poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 8.5

W skrócie. Dzięki za już  500 wyświetleń strony.  Oby tak dalej jesteście genialni.

                     

 - Mistrzu...- czarna szata powoli sunie przez wielką salę w starym stylu. Czerwone usta wyginają się w krwawy uśmiech ukazując ostre kły i lśniące bielą zęby.
- Miło mi cię znów gościć. Długo się nie widzieliśmy...- mówi Nieśmiertelny siedzący na złotym tronie. Jego twarz nie pokazuje żadnych emocji. Jedyne, co można dostrzec to mały blask w oku. Szata opada na kafelki i na plecach Znajomego Nieznajomego uwalniają się czarne wielkie i pierzaste skrzydła, które na sam widok przyciągają strach do serca.

                     

Budzę się gwałtownie. Oddech mam przyspieszony... rozglądam się po pokoju, po czym stwierdzam, że JESZCZE jestem u Florka. Głowa mnie boli... Co się wczoraj działo? Niech zgadnę... Impreza w domu u Florianka. Naprawdę musiała być niezła. Zawsze, ale to zawsze domówki u Florka są ostre i leją się na nich hektolitry wódki. Tak w ogóle to nie wiem, czemu ale uwielbiam leżeć po lewej stronie łóżka, więc po krótkim czasie odwracam głowę w prawo. Ooooo... Floruś tak słodko śpi. Wygląda jak mały kotek śniący o miseczce mleczka. Powoli wychodzę z łóżka tak, aby go nie obudzić. Przeciągam się i postanawiam zrobić sobie herbatę. W kuchni nalewam wodę do czajnika. Później stawiam go na okrągłą plastikową grzałkę i pstryczek przeciągam w dół. Od razu słyszę jak czajnik zaczyna swą pracę i powoli grzeje wodę. Siadam obok niego na zimny biały blat. Chwila mija, a mi do głowy przychodzą myśli. Tak ja czasem myślę. On... On mi się śnił...nie... nie możliwe. Zabiłam go własnoręcznie. Rękoma, które teraz nalewają wrzątek do kubka, bo woda się już zagrzała wykręciłam mu łeb. Vall... demon, który uczęszczał do mojej szkoły. Prawa ręka Nieśmiertelnego oraz jego najlepszy piesek. Czasem na wymianach zamiast Christiana dostawałam właśnie go, więc mogłam poznacz go... bliżej. Albo na lekcjach „upuszczania krwi” jak ja to mówiłam. Ten demon jakoś musiał się pożywić, a zwykłe jedzenie mu nie wystarczało. Dlatego co jakiś czas uczniowie, którzy się nie nadawali albo nie uczyli wystawiani byli na apele. Organizowano miejsce, brali ucznia, wszyscy się urywali z lekcji, jeśli mieli i razem z opiekunami przychodzili w wybrane miejsce. Oczywiście nikt chyba nie robił tego z własnej woli. Jak zwykle byliśmy do tego zmuszania, a nawet, jeśli nie „my” to ja. Demon najpierw wykańczał go ostrym seksem, a potem zjadał nie zwracając na nic uwagi. Jakby nas nie było. Ale to nie jest możliwe, aby Vall znów tu był... w naszym świecie. To nie możliwe! Powinien być teraz w piekle wraz ze swoją gromadką pedofilii, ćpunów i pijaków. A może to był zwykły koszmar, a nie przepowiednia. Często śni mi się to, co się wydarzy albo to, co się dzieje wtedy jak śpię. Oby to był tylko koszmar... chodź i tak mam złe przeczucia.
Sączę powoli herbatę. Florke zawsze ma moją ulubioną, a właściwie to nawet ukochaną. Herbata o smaku miodu i wanilii. Kiedy otwiera się paczuszkę zapach można poczuć od razu. Jest bardzo aromatyczna i słodka. A ja słodkim nie pogardzę. Zamykam oczy rozkoszując się każdym małym łyczkiem. Pyszna. Gdy otwieram oczy Florian siedzi na krześle i wpatruje się we mnie.
- Cześć- mówię. Lubię się witać z ludźmi. Sprawia mi to jakąś dziwną przyjemność.
- Hej- odpowiada rozpromieniony. To nic, że jestem tylko w jego koszuli, którą wczoraj pewnie ubrałam przed spaniem. I tak zbyt dużo nie mam odsłonięte no może oprócz całych nóg i dużego dekoltu... to nie jest tak źle. I tak mamy przecież lato, które jest jednym z cieplejszych w historii, więc mogę to wytłumaczyć gdyby Patryk wpadł z GPS’em do domu i zaczął się wydzierać mówiąc, że „daje dupy na prawo i lewo” chodź i tak wiadomo, że to nieprawda. On jak jest zdenerwowany to umie wszystko powiedzieć nawet największe kłamstwo. Zsiadam z blatu i staję za Florianem. Paluszkami jednej ręki bawię się jego włoski, a drugiej podpieram się o wierzchołek nowoczesnego krzesła. Podnosi głowę i patrzy na mnie zawstydzony. Lustruję go wzrokiem i już wiem, czemu się tak wstydzi. Poranna przypadłość wielu mężczyzn.
- Podać ci pomocną dłoń?- pytam rozśmieszona. Ja zawsze muszę się ze wszystkiego śmiać. No, ale to jest naprawdę śmieszne. Nawet on się uśmiecha zażenowany sytuacją, w jaką wpadł. Hmmm, a może to wykorzystam? Obchodzę krzesło i siadam okrakiem na jego kolanach patrząc się zażarcie w szafirowe oczy. Koszula odsłania mi większość podbrzusza.
- Patrycja wiesz, że niedługo wyjeżdżam?- pyta, kiedy powoli zaczynam zaspokajać go ręką. Oddech ma urywany i z czasem słyszę jęk z jego gardła.
- Wiem- mówię z uśmiechem. Wiem gdzie jedziesz i jestem za to z ciebie dumna.
- Zgrami już za dwa dni, a zanim dojadę do Gdańska...wiesz, że chcę jeszcze pobyć trochę ze znajomymi... i jeszcze muszę zarejestrować się w hotelu... Więc wyjeżdżam już jutro- mówi i odchyla głowę do tyłu. „Zgrami” to najbardziej prestiżowe rozdanie nagród dla Gamerów i Vlogerów. Coś w stylu Oskara. Jest mnóstwo kategorii. Ja mam już 15 statuetek, więc w tym roku sobie odpuściłam i nie biorę udziału. Dajmy szanse innym. A Florke przypuszczam, że zdobędzie aż dwie statuetki.
- I to cię tak trapiło?
- Jak się domyśliłaś?- pyta zdziwiony.
-Właśnie teraz twoje ciało się rozluźniło Florianie. Odprężyłeś się całkowicie- mówię. Takie rzeczy wie się z doświadczenia. Patryk, kiedy bywał na mnie wkurzony zawsze się spinał. Pomagał mu masaż albo normalna szczera rozmowa. Także znam objawy i wiem, kiedy ktoś się spina. No nic tak już bywa. Mam jeden bardzo, ale to bardzo podły pomysł... czemu by tego nie wykorzystać?

Powoli opuszczam się na podłogę rozszerzając jednocześnie kolana Floriana.
- Patry...
- Ciiiii nie czas na twoje przemowy- mówię zmysłowo, lecz z nutką w głosie typu „weź się zamknij Florke”. Jest o tyle dziwnym facetem, że go trzeba uciszać. Nie to, co inni. Nie rozumiem, czemu właściwie tak się dzieje. Może powinnam to zostawić i zająć się tym, czym muszę się zająć... poprawka, czym chcę się zająć... z wielką chęcią. Rzucam spojrzenie na tego mężczyznę. Szafirowe oczy pociemniały, ale nie wiem czy ze strachu i obawy, czy z tego samego powodu co moje. Uśmiecham się łobuziarsko. Przysuwam się bliżej męskości  Florka jeszcze bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość. Przejeżdżam po całej długości prącia językiem, po czym jednym sprawnym ruchem biorę go do ust. Jest naprawdę pyszny. No i jest na tą chwilę mój. Ssę mocno poruszając ustami powoli... tak powoli i zmysłowo. Poczucie, że mam nad nim władzę, że w każdej chwili mogę go doprowadzić do orgazmu albo właściwie tego nie robić jest tak cholernie erotyczne, że sama robię się wilgotna. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że nie kontrolowanie zwiększyłam tempo przez co Florian zwija się pod coraz to dłuższą słodką torturom. Nie chcę go torturować.
-Florianie dojdź proszę...
Ponownie biorę go do ust i zaczynam ssać.Wystarczą trzy słowa które wypowiedziałam wcześniej, a Florke dochodzi mi w buzi tak ciepło krzycząc głośno z rozkoszy. To jego słone doznanie odbija się echem w dolnych partiach mojego ciała. Mam taką wielką ochotę na niego. Przełykam spermę i wstaję. Wpatruję się w niego z góry patrząc jak walczy o oddech. Uśmiecham się. Jest widocznie wykończony. Plecy oraz głowa są poza oparciem krzesła. Nogi ma nadal rozszerzone. Wygląda jakby przebiegł maraton. Leciutko jak piórko siadam znowu na jego kolanie. Łapię go za włosy i przyciągam go do swoich ust. Całujemy się łapczywie jakby miał być to nasz ostatni raz. Jesteśmy mieszanką uczuć, plątaniną języków i doznań. Odrywam się od niego i brak mi powietrza. Oddychamy ciężko, nierówno wpatrując się bezsensownie w siebie ja z uśmieszkiem pedofila, a Florke z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W pewnym momencie coś mnie budzi i karze spojrzeć w drzwi od kuchni... O kurwa!
-Dezy!?- piszczę przeraźliwie zeskakując jak opatrzona z Floriana. On zrywa się z krzesła i odpycha mnie na blado niebieską lodówkę. Uderzam z impetem o ów przyrząd chłodzący tak, że półki na około głośno się odzywają wydobywają różnorakie dźwięk. Zerkam na siebie... O nie. Wyglądam strasznie. Zapinam szybko koszulę i spoglądam na braci. Patrzą na siebie lodowato. Nic nie mówią, a jednak jakoś się porozumiewają. Dezy podchodzi do Florka i ponownie patrzą sobie w oczy. Nie wiem co się dzieje. Jestem zdezorientowana przez to uderzenie. Kiedy próbuję ponownie skupić uwagę na świecie otaczającym mnie Dezydery daje z liście w twarz Floriana. Dezy zawsze był miły i radosny. Jego grzywka najczęściej zasłaniała zielone oczy bardzo podobne do Florka. A teraz gdy tak na niego patrzę jest inny. Jest całkowicie inny. Nie znałam go od tej strony.
-Co ci mówiłem skurwielu?!- krzyczy Dezy kiedy sprzedaje Florianowi cios z kolana w brzuch. Florke upada na podłogę zwijając się z bólu. -To tak się zabawiasz gdy mnie nie ma tak? Pożałujesz tego ty i twoja suka- syczy przez zaciśnięte zęby. Podchodzi do mnie.  Jestem sparaliżowana. Patrzę przerażona na Dezego. Nie chcę wracać do przeszłości! Chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie do salonu. Szarpię się, ale to nie pomaga. Pcha mnie na ścianę, a ja uderzam. Znów ktoś mnie pcha na coś. Dwa razy dziś. To jednak przesada.
-  Rozbieraj moją koszulę- mówi ostro Dezy tupiąc nogą o panele. Cała się trzęsę. Powoli próbuję trafić w guziki aby je rozpiąć.
-Patrz nam mnie...- syczy. Podnoszę wzrok na niego, lecz nie mogę go za długo utrzymać. Spojrzeniem uciekam na stolik za nim.  Dalej próbuję rozpinać guziki lecz sprawia mi to większą trudności niż przed chwilą.
- Na mnie- powtarza. Kieruję wzrok w stronę Dezego i robię zeza. W tym samym momencie koszula opada na podłogę. Czuję się skrępowania.
Jestem jeszcze mokra po naszych igraszkach z Florkiem niedawno. Bandaż zajmuje mniejszą przestrzeń i już nie muszę go wymieniać co kilka godzin. Wystarczyło parę dobrych "zaklęć" jak to powiadają normalni, a wszystko goi się w szybkim tempie. Na moje szczęście Dezy odchodzi do kuchni, a ja mogę odetchnąć.  Słyszę ich rozmowę.
-Możesz to robić ze mną, ale nie wplątuj jej w to. Ona nie ma z tym nic wspólnego- mówi Florian. Nagle ląduje na podłodze przy stole.
-Nie będziesz mi rozkazywał pieprzony gnoju. Prawie ją przeleciałeś. Najpierw ty potem ona...-  podnosi Florka z podłogi i kładzie niedbale na stole. Szklany niski stolik sięga mu od szyi do pośladków.
- Chodź tu do mnie- rozkazuje mi Dezy. - Z racji tego, że braciszkowi już opadł zrób coś aby stanął- mówi z sztucznym przejęciem odchodząc stolik. Stoję naga, sparaliżowana, przerażona z otwartą buzią. Oddech mam urywany. Ja nie chcę żeby tak było. Ciało mnie zdradza. Czemu właśnie w tej chwili stoję jak słup soli i patrzę jak Dezy rozbiera powoli spodnie? Wgapiam się w to zawstydzona, a jednak jest coś w tym co mnie podnieca, co budzi zmysły, co budzi do życia resztki dawnych zwyczajów. Nie, nie ja, nie chcę! Czemu ja nadal tu stoję? Czemu nie mogę uciec? Czemu nie mogę wyzwolić mocy i odepchnąć niewidzialną siłą Dezego?  Co mnie tu trzyma? Tak coś na pewno mnie tu zatrzymuje. Coś powoduje, że nie mogę nic zrobić oprócz podporządkowania się temu czemuś. Ale nie wiem co to jest. Nieobecna myślami wpatruję się w to wszystko z dziwnym zaciekawieniem.  A jednak gejowskie seksy są mi pisane... Tylko czemu i ja w nich jestem? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Decyduję się w końcu na mały kroczek. Po nim następuje kolejny lecz jednak mniejszy od poprzedniego.
- No chodź- mówi Dezydery swoim normalnym głosem jaki ja znam. Przez to, że jestem tak zamyślona nie zauważam niczego co mnie otacza. Następny kroczek powoduje nagłe olśnienie i napływ niechcianej rzeczywistości. Teraz dociera do mnie fakt w jakim gównie oboje tkwimy. Dezy właśnie gwałci gardło Floriana, a ja idę jak na ścięcie w stronę ciepłego słońca, które jak Ikarowi może spalić skrzydła. Jeśli zbyt blisko podlecę... Nie chcę aby komuś coś się stało z mojego powodu. Jeśli znowu zacznę to robić... Nie wyjdę, nie ucieknę, nie schowam się przed przeszłością. Ona cały czas mnie ściga... Dosłownie. To jest takie... trudne. Czemu? Sama nie wiem. Wszystko niby jest normalne, ale tak naprawdę to nie jest możliwe. Dlatego też żadne z nas tego nie zauważa? Przecież wszyscy żyjemy w ciągłym strachu... Czemu i ja tego nie zauważyłam? Musimy stawić czoła rzeczą teraźniejszym, a nie męczyć się z tym co już było. Z drugiej strony jeśli nie zwrócimy uwagi na przeszłość teraźniejszość może stać się większą przeszkodą niż była...  Stwierdzam, iż to wszystko jest do dupy. Ani tak ani tak nie dojdziemy nigdzie indziej niż do czarnej dziury.
-Ruszysz w końcu dupę i tu podejdziesz?!- krzyczy Dezy. Znów budzę się spadając w otchłań tego co się teraz dzieje. No to wybrałam sobie genialny moment na przemyślenia... Ruszam niespiesznie gdyż jak myślałam tak zrobię. Stawię czoła wszelkim rzeczą. Kiedy znajduję się przy stoliku ponownie napływają mnie myśli. Czy właśnie teraz bracia się razem... O Mój Boże! Przecież oni są braćmi...! Dezydery daje sobie obciągać...wróć. Rozkazuje sobie obciągać, a Florke posłusznie to robi... To dlatego był zawsze taki niechętny. To dlatego, że bał się reakcji brata. Szokująca jest tam myśl. On wiedział i mi nie powiedział! Jak on mógł? Chociaż on też nie wie wiele rzeczy o mnie  o starych dziejach. Może oboje powinniśmy szczerze porozmawiać... Och Florianie ile ja ukrywam... Z iloma sprawami muszę się męczyć. Ile rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.
-Czy ty w ogóle wiesz co masz robić? Bo jakoś nie widzę abyś czymkolwiek się zajmowała. Wkurwia mnie już to wiesz?- lodowatym tonem zwraca się do mnie Dezy. Spuszczam posłusznie głowę i klękam przy kroczu Florka.
- Tak Panie wiem- mówię cicho. Myślałam, że już nigdy się tak do nikogo nie zwrócę. Dezy zwolnił tempo aby dać chwilę wytchnienia Florkowi który co jakiś czas się dławi. No, ale to w jakiej pozycji się znajduje serio musi być trudne. Leży na szklanym stole z głową poza brzegami jeszcze, ma pchane czyjeś przyrodzenie do buzi. To serio musi boleć. Ja mam o tyle lepiej, że sama mogę dostosować tempo w jakim będę podniecać mojego kochanka. A on... Pieprzony jak wejdzie. Patrzę na nich... braci. To wszystko jest całkowicie chore... Ale muszę się zająć czyimś penisem na życzenie. To jest pioruńsko ohydne i obrzydliwe. Tak bardzo bym chciała tego nie robić... Patrzę błagalnym wzrokiem na Dezego, ale to nic nie daje. Spojrzenie ma zimne, oschłe i lodowate. Bardzo się tego boję...  Lecz wiem, że muszę podniecić jakoś Floriana inaczej pewnie czekam mnie jakaś szalona kara. A może Dezy uważa to za kare?  Jeśli tak myśli to śmiać mi się z niego chce... Jednak on też nie wie o tym co kiedyś "robiłam" więc może uważać, że jest to kara za to wszystko. Tylko to nie jest kara. Może uważa, że to co mam przy nim  zrobić jest dla mnie krępujące...nie no trochę jest. A Florian? To jest teraz jego kara? Ciekawe.
Biorę kutasa w rękę. Jednak pomimo obecności Dezego uwielbiam to robić.  Mój język wiruje na żołędziu badając coraz bardziej znany teren. Znów czuję przypływ podniecającej fali. Uwielbiam... Teraz to mam gdzieś Dezego. Łapczywie rzucam się na tego pięknego giganta liżąc i ssając. Florke reaguje po kilku intensywnych doznańach. Z każdym ruchem jest coraz bliżej wybuchu. W pewnym momencie coś pociąga mnie za włosy. Boli. Odwracam głowę i dostrzegam Dezego. Kiedy oni przestali? Patrzę na niego z wyrzutem. Jak on mógł przerwać mi w takiej chwili? Już miałam poczuć słony smak pysznego nasienia... Och czemu?
-Idź do kuchni i poczekaj- mówi potulnie Dezydery ze swoim słodziusim uśmieszkiem. Wstaję z kolan i posłusznie idę do kuchni. Cichutko przysiaduję przy drzwiach i nasłuchuję wszelkich dźwięków. Ktoś chodzi... kładzie coś na stoliku... a potem odzywa się Florian.
- Zamierzasz jeszcze coś robić?- pyta cicho.
- No, a co myślałeś? Że odpuszczę wam tak szybko?
- "Wam"? A nie mi? To przecież ja cię zdradziłem. A nie ona. Co niby ona ma do tego?
- W niej jest coś dziwnego. Zbyt dobrze sobie radzi. Albo jest taka genialna, albo już ktoś ją ostro pierdolił.
- I zamierzasz to sprawdzić?
- Tak- odpowiada lakonicznie.
- Jak chcesz to zrobić?
- Normalnie, a jak. Będziemy się pieprzyć.
- Co masz na myśli mówiąc "my"? Czyli ty i ona czy ja i ona?
- Obie wersje- mówi zbliżając się coraz bliżej. Jak niby on chce połączyć obie wersje? Biegnę w stronę krzesła siadając na nim niedbale. O mało co się nie przewróciłam.
- Dezydery stój!- krzyczy Florian kiedy  stają witaj progu. Oboje zwracamy się w jego stronę. - Nie warz jej dotykać. Ona jest moja...
- Jeśli jest "twoja", a ty jesteś mój to oznacza, że i ona jest moja. Czy ty w ogóle myślisz logicznie?
- Ona nie ma z nami nic wspólnego zrozum to!- krzyczy dalej. Mina Dezego zaczyna się diametralnie zmieniać. Teraz już nie wygląda tak potulnie jak przed chwilą. Stają do siebie zwróceni i powtarza się to co działo się niedawno. Wyglądają prawie tak samo.
- Nie rozumiem czemu ci tak na niej zależy? Co niby ukrywasz Dzióbek? - Florian zerka na mnie przepraszająco i ponownie patrzą na siebie.
- Dobra powiem ci... Kupiłem ją i trenowałem, bo wiem jakie warianty lubisz. Pomyślałem, że może ci się spodobać.
- Powiadasz, że ta gwiazdeczka była do kupienia? Ile za nią dałeś?
- Nie ważne- mówi i znów zerka na mnie. Teraz jego twarz pozbawiona jest krwi. On kłamie, ale jaki to ma związek z  nimi?
- Czyli kupiłeś ją dla mnie?
- Tak...- odpowiada niepewnie znów zerkając w moją stronę.
- To wszystko wyjaśnia... No to zobaczmy jak dobrze ją rozciągnąłeś.
- Nie! Nie dotykaj jej jeszcze... Będzie gotowa za miesiąc.
- Miesiąc?
- No może dwa.
- No dobrze daje ci półtorej miesiąca. A teraz idę po spodnie- mówi i wraca do salonu. Wymieniamy spojrzenia kiedy Dezy wraca ubrany.- A i dzięki za oddanie mojej koszuli. Naraska- rzuca przy wyjściu. A ja siedzę jak wryta w ziemię. Co tu się teraz stało?
- Patrycja to nie jest tak jak myślisz...

 A co do zdięcia to sama robiłam. Znaczy przerabiałam. Patrycja nie jest całkowicie taka jako powinna być, ale tylko takie zdjęcie znalazłam.

Jak powstają pomysły?... Oraz małe wyjaśnienie.

Mam już dosyć czytania Yaoi. Dosyć tej nauki jak dobrze włożyć przyrodzenie swojemu kumplowi w dupę na dziś...a bardziej dziś względem wczoraj. Jest już trzecia, a ja nadal czytam te blogi... Za mocno się wciągnęłam. Naprawdę już zaczynam przesadzać. Grzeczne dzieci śpią już od 7 godzin. Ja na pewno do grzecznych dzieci nie należę. Zakładam słuchawki i włączam swoją listę piosenek za znaczkiem śpiącego ludzika. W ogólę nie chce mi się spać, więc może Nightstepy które puszczam sobie zawsze na dobranoc mi pomogą i zaprowadzą w ręce Morfeusza. Pada na niezwykły i naprawdę dobry utwór czyli Nightstep You and I . Od pierwszych bitów wiedziałam, że ma się znaleść na mojej liście piosenek. Wracając. Kładę się na poduszkę zamykam oczy i mam w dupie telewizor który gra w pokoju obok, bo ojciec jak zwykle zasnął w trakcie oglądania. Mama śpi na wyremontowanym strychu, a ja upija każdy dźwięk jaki usłyszę w tej piosence. Od pierwszych zajęć tanecznych każda z nauczycielek mówiła mi, że mam genialny słuch i precyzję do rozkładania muzyki na jej części pierwsze. No i taka była prawda. Ziewam sobie tak jakoś mi się zachciało. Zbiera się natłok myśli. Co dziś zrobiłam oprócz wygrzewania dupska pod kołdrą? Mam wielką ochotę na śmietankoweto loda z Algidy. Zawsze miałam do nich słabość. Ale dobrze wiem, że takowego w zamrażarce na pewno nie ma. No nic jakoś sobię poradzę. Przypominam sobie o szkole. Oooooooo jak mi się nie chce. Prawdę mówiąc trochę zaniedbałam bloga... No tak mówiąc to trochę bardzo. Muszę coś wymyślić. Nic co dziś przeczytałam nie mogłabym wykorzystać, bo było by to już trochę zbyt chamskie w stronę  co niektórych autorów opowiadań. Muszę coś wymyślić... Albo chuj mnie to. Jak kochają to poczekają... I tak nikt nie poczeka. Wiem to. Gwałcona w przeszłości. Haha przez kogo... Nauczycielka od plastyki i muzyki... Nie to ma złe skojarzenia z moją szkołą i ojcem koleżanki i kolegi. Biedni Michu i Olka. Ja bym nie wytrzymała z moim ojcem jako nauczycielem. Kto jest tak chujowym i znienawidzony przedmiotowo Nauczycielem? Jakim przednlmiotem gardzę a zarazem wiem że co niektórzy dopuszczają się do takich rzeczy... Ach tak. Historia. Przedmiot z którego pełno prawie mogę być zagrożona nawet na tle mojej klasy ścisłowsów. Nawet od mamy tak mocno bym nie dostała opiepszu. Gwałcona przez historyka Patrycja coraz bardziej zamyka się w sobie niedopuszczając nawet brata. No i proszę... "Przedspaniowe" myślenie zawsze ma jakieś obfite zbiory. Komórki nie mam tak daleko, więc obrazu znajduję tam notatnik i zapisuję swój zacny pomysł którego później zapiszę na kartce na lekcji albo na starym czternastoletnim komputerze.

Więc to by było na tyle z kwestią jak powstają pomysły. Małe wytłumaczenie... Tak zaniedbałam bloga. Ale nie martwcie się już wszystko jest gotowe. No kto tęsknił? Nikt? Noooo Ejjj... Tak krótka notka wiem, ale mam więcej roboty niż w poprzednim semestrze, dlatego nic nie było. I pewnie teraz znów pojawi się jakaś dłuższa przerwa więc wybaczcie. Kocham Was xoxo
Patiśałek

Ach no tak link do piosenki już już...
https://m.youtube.com/watch?v=8KgWfKwSZDw

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 8

Witajcie moi kochani po krótkiej przerwie. No była troszkę długa... ale to nic. Mam dla was dużą porcie słów, intryg oraz błędów. Powodzenia w czytaniu. Mam też zamiar...(ale to w dalekich planach)  aby "wyremontować" stare rozdziały i pozbyć się z nich  jak największej ilości błędów. A kilka już takich ujrzałam.. Sporo.
Mam kilka pomysłów już w głowie na główne opowiadanie. O to "poboczne" też się nie martwcie. Wszystko pod kontrolą.



Zdyszałem się. Jezu ja nie wiem jak on to robi. Ujmujące. Tak dobrze nie bawiłem się od kiedy pamiętam... a pamiętam może... No właśnie pamiętam niespełna dwa dni. Ciekawe czemu. Ale mam to gdzieś, a właściwie to głęboko w dupie tam gdzie niedawno znajdował się Patryk. Leżymy obok siebie. Daleko wykopałem tą kołdrę. A co tam. Mogę. W domu panuje cisza. Słyszę tylko nasze, próbujące wrócić do normalnej prędkości, oddechy. Spoko. Jakoś przeżyję. Wstaję do siadu. Tyłek mnie boli... pewnie to normalka. Nie wiem, nie pamiętam. A może i lepiej.  I tak nie zniósłbym tych wszystkich wspomnień seksu analnego który pewnie uprawialiśmy codziennie. To co teraz robię zdaje się takie normalne. Wszystko niby jest normalne. Ciekawe jaka jest prawda. Nie mam zielonego pojęcie. A może pracuję... mam jakąś fuchę której nie lubię. Albo coś. A może mam dzieci i rodzinę... nie to na pewno nie. Ech i tak się pewnie niedługo dowiem. Taka jest prawda. W ogólę to dziwnie się jeszcze czuję. Głowa mnie boli od jakiś kilku minut. Nabrałem ochoty na jakieś zakupy. Tak jakoś. Albo nie... Chcę iść na lodowisko. Tak lodowisko! Tylko skąd ja wezmę to lodowisko w połowę wakacji? Dobra i zakupy mogą być. Albo nie mam ochotę na telewizję. Jezu zachowuję się jak kobieta w ciąży. Przewracam oczami i dostrzegam na biurku pilot. No i dobrze chociaż nie musiałem się pytać. Biorę go z biurka i usadawiam się wygodnie na poduszkach. Mam szczęście, że pamiętam co się robi aby włączyć telewizor. Leci jakiś durny serial, ale nie chce mi się go przełączać. Nagle przed oczami znów dostrzegam jakieś obrazy. I wiadome z kont ten ból głowy... Ale to nie jest obraz... to wspomnienie.

- Jeremi, ale no... przepraszam zatrzymaj się.
- Nie! Jesteś podłym bydlakiem. Jak tak mogłeś. Zrobiłeś mi tylko nadzieję. Tylko próbowałeś mnie zatrzymać aby mnie sobie przywłaszczyć! Jak jakąś pieprzoną zabawkę! Zwykły skurwiel z ciebie wiesz! Chciałeś mnie zamknąć w tej swojej zakichanej piwnicy!
- Z kont o niej wiesz? Nie byłeś tam jeszcze.
- I co?! Miałeś zamiary mnie tam zaprowadzić! Wiem to! A właściwie to byłem tam wtedy kiedy dowiedziałem się o wszystkim! Gwałciłeś mnie pół nocy... Zapomniałeś.... Ach tak po tym jak jebnąłem cię szafą zapomniało się. O takie biedactwo. Jesteś zwykłym pierdolonym alfonsem! Nie chcę cię znać! Ani tego całego twojego zakichanego świata!- i widzę tylko jak dostaję czymś w głowę.

O. Mój. Boże. A jeśli to prawda? Co to miało być? Czy...czy to prawda? To wyglądało jak wspomnienie. To było wspomnienie. Ale czy to... o ja nie mogę. Wstaję gwałtownie i biegnę do korytarza. Jezu gdzie jest ta niby piwnica? Rozglądam się. Schody po lewej nie prowadzą tylko w górę, ale i w dół... Nigdy tego nie zauważyłem... to znaczy zauważyłem... Ale przez te dwa dni nic nie widziałem. Schodzę szybko. Widzę zimne i długie przejście z różnymi drzwiami i kratami.... JA NIE WIRZĘ! TO PRAWDA! TO PRAWDA!!! Kiedy chcę wbiec znów na górę on zbiega i spotykamy się w połowie drogi. Odsuwam się powoli lecz on się dalej przybliża. Oczy mi się załzawiły. Boję się!
- Co się stało dwa dni temu?- pytam chcąc dowiedzieć się prawdy z jego ust.
- Na to wygląda, że wiesz. Co mam ci powiedzieć?  To, że byłeś moją zabawką przez jakiś czas aż coś nie strzeliło ci do głowy.  To, że cię kocham jak niewolnika. No może trochę bardziej. To, że zależy mi na tobie? To, że traktowałem cię normalnie. Tak jak nie powinienem. Patryk się za mocno wtrącał... To, że usłyszałeś rozmowę o wypożyczeniu. A potem się wciekłeś. Co miałem zrobić? Walnąłem cię tak, że obudziłeś się następnego dnia. A ja musiałem odpiepszać całą tą szopkę. Na początku myślałem, że naprawdę sobie żartujesz. Och jak mi ciebie teraz szkoda... naprawdę szkoda mi cię kochanieńki. No ale przyzwyczaisz się -podchodzi niebezpiecznie blisko i już nie mam jak odskoczyć. Dostaję z pięści w twarz i tracę przytomność. Przewija mi się przez głowę jeszcze myśl: „Patryk się za mocni wtrącał?”

Kręci mi się w głowie. Kiedy odzyskuję już całkowicie świadomość rozglądam się po pokoju... Dobra to nie pokuj. To jakieś więzienie. Chcę poruszać rękoma lecz mam je przypięte do ściany kajdankami. Nogi tak samo tylko, że do zimnej ziemi.
- Wypuść mnie! -krzyczę. Zimno w tym pokoju. Wiem czemu. Jestem nagi. Błagam wypuść mnie... Zamykam oczy. Niedawno kochałem się z nim, a teraz się dowiaduję takich rzeczy. Jezu... Jaki ja byłem głupi... Ale teraz i tak jest już za późno. Tak... Przeprosiny coś pomogą? Ta, ale za co go mam przepraszać? Za to, że jestem? Za to, że się dowiedziałem i chciałem pewnie uciec? To nie mój dom. To jego dom na pewno. Czemu wygadywał mi wszystkie te głupstwa? I czemu ja w nie wierzyłem? Dałbym sobie teraz z liścia w twarz, ale nawet ręką ręki nie dotchnę. Nie dosyć, że tu muszę siedzieć to się nie mogę ruszyć. Zaczynam szlochać głośno i wtem słyszę czyjś głos. Jest tak ciemno, że nie wiem czy jest to głos z mojej celi czy z jakiejś innej.
-Nie płacz. Pan tego nie lubi. Pan nie lubi kiedy ktoś płacze- cichy zachrypnięty głosik. Boje się go.
- Kto? Patryk?
- Nie mów tak lepiej... Pan wszystko słyszy. On wie... Pan wszystko wie- mówi nieznajomy głos. Patryk wszystko słyszy i wie? Okej potraktuję to jako radę... Co się tutaj dzieje? Stałem się jego niewolnikiem czy co? Tak ogólnie to właśnie się dowiaduje, że nie jestem tu jedyny. ON WIĘZI LUDZI!?!?!? Albo człowieka. Nie wiem ilu ich tu jest.
- Jestem Dominik. Służę Panu już dwa lata- mówi nadal ten zachrypnięty głos. DWA LATA? Ile ja się spotkam z Patrykiem? Och to takie głupie. Zostałem właśnie niewolnikiem swojego chłopaka który jest pewnie jakimś pedofilem. No po prostu zajebiście! Ponownie nawraca się ochota dania sobie z całej siły w policzek. Genialnie nie on po prostu genialnie... Super cieszę się jak cholera... ta gówno prawda. Patryk jak mogłeś? Jak? Otwieram oczy. Jest ciemno jak w tyłku u murzyna. Słyszę coś. Jakiś dźwięk którego nie rozpoznaję. Nagle światło jarzeniówek oślepia mnie tak, że na chwilę muszę ponownie zamknąć oczy.
 - Normalnie kochanieńki. Mówię ci, że się przyzwyczaisz. Służenie mi nie jest takie trudne. Naprawdę. A co do naszego stażu to jesteśmy już od około roku. Coś tyle będzie. No pewnie musisz się trochę poruszać. Już, już cię odpinam- podchodzi do mnie i uwalnia najpierw ręce, a potem nogi. Dostrzegam wychudzonego człowieka...to pewnie ten Dominik. Blond włosy i kiedy się przyjrzę to zielonooki. Jest chudy jak patyk. Patryk stawia przede mną jedzenie. Schabowy po polsku ziemniaki i ogórek kiszony do tego. Przed tym drugim tylko jakąś sałatkę która wygląda jak rzygi. A on jeszcze mu za to dziękuje... No pewnie jedzenie dostaje co jakiś tydzień. Patryk wychodzi i dowiaduję się, że ten dźwięk to drzwi. Nie jestem jeszcze głodny, a kiedy patrzę na Dominika mam ochotę się zabić. Jeśli ja tak mam wyglądać to wolę to zrobić teraz niż cierpieć tyle czasu. Podchodzę do niego i stawiam przednim moją porcję. Patrzy na mnie wzrokiem przepełnionym bólem i cierpieniem. Patryk musi być potworem...  On jest odpięty jednak pewnie nie ma sił aby się podnieść. Przysuwam jeszcze bardziej tacke z jedzeniem. Wiem, że mu się bardziej przyda niż mnie. Wolę zrobić ten dobry uczynek i nakarmić głodnego. Jego twarz rozświetla blady uśmiech. Odwzajemniam go swoim najmilszym jaki umiem.
- Pan by się wkurzył gdybym to zrobił.
- Nie obchodzi mnie co Patryk zrobi. Masz to zjeść. A mi daj to twoje.
- Nie polecam tego- mówi, ale teraz cały czas się uśmiecha. Jak się parzy na takiego człowieka najpierw wchodzi się do ciepłej sauny, a potem dostaje się zimny prysznic. Straszne.  Jakim Patryk musi być skurwielem! A taki prawie fajny dzień miałem. Siadam obok niego i powoli przysuwam widelec do ust. Muszę się przemóc. Biorę To do buzi i od razu wypluwam. Smakuje jak skarpetki po tygodniowym użyciu. Obrzydliwe!
- A ilu „nas” tu jest?- pytam wycierając ręką język.. Nie chcę potem mieć niespodzianki.
- Na orgiach zdołałem policzyć, że około piętnastu.
- Że przepraszam kurwa ile?! PIĘTNASTU!?
- No możliwe, że więcej.
- I wszyscy są w tych celach?
- Tak- mówi blondyn. Jezu... Ratunku! Opieram głowę o ścianę. Mam już za dużo informacji jak na jeden dzień. Nawet nie wiem która godzina! I jakie znowu orgie? Mam już dosyć tego wszystkiego. To jest jakieś głupie. Przypominają mi się słowa Patryka przed moim zamknięciem. To chyba było coś w tym stylu „ Patryk się za dużo wtrącał” albo jeszcze inaczej. Nie pamiętam. Mocno mnie uderzył. Ale co to miało znaczyć? Patryk... ale to on to powiedział. Mówił o sobie w trzeciej osobie? Muszę się zapytać o to Dominika.
- Słuchaj wiesz coś więcej o Patryku?
- O nim nic prawie nie wiem. Od kiedy porwał mnie bardziej aktywny jest Robins. Patryka wtedy nie dopuszcza.
- Czekaj... że kto? Robins... to jego kolega?
- Nie to jego druga jaźń. Nic ci nie mówił, że ma rozdwojenie jaźni?
- Nic...- ta super. Właśnie się dowiaduję, że mój chłopak ma jakąś chorobę która powoduje, że ma więcej niż jedną osobę w sobie... Następny puzel do tej jebniętej układanki.
- Czyli jest to możliwe, że Patryk się we mnie zakochał, lecz Robins chciał mieć mnie na własność?- pytam aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Bo jeśliby się tak zastanowić to właśnie mogło być prawdą. Patryk mnie kochał, lecz wreszcie jego druga jaźń pokazała pazurki. To trzymałoby się kupy.
- Emm... tak- odpowiada. Okej dobra to jest już jasne. Jakaś osoba w jego osobie chce mnie gwałcić, tępić i głodzić. Ale o co chodziło z tą sprzedażą. Robins chciał mnie sprzedać? Ale co na to Patryk? Może on wtedy próbował zareagować? I te przepraszanie było od niego. A to jak mnie walnął to na bank był Robinson! No i wszystko jasne. Czyli Patryk mnie jednak kocha! To nie jego wina tylko tego Robinsa!
- Brawo kochanieńki. Odkryłeś Amerykę- w tej chwili wchodzi wilk o którym była mowa. To jak do mnie się odzywa jest trochę poszlaką co do tego z kim mam do czynienia. – Odkrycie te zajęło ci około roku. Masz po prostu taki zapłon... Łał. Większość już wiesz. Reszty się teraz dowiesz. Pozwól ze mną.

Idę tym zimnym korytarzem. Mijamy kilka celi i jakiś oznakowanych pokoi. Robins staje przed jednym pokojem. Wyciąga pęk kluczy. Sprawnie znajduje ten odpowiedni i wkłada go do drzwi.  Otwiera je i wpycha mnie tam.
- A teraz mnie uważnie posłuchaj, bo nie będę powtarzał. To jak mnie potraktowałeś na pierwszej naszej lekcji nie było miłe. A więc nadszedł czas mojej zemsty. Mam gdzieś to jak Patryk kazał do siebie mówić. Zapamiętaj sobie dobrze, że to ja tu teraz żądzę  i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. Do tego zwracasz się do mnie Panie... a ty jesteś bezwartościowym ścierwem które w każdej chwili mogę porwać i spalić... Rozumiesz?- pyta. Nie mam nawet siły mu odpowiedzieć. Że co przepraszam? Mrugam kilkukrotnie sprawdzają czy to na pewno nie jakieś omamy albom zaćmienie mózgowe którego właśnie teraz dostaję.
- Rozumiesz?!- pyta już bardzie niemiłym tonem. Zamyka z trzaskiem drzwi. Boję się!
- Tak- odpowiadam cicho. Głośniej nie umiałem.
- Tak co?
- Tak Panie...- dukam to jak jakieś dziecko. Co on zamierza? Z moich oczu zaczynają spływać słone łzy. Nie mam sił by zdać się na siebie. Nie mam sił... życie chcę zakończyć snem tak aby nie cierpieć. Nie czuć tego jebanego bólu!
- Ale i tak poczujesz- mówi i chwyta mnie za nadgarstek. Krzyczę głośno. Chwycił się mnie tak mocno... AŁA! To boli ciemnoto! Prowadzi mnie do ściany. Przypina mnie do końcówek łańcucha. Ciekawe co zamierza?
- Nie bój się o to. Przygotowałem na dziś sporo atrakcji...- atrakcje? To można nazwać atrakcjami? Właśnie mnie uwięziłeś!
- No tak zrobiłem to. Ale to dopiero początek. Czeka cię jeszcze pyszne śmietankowe lody, a potem długie rozkoszowanie się kakałkiem...
- To chyba ty będziesz się tym rozkoszował!
- No, a tak nie powiedziałem?- mówi z rozbawieniem. Czy go to śmieszy? Parskam na samą tą myśl. A właśnie... kiedy ja coś mówię w myślach on mi odpowiada... On czyta w moich myślach?
- Tak kochanieńki. To naprawdę czasem pomaga- mówi. Nie to co ja mam robić. Mówić na niego nie mogę myśleć tym bardziej. A może szeptanie pomoże? Nie to na pewno nie. Odchodzi do czerwonej lini która jest na podłodze.
- A teraz podejdź do mnie- karze. Nie ma mowy ja się z tond nie ruszam. I dobrze zrobiłem bo podchodzi do mnie. Wygrałem.
- Pomarzyć możesz- dostaję w policzek z całej siły. I masz czego chciałeś- mówi cichy głosik we mnie. Zarąbiście.
- Mówiłem ci, że nie chcę słyszeć sprzeciwów. A teraz podejdź do drzwi- podchodzę tylko do czerwonej lini dalej nie mogę bo łańcuchy mnie blokują.
- Bardzo dobrze- idzie do szafy. Tam wyciąga czarną obrożę z kolcami. Zakłada mi to na szyję.
-To po to abyś wiedział, że należysz do mnie- dzięki za info, ale i tak mi nie potrzebne. Wolę zginąć niż być twoim podwładnym!
- To akurat da się załatwić. A teraz na kolana!- rozkazuje. Robię co muszę. A nie bo cię szanuję! Klękam wpatrując się teraz w niego z dołu.
- Rozepnij mi spodnie i zrób mi loda- karze. Że co proszę? – Zrób mi loda!- mówi groźniej. Trzęsącymi rękoma odpinam jego rozporek. On nie nosi bokserek? Patryk zawsze nosił... znaczy od dwóch pieprzonych dni. Moim oczom ukazuję się jego wielki penis.
Nie mam zamiaru brać go do ust wiedząc nawet, że to jest ciało Patryka. Nigdy!
-Z takimi uparciuchami miałem już do czynienia. Szybko się psuli. Ale ty jesteś wyjątkowy. Patrykowi na tobie zależy. Zobaczymy co zrobi jutro gdy nie będzie mógł cię znaleźć- podciąga spodnie i idzie do jednych z szaf. Słyszę jak mówi coś do siebie.
-Pejcze i szpicruty są takie standardowe. Może rozgrzany pręt... nie to by zbyt wcześnie go popsuło. Papierosy? Nigdy nie przepadałem. Prąd? Nie zbyt szybko zemdlałby. To może jakieś narkotyki? Odpada... nie czułby żadnego bólu. Hmmm coś co jest mocne ale nie za silne jak na drugą lekcję. Ach tak zapomniałem. Stół w sali nr 8. No i to mi się podoba- kończy. Sala numer osiem? Co tam się znajduje i co to za stół. I nawet kiedy ukradkiem zerkam na jego kroczę dostrzegając erekcję nic mi do śmiechu. Moja wyobraźnia robi mi niemiły żart pokazując jak obciągam mu jak jakaś prostytutka. Niby ciało to samo. Niby głos ten sam. Niby włosy te same. Te same piękne które powodują przypadłość sterczących sutków. A jednak... jest diametralnie inny. Nierozpoznawalny. Raz kochany i współczujący... teraz zły i opętany jak w średniowieczu kiedy jeszcze niewolnictwo było dozwolenie.  Ale ja nigdy do odważnych nie należałem. Więc podkulam ogon. Nie chcę cierpieć z powodu swojej dumy i małego ego którego i tak prawie nie posiadam.
-Zaczekaj...ja... ja mogę... znaczy...ja- próbuję wyjaśnić mu moje zamiary. Jak umie czytać w myślach to niech teraz to zrobi. Tu jestem bardziej odważny niż w rzeczywistości. Panie chcę ci zrobić tego pieprzonego loda.
-No i to ja rozumiem- mówi zamykając półkę. On jeszcze czegoś tam szukał. Podchodzi do mnie.- To do roboty- ściągam powoli te spodnie. Wgapiam się w jego erekcję myśląc o różowych kucykach Pony. Mam jedno wspomnienie jak byłem mały i to oglądałem. Lubiłem to. Najfajniejsza była Pinkie Pie- uosobienie radości i gadatlictwa. No choć jedno miłe wspomnienie z dzieciństwa. Może będzie ich więcej. Może jeszcze coś mi się przypomni. Biorę go powoli do ust. Ja nawet nie wiem jak to się robi. Ledwo co pamiętam ile mam lat, a ty mi karzesz robić coś czego nie pamiętam wcale. Po pierwsze jest to obrzydliwe. Po drugie... nie, nie ma drugie. To jest ohydne, obrzydliwe i fuuu!
-Dobra nie pierdol tylko rób... Bo jak się wnerwię to pożałujesz.

I wiem, że muszę robić to co mi każe. Nie mam żadnego wyjścia. Pogrążony w łzach   wykonuję jego zboczone zlecenia, a potem on zostawia mnie sparaliżowanego z bólu bez kropli wiary na to że wszystko... będzie...dobrze...