czwartek, 16 października 2014

Sprężarka dupala ON- Rozdział 4!

Ojjj wiecie przecie, że jom leniuch i rączki z dupy wychodzą :) Ale już, już nie denerwować się.. rozdział gotowy...... tyle, że nie sprawdziłam błędów więc... tam tylko ostrożnie co :)
Co napotka Jeremi? Jakie będą tego efekty na jego psychice? Co Jeremi na związanego z tajemniczą osobą? I czy w końcu coś zje?
Tego i jeszcze więcej dowiecie się w tym rozdziale!


Słońce odbijało się w oknach galerii. Widać było małe domy i ludzi pędzących jak mrówki. Nie wiadomo gdzie nie wiadomo po co. Spieszyli się albo błądzili pytając o drogę albo spacerowali tylko po to aby zwiedzić okolicę ino może jeszcze alby tylko pochodzić po pasażach sklepów wszelkich rodzajów.
 -Ale tu fajnie! Jaki stąd widok! A widzisz tego w niebieskiej bluzie... czy co to on ma ubrane, tego który idzie po murze? Założę się że zaraz spadnie albo ktoś go zrzuci.- Po tych słowach przebiegający obok chłopaka szturchnął  go lekko i młodzieniec spadł na trawnik.
-Skąd wiedziałeś kotku czyżbyś czytał w myślach? Hmm... A może przyszłość przepowiadasz?- Patryk ciekawsko spojrzał na niebieskookiego. Ten się uśmiechnął i machnął ręką oznajmując że to w tym momencie nie ważne. Jego palec wskazał na market który znajdował się za plecami Patryka. W brzuchu kasztanowłosego kiszki marsza grały.
-Mieliśmy iść tylko do sklepu a nie na zwiedzanie miasta. W ogóle podniecam się jak jakieś małe dziecko w sklepie ze słodyczami ale bo tu jest pięknie. Aaaa.... tak przypomnij mi jak masz na imię. Bo ja znowu zapomniałem.- Chłopiec spuścił  głowę. No nie jak można nie znać imienia swojego no... przyjaciela...  Tęczowowłosy spojrzał na chłopaka uśmiechając się ciepło.-Patryk kotku. Pamiętaj Patryk. Niech zgadnę...Głodny prawda? Dobrze ja pójdę do   sklepu a ty jak chcesz to się porozglądaj. Może kupisz sobie coś. Tylko się nie zgub.-Patryk obrócił się na pięcie i powędrował w stronę sklep .Jego ciało znikło  za ruchomymi drzwiami. Jeremi stał sobie spokojnie gdy jakaś pani potrąciła go nawet się nie odwracając. Spojrzał z wyrzutem na nią ona już znikła za drzwiami. Poszedł niechętnie w stronę sklepu a tam pokierował się do półek z makaronem. Wtem przed nim zobaczył Patryka. Inaczej. Zobaczył obraz Patryka bardziej tak slajd. Mężczyzna był na nim rozebrany do nagości. Leżał nad nim . Przytulony do jego ciepłego torsu. Po sekundzie obraz znikł. Jeremi opadł na jego kolana. Uderzyły one z impetem o zimną posadzkę.  Jego głowa gwałtownie zaczęła boleć. Chwycił ją . Ból nie ustępował. Nie wiedział co się stało, co się dzieje. Co to było. Co się z nim dzieje. W jego głowie pojawiły się najróżniejsze. Jedna coś mu uświadomiła. Jego duszyczka, ciepła dusza podpowiedziała mu to co go tak trapiło. On tęsknił. On kocha Patryka! To co czuł teraz nie było jakimiś zwidami czy uczuciem które zaraz zniknie jak bańka mydlana. On go naprawdę kochał. „Jak to możliwe? Przecież ja... ja go kocham! Kocham! Ja Go Kocham! Nie a może...ja go kocham, kocham, kocham ja go kocham.” Ciało nagle dostało tyle sił. Gwałtownie wstał z kafelek rozglądając się za Patrykiem. To trzeba było mu powiedzieć jak najprędzej. Lecz tego nigdzie nie było. Rozpłynął  się gdzieś w powietrzu. A może on teraz nim oddycha?! Nieee... Chyba nie. Więc poszedł w stronę środka sklepu . Jego plan był prosty. Przejść środkiem przepatrując każdą uliczne. Tak powinien go znaleźć. Szybkim krokiem szedł po jakby nie kończącym się środku. Nagle potknął się o nieznaną osobę. Znaczy ona go znała. On teoretycznie tez ją znał.
-Jeremi? Ha Jeremi to ty? Co ty tu jeszcze robisz przecież mieliście wyjechać do Warszawy tydzień temu. Nie pojechaliście?- Spojrzała na niego i ściszonym tonem dopowiedziała.- Zerwał z tobą?
-Nie... tak jakoś troszkę dłużej zostaliśmy.- Zdezorientowany już chłopak pożegnał kobietę i za rogiem spostrzegł Patryka z wózkiem zmierzającego do niego lecz ten pobiegł z nadal ciepłą wiadomością jaką miał mu do powiedzenia. –o jesteś to dobrze bo... bo ja mam ci coś... no do po... Muszę ci coś wyznać. Bo ja mówiłem że jak będę gotowy to powiem...no ja jestem gotowy i je już wiem co chcę ci teraz wyznać. Miejsce jakie wybrałem jest po prostu boskie.-W jego cienkim głosie było słychać trochę sarkazmu lecz dalej kontynuował- Ja cię kocham. Rozumiesz kocham. Mężczyzna przytulił go podnosząc wysoko w górę tak jak podnosi się małe dzieci.
-Ale nie tu!-  syknął gdy już go postawił na nogi.
-Chodź do kasy  jak wrócimy to zrobię ci pyszne śniadanko. Kocham cię!- Po drodze jeszcze zabrali ze sobą kilka rzeczy. Kolejka do kasjerki była taka duża ze stać można było chyba godzinę a możliwe i jeszcze dłużej. „ Nie no jak my stąd wyjdziemy. Przecież to jest takie straszne. Nie chcę tyle czekać. Kurde głodny jestem no...”Pomyślał chłopiec. Wtem jedna z osób odwróciła się i spojrzała na niego po czym odsunęła się. Następne osoby to samo poczyniły.
-Patryk co się tu dzieje? Czemu oni nas puszczają? Stali tyle czasu i jeszcze takie coś? To jakaś niedorzeczność!- Młodszy spojrzał na brązowe oczy mężczyzny. Mały błysk w jego oczach zwiastował to iż on coś wiedział.
-Tym sobie główki słoneczko nie zawracaj. Później ci wszystko opowiem jak będzie okazja... O pani już skasowała nasze zakupy. Może chcesz jakąś gumę do żucia?- Uśmiechnął się ciepło.- Czy do czegoś innego?- Na jego twarzy uśmiech odbijał się takim promieniem że oślepiał Jeremiego.
-Dzięki ale nie...nie, nie chcę. Lepiej chodźmy bo inni ludzie już czekają.- Patryk spakował zakupy i oboje wyszli ze sklepu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz