Niech pogoda będzie z tobą :3
-Czyli już pamiętasz?- Patryk, szczęśliwy oderwał się od
młodszego i spojrzał w jego niebieskie jak niebo oczy. Jego ręka dotchnęła
delikatnie policzków kasztanowłosego. W oczach Jeremiego pojawiła się gorzka
łza. Nadal nie pamiętał. To coś w środku ,co kazało mu wierzyć w każde słowo
mężczyzny, nadal nie odstąpiło go na krok. Smutno mu było, nie mógł powiedzieć
tego samego co Patryk... jakby go nie kochał, lecz tak nie było. On go chyba
kochał, ale jeszcze się do tego nie przekonał. Mógł nie wierzyć lecz wierzył.
-Nie...-Druga łza spłynęła na rękę starszego. Tęczowo włosy
starł ją i mniej radośnie zapytał.
-A kochasz mnie w ogóle ?- podchwytliwe pytanie miało na
celu zobaczyć czy naprawdę nie pamięta miłości. Dni które spędzili razem. Oczy
Jeremiego, zaszklone, uroniły sporą ilość łez, które skapały na jego ciało.
Spuścił głowę, patrząc w ziemie. Łzy ociekały mu z policzków coraz szybciej
większymi ilościami. Płakał, nie umiał tego powstrzymać. Nie umiał.... nie
mógł...
-Tak czy nie... no kotku nie płacz ja nic ci nie zrobię jak
mi powiesz.- Odsunął krzesło i spokojnym krokiem poszedł po papier zawieszony na stojaku, obok
zmywaka. Wrócił do ukochanego, podniósł jego głowę i przetarł jego
zaczerwienione oczy. Policzki lekko dotchnoł papierem, który wchłonął wszystkie krople. Wpatrywał się w jego oczy. Te
niebieskie oczy które tak kochał...tak pragnął go, chciał, aby on był przy nim,
chciał się znowu budzić obok niego. Chciał jego ręki, złączonej ze swoją,
chciał widzieć jego roześmianą, delikatną buzię, jego jędrną pupcię na jego
kolanach. Chciał bawić się jego włosami, czuć ich waniliowy zapach. Jeden dzień bez jego, to jak wieczność, jak
umrzeć samemu i powstać z nim. Usiadł na krześle obok niego. Kasztanowłosy
uciekł wzrokiem w stronę szafki po jego prawej stronie. Nadal nie wiedział, nie
mógł się zdecydować ,co mu powiedzieć. Cisza w jego duszy nie pomagała mu w
tym. Uciekał wzrokiem, tylko aby nie spojrzeć na oczy Patryka. W domu nic nie
było słychać ,oprócz szlochu niebieskookiego. Myśli biły się ze sobą. „Tak albo
nie.. nie wiem co mam zrobić. Może mu coś powiem że chcę do toalety albo coś?”
Myśl ta była chyba jedynym wyjściem z tej sytuacji...znaczy tylko tak sądził.
Mógłby się przyznać, że go kocha, ale było by to trochę jak kłamstwo w stronę
mężczyzny. „Czekaj ale gdzie jest toaleta? Przecież ja nie wiem. Może się go
zapytam pewnie wie.” Wcielił swój mały plan w życie.
-Przepraszam muszę do toalety. Czy może wiesz gdzie jest?-
Spojrzenia obu spotkały się. Młodszy szybko uciekł wzrokiem na kran z którego
kapała powoli zimna woda. Zacisnął omyłkowo nogi by pogonić odpowiedź brązowookiego.
-Drzwiami, prosto i korytarzem.
Tylko wróć. Proszę...- Mężczyzna pokazał palcem na wejście do kuchni. Jeremi
wstał z krzesła i pokierował się w stronę toalety. Idąc, obserwował to, co go
otaczało. Po prawej, wysokie schody prowadzące na górę, na strych. Drzwi do
sypialni w jakiej był niedawno. Na samym końcu przedpokoju stały wielkie wrota.
Prowadziły chyba do łazienki. Poszedł krótkim korytarzem i dotarł do
przestronnych drzwi. W tym domu było tyle przejść, że można było się naprawdę
zgubić. Otworzył je i ujrzał małą ale dobrze wykorzystaną przestrzeń. Kibelek
stał sobie czekając, aż ktoś na niego usiądzie. Troszkę dalej było lustro
otoczone lampkami. Sam nie wierzył że to wszystko było jego. To na pewno nie
był jego dom. Tak naprawdę nie przyszedł tu aby się załatwić, tylko aby
pomyśleć. Pozbierać myśli porozrzucane po całej głowie. Ustał obok lustra i
rozpłakał się ponownie.Przepraszam za wszelkie błędy <3