poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 8

Witajcie moi kochani po krótkiej przerwie. No była troszkę długa... ale to nic. Mam dla was dużą porcie słów, intryg oraz błędów. Powodzenia w czytaniu. Mam też zamiar...(ale to w dalekich planach)  aby "wyremontować" stare rozdziały i pozbyć się z nich  jak największej ilości błędów. A kilka już takich ujrzałam.. Sporo.
Mam kilka pomysłów już w głowie na główne opowiadanie. O to "poboczne" też się nie martwcie. Wszystko pod kontrolą.



Zdyszałem się. Jezu ja nie wiem jak on to robi. Ujmujące. Tak dobrze nie bawiłem się od kiedy pamiętam... a pamiętam może... No właśnie pamiętam niespełna dwa dni. Ciekawe czemu. Ale mam to gdzieś, a właściwie to głęboko w dupie tam gdzie niedawno znajdował się Patryk. Leżymy obok siebie. Daleko wykopałem tą kołdrę. A co tam. Mogę. W domu panuje cisza. Słyszę tylko nasze, próbujące wrócić do normalnej prędkości, oddechy. Spoko. Jakoś przeżyję. Wstaję do siadu. Tyłek mnie boli... pewnie to normalka. Nie wiem, nie pamiętam. A może i lepiej.  I tak nie zniósłbym tych wszystkich wspomnień seksu analnego który pewnie uprawialiśmy codziennie. To co teraz robię zdaje się takie normalne. Wszystko niby jest normalne. Ciekawe jaka jest prawda. Nie mam zielonego pojęcie. A może pracuję... mam jakąś fuchę której nie lubię. Albo coś. A może mam dzieci i rodzinę... nie to na pewno nie. Ech i tak się pewnie niedługo dowiem. Taka jest prawda. W ogólę to dziwnie się jeszcze czuję. Głowa mnie boli od jakiś kilku minut. Nabrałem ochoty na jakieś zakupy. Tak jakoś. Albo nie... Chcę iść na lodowisko. Tak lodowisko! Tylko skąd ja wezmę to lodowisko w połowę wakacji? Dobra i zakupy mogą być. Albo nie mam ochotę na telewizję. Jezu zachowuję się jak kobieta w ciąży. Przewracam oczami i dostrzegam na biurku pilot. No i dobrze chociaż nie musiałem się pytać. Biorę go z biurka i usadawiam się wygodnie na poduszkach. Mam szczęście, że pamiętam co się robi aby włączyć telewizor. Leci jakiś durny serial, ale nie chce mi się go przełączać. Nagle przed oczami znów dostrzegam jakieś obrazy. I wiadome z kont ten ból głowy... Ale to nie jest obraz... to wspomnienie.

- Jeremi, ale no... przepraszam zatrzymaj się.
- Nie! Jesteś podłym bydlakiem. Jak tak mogłeś. Zrobiłeś mi tylko nadzieję. Tylko próbowałeś mnie zatrzymać aby mnie sobie przywłaszczyć! Jak jakąś pieprzoną zabawkę! Zwykły skurwiel z ciebie wiesz! Chciałeś mnie zamknąć w tej swojej zakichanej piwnicy!
- Z kont o niej wiesz? Nie byłeś tam jeszcze.
- I co?! Miałeś zamiary mnie tam zaprowadzić! Wiem to! A właściwie to byłem tam wtedy kiedy dowiedziałem się o wszystkim! Gwałciłeś mnie pół nocy... Zapomniałeś.... Ach tak po tym jak jebnąłem cię szafą zapomniało się. O takie biedactwo. Jesteś zwykłym pierdolonym alfonsem! Nie chcę cię znać! Ani tego całego twojego zakichanego świata!- i widzę tylko jak dostaję czymś w głowę.

O. Mój. Boże. A jeśli to prawda? Co to miało być? Czy...czy to prawda? To wyglądało jak wspomnienie. To było wspomnienie. Ale czy to... o ja nie mogę. Wstaję gwałtownie i biegnę do korytarza. Jezu gdzie jest ta niby piwnica? Rozglądam się. Schody po lewej nie prowadzą tylko w górę, ale i w dół... Nigdy tego nie zauważyłem... to znaczy zauważyłem... Ale przez te dwa dni nic nie widziałem. Schodzę szybko. Widzę zimne i długie przejście z różnymi drzwiami i kratami.... JA NIE WIRZĘ! TO PRAWDA! TO PRAWDA!!! Kiedy chcę wbiec znów na górę on zbiega i spotykamy się w połowie drogi. Odsuwam się powoli lecz on się dalej przybliża. Oczy mi się załzawiły. Boję się!
- Co się stało dwa dni temu?- pytam chcąc dowiedzieć się prawdy z jego ust.
- Na to wygląda, że wiesz. Co mam ci powiedzieć?  To, że byłeś moją zabawką przez jakiś czas aż coś nie strzeliło ci do głowy.  To, że cię kocham jak niewolnika. No może trochę bardziej. To, że zależy mi na tobie? To, że traktowałem cię normalnie. Tak jak nie powinienem. Patryk się za mocno wtrącał... To, że usłyszałeś rozmowę o wypożyczeniu. A potem się wciekłeś. Co miałem zrobić? Walnąłem cię tak, że obudziłeś się następnego dnia. A ja musiałem odpiepszać całą tą szopkę. Na początku myślałem, że naprawdę sobie żartujesz. Och jak mi ciebie teraz szkoda... naprawdę szkoda mi cię kochanieńki. No ale przyzwyczaisz się -podchodzi niebezpiecznie blisko i już nie mam jak odskoczyć. Dostaję z pięści w twarz i tracę przytomność. Przewija mi się przez głowę jeszcze myśl: „Patryk się za mocni wtrącał?”

Kręci mi się w głowie. Kiedy odzyskuję już całkowicie świadomość rozglądam się po pokoju... Dobra to nie pokuj. To jakieś więzienie. Chcę poruszać rękoma lecz mam je przypięte do ściany kajdankami. Nogi tak samo tylko, że do zimnej ziemi.
- Wypuść mnie! -krzyczę. Zimno w tym pokoju. Wiem czemu. Jestem nagi. Błagam wypuść mnie... Zamykam oczy. Niedawno kochałem się z nim, a teraz się dowiaduję takich rzeczy. Jezu... Jaki ja byłem głupi... Ale teraz i tak jest już za późno. Tak... Przeprosiny coś pomogą? Ta, ale za co go mam przepraszać? Za to, że jestem? Za to, że się dowiedziałem i chciałem pewnie uciec? To nie mój dom. To jego dom na pewno. Czemu wygadywał mi wszystkie te głupstwa? I czemu ja w nie wierzyłem? Dałbym sobie teraz z liścia w twarz, ale nawet ręką ręki nie dotchnę. Nie dosyć, że tu muszę siedzieć to się nie mogę ruszyć. Zaczynam szlochać głośno i wtem słyszę czyjś głos. Jest tak ciemno, że nie wiem czy jest to głos z mojej celi czy z jakiejś innej.
-Nie płacz. Pan tego nie lubi. Pan nie lubi kiedy ktoś płacze- cichy zachrypnięty głosik. Boje się go.
- Kto? Patryk?
- Nie mów tak lepiej... Pan wszystko słyszy. On wie... Pan wszystko wie- mówi nieznajomy głos. Patryk wszystko słyszy i wie? Okej potraktuję to jako radę... Co się tutaj dzieje? Stałem się jego niewolnikiem czy co? Tak ogólnie to właśnie się dowiaduje, że nie jestem tu jedyny. ON WIĘZI LUDZI!?!?!? Albo człowieka. Nie wiem ilu ich tu jest.
- Jestem Dominik. Służę Panu już dwa lata- mówi nadal ten zachrypnięty głos. DWA LATA? Ile ja się spotkam z Patrykiem? Och to takie głupie. Zostałem właśnie niewolnikiem swojego chłopaka który jest pewnie jakimś pedofilem. No po prostu zajebiście! Ponownie nawraca się ochota dania sobie z całej siły w policzek. Genialnie nie on po prostu genialnie... Super cieszę się jak cholera... ta gówno prawda. Patryk jak mogłeś? Jak? Otwieram oczy. Jest ciemno jak w tyłku u murzyna. Słyszę coś. Jakiś dźwięk którego nie rozpoznaję. Nagle światło jarzeniówek oślepia mnie tak, że na chwilę muszę ponownie zamknąć oczy.
 - Normalnie kochanieńki. Mówię ci, że się przyzwyczaisz. Służenie mi nie jest takie trudne. Naprawdę. A co do naszego stażu to jesteśmy już od około roku. Coś tyle będzie. No pewnie musisz się trochę poruszać. Już, już cię odpinam- podchodzi do mnie i uwalnia najpierw ręce, a potem nogi. Dostrzegam wychudzonego człowieka...to pewnie ten Dominik. Blond włosy i kiedy się przyjrzę to zielonooki. Jest chudy jak patyk. Patryk stawia przede mną jedzenie. Schabowy po polsku ziemniaki i ogórek kiszony do tego. Przed tym drugim tylko jakąś sałatkę która wygląda jak rzygi. A on jeszcze mu za to dziękuje... No pewnie jedzenie dostaje co jakiś tydzień. Patryk wychodzi i dowiaduję się, że ten dźwięk to drzwi. Nie jestem jeszcze głodny, a kiedy patrzę na Dominika mam ochotę się zabić. Jeśli ja tak mam wyglądać to wolę to zrobić teraz niż cierpieć tyle czasu. Podchodzę do niego i stawiam przednim moją porcję. Patrzy na mnie wzrokiem przepełnionym bólem i cierpieniem. Patryk musi być potworem...  On jest odpięty jednak pewnie nie ma sił aby się podnieść. Przysuwam jeszcze bardziej tacke z jedzeniem. Wiem, że mu się bardziej przyda niż mnie. Wolę zrobić ten dobry uczynek i nakarmić głodnego. Jego twarz rozświetla blady uśmiech. Odwzajemniam go swoim najmilszym jaki umiem.
- Pan by się wkurzył gdybym to zrobił.
- Nie obchodzi mnie co Patryk zrobi. Masz to zjeść. A mi daj to twoje.
- Nie polecam tego- mówi, ale teraz cały czas się uśmiecha. Jak się parzy na takiego człowieka najpierw wchodzi się do ciepłej sauny, a potem dostaje się zimny prysznic. Straszne.  Jakim Patryk musi być skurwielem! A taki prawie fajny dzień miałem. Siadam obok niego i powoli przysuwam widelec do ust. Muszę się przemóc. Biorę To do buzi i od razu wypluwam. Smakuje jak skarpetki po tygodniowym użyciu. Obrzydliwe!
- A ilu „nas” tu jest?- pytam wycierając ręką język.. Nie chcę potem mieć niespodzianki.
- Na orgiach zdołałem policzyć, że około piętnastu.
- Że przepraszam kurwa ile?! PIĘTNASTU!?
- No możliwe, że więcej.
- I wszyscy są w tych celach?
- Tak- mówi blondyn. Jezu... Ratunku! Opieram głowę o ścianę. Mam już za dużo informacji jak na jeden dzień. Nawet nie wiem która godzina! I jakie znowu orgie? Mam już dosyć tego wszystkiego. To jest jakieś głupie. Przypominają mi się słowa Patryka przed moim zamknięciem. To chyba było coś w tym stylu „ Patryk się za dużo wtrącał” albo jeszcze inaczej. Nie pamiętam. Mocno mnie uderzył. Ale co to miało znaczyć? Patryk... ale to on to powiedział. Mówił o sobie w trzeciej osobie? Muszę się zapytać o to Dominika.
- Słuchaj wiesz coś więcej o Patryku?
- O nim nic prawie nie wiem. Od kiedy porwał mnie bardziej aktywny jest Robins. Patryka wtedy nie dopuszcza.
- Czekaj... że kto? Robins... to jego kolega?
- Nie to jego druga jaźń. Nic ci nie mówił, że ma rozdwojenie jaźni?
- Nic...- ta super. Właśnie się dowiaduję, że mój chłopak ma jakąś chorobę która powoduje, że ma więcej niż jedną osobę w sobie... Następny puzel do tej jebniętej układanki.
- Czyli jest to możliwe, że Patryk się we mnie zakochał, lecz Robins chciał mieć mnie na własność?- pytam aby rozwiać wszelkie wątpliwości. Bo jeśliby się tak zastanowić to właśnie mogło być prawdą. Patryk mnie kochał, lecz wreszcie jego druga jaźń pokazała pazurki. To trzymałoby się kupy.
- Emm... tak- odpowiada. Okej dobra to jest już jasne. Jakaś osoba w jego osobie chce mnie gwałcić, tępić i głodzić. Ale o co chodziło z tą sprzedażą. Robins chciał mnie sprzedać? Ale co na to Patryk? Może on wtedy próbował zareagować? I te przepraszanie było od niego. A to jak mnie walnął to na bank był Robinson! No i wszystko jasne. Czyli Patryk mnie jednak kocha! To nie jego wina tylko tego Robinsa!
- Brawo kochanieńki. Odkryłeś Amerykę- w tej chwili wchodzi wilk o którym była mowa. To jak do mnie się odzywa jest trochę poszlaką co do tego z kim mam do czynienia. – Odkrycie te zajęło ci około roku. Masz po prostu taki zapłon... Łał. Większość już wiesz. Reszty się teraz dowiesz. Pozwól ze mną.

Idę tym zimnym korytarzem. Mijamy kilka celi i jakiś oznakowanych pokoi. Robins staje przed jednym pokojem. Wyciąga pęk kluczy. Sprawnie znajduje ten odpowiedni i wkłada go do drzwi.  Otwiera je i wpycha mnie tam.
- A teraz mnie uważnie posłuchaj, bo nie będę powtarzał. To jak mnie potraktowałeś na pierwszej naszej lekcji nie było miłe. A więc nadszedł czas mojej zemsty. Mam gdzieś to jak Patryk kazał do siebie mówić. Zapamiętaj sobie dobrze, że to ja tu teraz żądzę  i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. Do tego zwracasz się do mnie Panie... a ty jesteś bezwartościowym ścierwem które w każdej chwili mogę porwać i spalić... Rozumiesz?- pyta. Nie mam nawet siły mu odpowiedzieć. Że co przepraszam? Mrugam kilkukrotnie sprawdzają czy to na pewno nie jakieś omamy albom zaćmienie mózgowe którego właśnie teraz dostaję.
- Rozumiesz?!- pyta już bardzie niemiłym tonem. Zamyka z trzaskiem drzwi. Boję się!
- Tak- odpowiadam cicho. Głośniej nie umiałem.
- Tak co?
- Tak Panie...- dukam to jak jakieś dziecko. Co on zamierza? Z moich oczu zaczynają spływać słone łzy. Nie mam sił by zdać się na siebie. Nie mam sił... życie chcę zakończyć snem tak aby nie cierpieć. Nie czuć tego jebanego bólu!
- Ale i tak poczujesz- mówi i chwyta mnie za nadgarstek. Krzyczę głośno. Chwycił się mnie tak mocno... AŁA! To boli ciemnoto! Prowadzi mnie do ściany. Przypina mnie do końcówek łańcucha. Ciekawe co zamierza?
- Nie bój się o to. Przygotowałem na dziś sporo atrakcji...- atrakcje? To można nazwać atrakcjami? Właśnie mnie uwięziłeś!
- No tak zrobiłem to. Ale to dopiero początek. Czeka cię jeszcze pyszne śmietankowe lody, a potem długie rozkoszowanie się kakałkiem...
- To chyba ty będziesz się tym rozkoszował!
- No, a tak nie powiedziałem?- mówi z rozbawieniem. Czy go to śmieszy? Parskam na samą tą myśl. A właśnie... kiedy ja coś mówię w myślach on mi odpowiada... On czyta w moich myślach?
- Tak kochanieńki. To naprawdę czasem pomaga- mówi. Nie to co ja mam robić. Mówić na niego nie mogę myśleć tym bardziej. A może szeptanie pomoże? Nie to na pewno nie. Odchodzi do czerwonej lini która jest na podłodze.
- A teraz podejdź do mnie- karze. Nie ma mowy ja się z tond nie ruszam. I dobrze zrobiłem bo podchodzi do mnie. Wygrałem.
- Pomarzyć możesz- dostaję w policzek z całej siły. I masz czego chciałeś- mówi cichy głosik we mnie. Zarąbiście.
- Mówiłem ci, że nie chcę słyszeć sprzeciwów. A teraz podejdź do drzwi- podchodzę tylko do czerwonej lini dalej nie mogę bo łańcuchy mnie blokują.
- Bardzo dobrze- idzie do szafy. Tam wyciąga czarną obrożę z kolcami. Zakłada mi to na szyję.
-To po to abyś wiedział, że należysz do mnie- dzięki za info, ale i tak mi nie potrzebne. Wolę zginąć niż być twoim podwładnym!
- To akurat da się załatwić. A teraz na kolana!- rozkazuje. Robię co muszę. A nie bo cię szanuję! Klękam wpatrując się teraz w niego z dołu.
- Rozepnij mi spodnie i zrób mi loda- karze. Że co proszę? – Zrób mi loda!- mówi groźniej. Trzęsącymi rękoma odpinam jego rozporek. On nie nosi bokserek? Patryk zawsze nosił... znaczy od dwóch pieprzonych dni. Moim oczom ukazuję się jego wielki penis.
Nie mam zamiaru brać go do ust wiedząc nawet, że to jest ciało Patryka. Nigdy!
-Z takimi uparciuchami miałem już do czynienia. Szybko się psuli. Ale ty jesteś wyjątkowy. Patrykowi na tobie zależy. Zobaczymy co zrobi jutro gdy nie będzie mógł cię znaleźć- podciąga spodnie i idzie do jednych z szaf. Słyszę jak mówi coś do siebie.
-Pejcze i szpicruty są takie standardowe. Może rozgrzany pręt... nie to by zbyt wcześnie go popsuło. Papierosy? Nigdy nie przepadałem. Prąd? Nie zbyt szybko zemdlałby. To może jakieś narkotyki? Odpada... nie czułby żadnego bólu. Hmmm coś co jest mocne ale nie za silne jak na drugą lekcję. Ach tak zapomniałem. Stół w sali nr 8. No i to mi się podoba- kończy. Sala numer osiem? Co tam się znajduje i co to za stół. I nawet kiedy ukradkiem zerkam na jego kroczę dostrzegając erekcję nic mi do śmiechu. Moja wyobraźnia robi mi niemiły żart pokazując jak obciągam mu jak jakaś prostytutka. Niby ciało to samo. Niby głos ten sam. Niby włosy te same. Te same piękne które powodują przypadłość sterczących sutków. A jednak... jest diametralnie inny. Nierozpoznawalny. Raz kochany i współczujący... teraz zły i opętany jak w średniowieczu kiedy jeszcze niewolnictwo było dozwolenie.  Ale ja nigdy do odważnych nie należałem. Więc podkulam ogon. Nie chcę cierpieć z powodu swojej dumy i małego ego którego i tak prawie nie posiadam.
-Zaczekaj...ja... ja mogę... znaczy...ja- próbuję wyjaśnić mu moje zamiary. Jak umie czytać w myślach to niech teraz to zrobi. Tu jestem bardziej odważny niż w rzeczywistości. Panie chcę ci zrobić tego pieprzonego loda.
-No i to ja rozumiem- mówi zamykając półkę. On jeszcze czegoś tam szukał. Podchodzi do mnie.- To do roboty- ściągam powoli te spodnie. Wgapiam się w jego erekcję myśląc o różowych kucykach Pony. Mam jedno wspomnienie jak byłem mały i to oglądałem. Lubiłem to. Najfajniejsza była Pinkie Pie- uosobienie radości i gadatlictwa. No choć jedno miłe wspomnienie z dzieciństwa. Może będzie ich więcej. Może jeszcze coś mi się przypomni. Biorę go powoli do ust. Ja nawet nie wiem jak to się robi. Ledwo co pamiętam ile mam lat, a ty mi karzesz robić coś czego nie pamiętam wcale. Po pierwsze jest to obrzydliwe. Po drugie... nie, nie ma drugie. To jest ohydne, obrzydliwe i fuuu!
-Dobra nie pierdol tylko rób... Bo jak się wnerwię to pożałujesz.

I wiem, że muszę robić to co mi każe. Nie mam żadnego wyjścia. Pogrążony w łzach   wykonuję jego zboczone zlecenia, a potem on zostawia mnie sparaliżowanego z bólu bez kropli wiary na to że wszystko... będzie...dobrze...