się coś wykombinuję aby je przepisać i wstawić. M.o.ż.ę :)

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 3

Wreszcie powracam! Po tak długiej przerwie (za co przepraszam) dodaję ten nieszczęsny rozdział.
Co zrobi Jeremi? Czy Jeremi wie co czuje? Czy jest coś pomiędzy nim a Patrykiem? Co się stanie po ujawnieniu prawdy? I czy chłopak w końcu się przebierze...?  TEGO DOWIECIE SIĘ W TYM ROZDZIALE! Zapraszam do czytania i miłej lektury :3 A i sorka za błędy ale przestawiła mi się klawiatura i czekam na nową.


''Nie rozkleję się przecież jestem mężczyzną. Nie mogę się rozklejać jak baba jakaś nooo... Nie mogę! Ale co ja mam mu powiedzieć? Ja nie wiem nic... No nie wiem! Nawet nie wiem co mam zrobić. Co ja mu powiem? A jak on będzie zły to co? A jak mnie uderzy? Nie on chyba by mnie nie uderzył. Nie śmiałby zrobić tak strasznej rzeczy. Wiem to...chyba. Mam! Jak będę gotowy to mu powiem. I wtedy będę wiedział wszystko!” Odkręcił kran. Polała się zimna woda. Jeremi złączył ręce i nalał jej trochę. Nachylił głowę i rzucił nią na swoją twarz i trochę na włosy. Woda spłynęła po jego twarzy tworząc strumyki i krople. Spojrzał w lustro. Jego oczy były zaczerwienione. Myśli się jednak uspokoiły. Czas było już wyjść z tej toalety. Potarł jeszcze oczy i zamrugał kilkakrotnie, po czym spojrzał na drzwi i pokierował się w ich stronę. Znów był w korytarzu. Wyszedł do przedpokoju i rozejrzał się jeszcze raz. Zobaczył jeszcze parę nowych nieznane dla niego drzwi. Nie wiedział gdzie one prowadzą więc nie zastanawiając się i nie zawracając sobie tym głowy, poszedł do kuchni. Tam Patryk czekał na niego dokańczając jabłko.
 -I co namyśliłeś się?- jego głos był poważny i ściszony. Trochę przestraszył tym chłopaka mimo to podszedł do stołu i zasiadł naprzeciwko tęczowo włosego.
 -Tak. Namyśliłem się i jak będę gotowy to ci powiem.- spłoszony Jeremi z poważniał w tym momencie. Brązowooki gwałtownie wstał, czym bardzo przestraszył młodszego aż odskoczył trochę w tył. Przestraszył się nie na żarty. Oddech jego przyśpieszył. Patryk to szybko zauważył.
-Co się tak boisz? Przecież mówiłem że ci nic nie zrobię.-podszedł do niego i mocno go przytulił. Mały troszkę się uspokoił. Znów poczuł te znajome ciepło.
-Musimy iść na zakupy bo nie ma co zrobić ci na śniadanie. Słoneczko idziesz ze mną?
 -Do...dobrze.-starszy wyczuł niepewność w jego głosie.
-Ale czego ty się tak boisz. Ja ci nic nie zrobię. Idziemy tylko na zakupy po jedzenie. Głodny jesteś prawda? No to chodź kupimy coś i wracamy. Dobrze? Nie ma co się bać ja cię kocham. Nie mam ochoty cię zgwałcić albo zabić.- zachichotał cicho odwracając głowę od Jeremiego. Nie chciał aby zobaczył że to dla niego śmieszne.
- Nie ma co się bać ja jestem grzeczny, ja nie gryzę...chyba że poprosisz.- podał chłopakowi rękę.
To co idziesz?
-No dobra...i nie gryź!- niebieskooki zaczął się cichutko śmiać gdy wychodzili z kuchni.
-Gdzie jest wyjście?- Zapytał. Nadal nie wiedział jak ,teoretycznie jego dom, wygląda. Trochę się gubił. Starszy zaprowadził go do jednych z nieznanych dla niego drzwi. Otworzył je szybko, energicznie i wparował do pokoju. Mały pokoik z łóżkiem 2-osobowym, szafą, i telewizorem średniej wielkości. Nie wyglądało na to żeby ktoś tu przebywał w ostatnich tygodniach. Jeremi ujrzał jeszcze jedno wejście. Patryk podszedł do drzwi.
-Idź się przebrać, bo w takim stroju na miasto cię nie puszczę..-Powiedział spokojnie i uchylił drzwi. Chłopak ujrzał pełne ciuchów pomieszczenie. Spojrzał na siebie. Był jeszcze w niebieskiej piżamie w zielone kropeczki. Nieśmiało poszedł do drzwi i wszedł do pokoju. Na krzesełku leżały już ciuchy dla niego. Drzwi się powoli zamknęły. Był sam...znaczy on i ciuchy, dużo ciuchów. Podszedł do krzesła i wziął to co na nim leżało. Koszulka z bananem i obcisłe, niebieskie dżinsy. Ściągnął powoli piżamę. W lustrze naprzeciw ukazała się goła sylwetka chłopaka. Nie miał bokserek, niczego nawet jakiś majtek, stringów nic. „Zimno się coś zrobiło.” Pomyślał lecz w kupce nie było żadnej bielizny.. Rozejrzał się szukając wzrokiem jakiejś bielizny. Nic nie było, same ciuchy. Wypuścił ze świstem powietrze i ubrał się.
-Pięknie wyglądasz słoneczko. A teraz chodź idziemy na zakupy.- Wyprowadził go z pokoju i jeszcze innym drzwiami wyszli na ogródek gdzie znajdowała się furtka którą powoli poszli na miasto.

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 2

Dzień Dobry kochani! Mam dla was rozdział o jeden dzień szybciej, ponieważ jutro z rana już wyjeżdżam na kolonie. Tak no i właśnie tak pomyślałam zamiast przerwy 3 tygodniowej, dam wam rozdział dziś i za 2 tygodnie następny. Spróbuję jeszcze na blogasku zdać wam relacje, jak się mam i czy jest fajnie, ale nie wiem, czy moja komórka jest do tego zdolna, więc zapraszam do czytania i trzymajcie się cieplutko.
Niech pogoda będzie z tobą :3



-Czyli już pamiętasz?- Patryk, szczęśliwy oderwał się od młodszego i spojrzał w jego niebieskie jak niebo oczy. Jego ręka dotchnęła delikatnie policzków kasztanowłosego. W oczach Jeremiego pojawiła się gorzka łza. Nadal nie pamiętał. To coś w środku ,co kazało mu wierzyć w każde słowo mężczyzny, nadal nie odstąpiło go na krok. Smutno mu było, nie mógł powiedzieć tego samego co Patryk... jakby go nie kochał, lecz tak nie było. On go chyba kochał, ale jeszcze się do tego nie przekonał. Mógł nie wierzyć lecz wierzył.
-Nie...-Druga łza spłynęła na rękę starszego. Tęczowo włosy starł ją i mniej radośnie zapytał.
-A kochasz mnie w ogóle ?- podchwytliwe pytanie miało na celu zobaczyć czy naprawdę nie pamięta miłości. Dni które spędzili razem. Oczy Jeremiego, zaszklone, uroniły sporą ilość łez, które skapały na jego ciało. Spuścił głowę, patrząc w ziemie. Łzy ociekały mu z policzków coraz szybciej większymi ilościami. Płakał, nie umiał tego powstrzymać. Nie umiał.... nie mógł...
-Tak czy nie... no kotku nie płacz ja nic ci nie zrobię jak mi powiesz.- Odsunął krzesło i spokojnym krokiem poszedł  po papier zawieszony na stojaku, obok zmywaka. Wrócił do ukochanego, podniósł jego głowę i przetarł jego zaczerwienione oczy. Policzki lekko dotchnoł papierem, który wchłonął wszystkie krople. Wpatrywał się w jego oczy. Te niebieskie oczy które tak kochał...tak pragnął go, chciał, aby on był przy nim, chciał się znowu budzić obok niego. Chciał jego ręki, złączonej ze swoją, chciał widzieć jego roześmianą, delikatną buzię, jego jędrną pupcię na jego kolanach. Chciał bawić się jego włosami, czuć ich  waniliowy zapach. Jeden dzień bez jego, to jak wieczność, jak umrzeć samemu i powstać z nim. Usiadł na krześle obok niego. Kasztanowłosy uciekł wzrokiem w stronę szafki po jego prawej stronie. Nadal nie wiedział, nie mógł się zdecydować ,co mu powiedzieć. Cisza w jego duszy nie pomagała mu w tym. Uciekał wzrokiem, tylko aby nie spojrzeć na oczy Patryka. W domu nic nie było słychać ,oprócz szlochu niebieskookiego. Myśli biły się ze sobą. „Tak albo nie.. nie wiem co mam zrobić. Może mu coś powiem że chcę do toalety albo coś?” Myśl ta była chyba jedynym wyjściem z tej sytuacji...znaczy tylko tak sądził. Mógłby się przyznać, że go kocha, ale było by to trochę jak kłamstwo w stronę mężczyzny. „Czekaj ale gdzie jest toaleta? Przecież ja nie wiem. Może się go zapytam pewnie wie.” Wcielił swój mały plan w życie.
-Przepraszam muszę do toalety. Czy może wiesz gdzie jest?- Spojrzenia obu spotkały się. Młodszy szybko uciekł wzrokiem na kran z którego kapała powoli zimna woda. Zacisnął omyłkowo nogi by pogonić odpowiedź brązowookiego.
-Drzwiami,  prosto i korytarzem. Tylko wróć. Proszę...- Mężczyzna pokazał palcem na wejście do kuchni. Jeremi wstał z krzesła i pokierował się w stronę toalety. Idąc, obserwował to, co go otaczało. Po prawej, wysokie schody prowadzące na górę, na strych. Drzwi do sypialni w jakiej był niedawno. Na samym końcu przedpokoju stały wielkie wrota. Prowadziły chyba do łazienki. Poszedł krótkim korytarzem i dotarł do przestronnych drzwi. W tym domu było tyle przejść, że można było się naprawdę zgubić. Otworzył je i ujrzał małą ale dobrze wykorzystaną przestrzeń. Kibelek stał sobie czekając, aż ktoś na niego usiądzie. Troszkę dalej było lustro otoczone lampkami. Sam nie wierzył że to wszystko było jego. To na pewno nie był jego dom. Tak naprawdę nie przyszedł tu aby się załatwić, tylko aby pomyśleć. Pozbierać myśli porozrzucane po całej głowie. Ustał obok lustra i rozpłakał się ponownie.

Przepraszam za wszelkie błędy <3

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 1

No jakoś sprężyłam dupkę i jeszcze dziś ( lecz to już jutro xD ) dodaję pierwszy rozdział opowiadania. Nie wiem czy komuś się to spodoba, ale jak coś to co złego, to nie ja. No więc zapraszam do czytania i z góry przepraszam za błędy <3


Światło słoneczne przedzierało się przez pokuj. Była godzina 9, rano. Kasztanowłosy otworzył niebieskie oczy. Rozejrzał się po pokoju. Niczego nie pamiętał, nie wiedział gdzie jest, co tu robi. Usiadł na skrawku łóżka, rozejrzał się jeszcze raz po pokoju w jakim był. Cisza wszechobecna świdrowała jego uszy. Przetarł oczy i wstał, dreptając przed siebie. Pokuj był wyposażony w telewizor, a naprzeciwko niego wielkie łóżko już porozwalane przez Jeremiego. Komoda stojąca przy łóżku odbijała poranne promienie słoneczne. Niebieskooki spostrzegł małe drzwi przed sobą, a za nimi półki i szuflady. Podszedł do drzwi, szukając czegoś wzrokiem. Nikogo nie było. Sam stał w drzwiach, wpatrując się bezsensownie w nicość. Wtem coś zaszło go od tyłu ,chwytając za biodra i podsuwając do siebie. Chłopak poczuł jakby znajome ciepło, lecz niczego sobie nie przypominał.
-Jak się spało, słoneczko?- rozległ się głos zmysłowy i cichy. Jeremi od razu się odwrócił i odsunął. Popatrzył na wysokiego mężczyznę stojącego przednim. Kolor jego włosów był niespotykany wśród normalnych mężczyzn na tym świecie. Umięśniony, wysoki, piękny, znajomy... Czuł, że go zna. Wiedział to, lecz podświadomość kazała się zapytać.
-Kim ty jesteś i co chciałeś mi zrobić?- chłopak patrzył w oczy mężczyzny. Brązowe prawie czarne wpatrywały się w niego z pożądaniem.
-Kochany, co to za zabawa? Może ja też się w nią pobawię- jego głos wbił się w uszy Jeremiego.
-To nie zabawa...ja nic nie pamiętam, nie znam cię, nie wiem w ogóle co tu robię, jak się tu znalazłem, kim jestem...? Powiesz mi coś, czy ty może coś wiesz?- mężczyzna nagle spoważniał złapał chłopaka za rękę i przeprowadził przez próg prowadząc do kuchni. Małe pomieszczenie  zlew, kuchęka, komoda i półki, regały. Na środku stał wielki stół z miseczką czerwonych jak krew jabłek. Patryk, bo tak się zwał tęczowowłosy, brązowooki, posadził chłopaka na krześle, a sam usiadł obok niego.
- Jesteś Jeremi Petr, jesteś moim kotkiem, mieszkamy u ciebie w twojej chałupce i kocham cię jak nikogo więcej na świecie. Jesteś piękny i tylko mój...znaczy tak sądzę. Nie wiem czemu nie pamiętasz wszystkiego, ale tak jest i nie odstane od tego na zawsze. Kocham cię czy tego chcesz, czy nie, czy pamiętasz, czy nie i tak, tak będzie!- Tęczowo włosy stanowczo sięgnął po jabłko, gryząc je z impetem. Niebieskooki spojrzał na mężczyznę, nie wiedział co zrobić. Coś w środku niego kazało mu go przytulić... to chyba było jego serduszko... Wierzył mu, czuł to, wiedział, że to jest prawda. Podsunął krzesło do Patryka . Zarzucił swoje drobne ręce na brązowookiego . Ten przytulił go do siebie i w milczeniu przytulali się tak jakieś dobre 10 minut.

Pierwszy post, pierwsze ogłoszenie, pierwsze błędy.

Dzień Dobry wszystkim! Tak jakoś chciałam zobaczyć się jak mi pójdzie pisanie opowiadań. Tak więc to jest krótkie ogłoszenie na temat tego jak będzie wyglądać moje pisanie.

Na początek przepraszam za wszelkie typy błędów, ale bety sobie jeszcze nie załatwiłam i moja dysleksja uaktywnia się w dużym stopniu.

Jak na razie mam pomysł ma jedno długie opowiadanie. Będzie ono nienormalne, ponieważ  w mojej bujnej wyobraźni jest, tak że sporo innych rzeczy, innych miłości, innych osób i żeby wszystkich połączyć musiała bym się nieźle natrudzić. Opowiadanie może być troszkę chaotyczne, ale jest to spowodowane tym, iż mam 2 000 000 pomysłów na sekundę.

Opowiadanie będą się pojawiać jak zasiądę do komputera, co od jakiegoś czasu nie jest częstym zjawiskiem w domu. Postaram się pisać na bieżąco w odstępach czasowych do tygodnia albo dwóch.


Jeśli napotkacie jakikolwiek błąd nie zwracajcie na niego uwagi...proszę. Jeśli macie jakieś sugestie co do stylu pisania czy podpowiedzi dla mnie, proszę piszcie w komentarzach bardzo to mi pomoże. No to jakoś rozdział napiszę dziś albo jutro nie wiem kiedy, ale postaram się jak najszybciej <3 Nie hejtować proszę.