wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 7.5 Bo tym razem nie zapomnę!

Witajcie moi kochani. Jak się żyje? Mi to dobrze. Znaczy nie aż tak. Zabrano mi telefon ;-; i jak ja teraz sprawdzę resztę błędów? Oki jakoś sobie poradzicie prawda? I z góry chcę was naprawdę uczulić na co niektóre błędy. Właśnie niedawno się dowiedziałam, że piszemy "kundel", a nie "kumdel" tak jak ja to pisałam. Sama się zadziwiam, bo coraz więcej piszę. Uwielbiam mieć wenę! Więc zapraszam do czytania i komentowania.


Znów tu wchodzi. Nie chcę! Ja nie chcę! Cała jestem zapłakana. Po co ja to robiłam? Nie chciałam uciec.
-Wypuść mnie skurwielu!- krzyczę. Może krzyki pomogą. Choć i tak wiem, że to nie prawda.
-Och jaka burzliwa... dokładnie jak braciszek. Nie wychowane porzucone dzieci. Twoja matka musiała być niezłą suką, że takich urodziła.
-Nie mów tak o mojej mamie!- krzyczę i uderzam go w policzek. Ten odwraca powoli głowę w moją stronę. Unosi jedną brew. Niech nie mówi tak o mojej mamie.
-I uważasz, że to ci niby pomoże kundlu? I myślisz, że co?  Myślisz, że teraz ucieknę? Och to kochana grubo się mylisz i pożałujesz za to- bierze mnie za rękę i prowadzi do stołu. Ratunku! Patryk, Kacper, Kamil kto kolwiek! Uratujcie mnie...błagam.
-Zostaw. Mnie. Proszę- chlipię przez łzy. Przypina mi najpierw wierzgające nogi, a potem ręce. Gdybyś tu była mamusiu nie dopuściła byś do tego prawda? Nie puściła byś mnie do szkoły... nie dała byś mnie wtedy w ręce nauczycieli i placówki szkolnej. Nie poszła bym z Patrykiem przez tą chorobę. Grypę... ale nie bo ojciec musiał. Kazał. On musiał nas wygonić. Czemu mamusiu? Lecz czemu mnie teraz nie strzeżesz. Czemu nie patrzysz? Czemu nie pomagasz... modliłam się abyś wróciła. Tyle czasu... Lecz On mnie nie posłuchał, nie liczył się z tym o co tyle prosiłam, błagałam.  Przez gorzkie łzy nocami wypłakiwałam... „Boże bądź łaskawy i oddaj mi mamusię” lecz nic. Nigdy mi jej nie odda...Prawda? Nie spotkam już jej. On mnie nie będzie chciał... jestem zbyt zła. Splugawiona i popsuta. Oni to zrobili. Właśnie oni. Oni mnie popsuli, zbezcześcili. Nikt mnie już nie naprawi. Wiadome. Wszystko co już mogli, to zrobili i niech nie robią więcej. Popsuta zabawka... I tyle. A może teraz Nieśmiertelny mnie zabije? Może skończą się moje cierpienia? Może to już koniec? Wchodzi na mnie z gołym już ciałem i chce we mnie wejść tak żebym poczuła wszechobecny ból, lecz ja się nie daję. Tak łatwo się nie dam. Szarpię się biodrami i brzuchem. O nie niech wie, że ja mam jeszcze coś do powiedzenia. Przestaję nimi poruszać, bo schodzi i idzie po coś.  Grzebie w tych trupich szafkach.. Ciekawe co pula dziś tam ma. Wyciąga pejcz.. czarny wyglądający jak bat pejcz obity skórą, ale gdzieniegdzie widać sznur. Dostaję raz... drugi... trzeci i aż tak do dziesięciu. A potem się kończy i nic już nie czuję. Umieram... Wzdycham już tam gdzieś, gdzie nic nie ma. Wzdycham z ulgą... z wielką ulgą. Widzę mamusię. Ona tam na mnie czeka...ona tam stoi i macha. Stawiam niepewnie krok, ale nic się nie dzieje.Nie pęka, nie łamie się, nie spada. Więc idę już powolnym i normalnym krokiem. Mamcia tam stoi z otwartymi ramionami. Uśmiecha się. Jest piękna. Taka piękna.  I kiedy dzieli mnie już od niej jakieś kilka metrów, potykam się i coś mnie budzi... Wracam tam gdzie już nie chciałam. Wracam do świata żywych. Znowu tam. Światło zabija mnie. Boli.  Tak...te wspomnienia bolą. To co dziś się stało.  Mam cały brzuch poharatany. Siniaki i inne. Muszę iść przebrać bandaże. A po tym jak zostałam wygoniona z kuchni, mogę to od razu zrobić przy okazji. Tak na raz.  Idę do „mojego” pokoju. Ściągam  koszulkę i powoli rozwijam bandaż na ciele przy okazji odrywając trochę zaschniętej krwi. Dotykam powoli trzech ran. Bolą jak cholera. Lekki dotyk sprawia mi nie mało bólu, a co zrobić jeśli mam ubrać bandaż. Ból wielki ból. Cierpienie można tak powiedzieć. Powolutku  zawijam go tak aby sprawić jak najmniej nieporządnego efektu. Jakoś się udało. Ubieram czarne leginsy i czarną koszulkę w stylu ulicy taką luźną z lisem jakby ktoś nie wiedział. Kiedy otwieram drzwi nie mogę się nie uśmiechnąć. Oboje. Słychać ich chyba w całym domu. Czemu więc ich nie usłyszałam?  Mam taki chyry i podły plan. Ha Patryk będzie cierpiał ze wstydu. Przechodzę cicho korytarzem i staję w drzwiach sypialni. Jeremi jęczy, a Pat zabiera się do jego spodni. Wybuchnę śmiechem jak to przymnie zrobią. Lecz kurcze się mylę. Pat odwraca głowę w moją stronę. Hm Jeremi ma nawet spoko klatę. Mogłabym z nim być gdyby był wolny. 
-Ale nie jest. Idź sobie albo cię naprawdę wykopie- mówi Patryk. Uśmiecham się.
-Nie, nie ja jeszcze chwilę tu postoję.
-Patrycja czy nie widzisz, że przesadzasz. Idź!- mówi zniecierpliwionym głosem.
-Nie ja sobie popatrzę- czy gejowski pornol na żywo nie jest mi pisany?
-Patrycja.... Czekam...-mówi i już nie leży na Jeremim. Dostrzegam erekcję u młodego co jeszcze bardziej mnie rozbawia. No dobra dam im spokój. Sama mam swoje ważne sprawy.
-No dobra już idę... idę- na to wygląda, że nie. Ale i tak kiedyś to zobaczę.... nie ma co. I tak mnie nie oszukasz. Tak z innej beczki to lubię swoje czarne kozaczki. Są spoko. Pasują do mnie. Te obcasy dodają mi jakieś 15 centymetrów. Mam w nich coś około 2.10 metra. Chciałabym je ubrać, ale i tak mam jeszcze 30 minut do Floriana i tylko bym się niepotrzebnie zmęczyła. A siły to muszę zachować na później.  Przydadzą mi się.  Wychodzę i kieruję się parkiem w stronę centrum. E i tak szybko mi to zleci przy dobrej muzyce. Wyciągam telefon ubieram słuchawki i włączam jedną z piosenek które do mnie pasują. Nightstep Psychotic. Sam tytuł jest już jednoznaczny. Lubię dobrą podstawę muzyczną, a większość Nightstepów jest dobra. Taki trochę japońsko-chiński głos mi odpowiada. To nawet mało powiedziane. Jest genialny. Wiem ile to trudu trzeba żeby zrobić taki głos z normalnych popularnych piosenek. To jest pioruńsko trudne. A potem jeszcze genialny dupstep i wszystko jest świetne. Piosenka ma tyle czasu co inne normalne. Możliwe, że troszkę szybsza, ale to nawet nie czuć. Oczywiście każda piosenka ma swój charakter. Mam Nightstepy  przy  których zasypiam... ale są genialne. Po prostu taka piosenka mnie ustabilizuje. Czasem nawet i odpręża. Najczęściej po jakiś stresujących sytuacjach właśnie zakładam słuchawki i tak jakoś wszystko znika.  Muzykę traktuje jak oddzielne życie w którym to ja mam władzę i kontrolę, ale i tak nic tam nie muszę robić. Tam życie jest piękne. Świat bez ograniczeń, bez trosk. Inne życie. Listy piosenek tworzę tak, aby pasowały do siebie pod kontem charakteru i osobistości. Takie Nightstepy do spania mam w osobnej liście, co piosenki do chodzenia, czy takie jak teraz słucham czyli piosenki dla zabicia czasu.  Są jeszcze smutne na poprawienie humoru albo smutne kiedy mam już takiego doła, że nie mam na nic już ochoty,  a moja radość tli się małym dymkiem. Wszystko zależy od intencji. Czuję jak coś wibruje mi w kieszeni. Lubię mieć telefon wyciszony albo na wibracjach. Tak nie wiem czemu, ale lubię. Odbieram nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Mej.
-Cześć Pati z tej strony Maja. Jak się czujesz?
-Ach Maja hej. Jest dobrze. Jakoś żyję.
- Co się tam stało? –pyta z głosem pełny współczucia.
- A nic tak ważnego. Jak tam chłopak?
- Wierz dobrze, że mnie zdradza. Ale co mi do tego i tak z nim zerwałam.
- Nie mów! Zerwałaś z tym draniem? To gratuluję. Masz następnego?
- Ta właśnie na nim leżę.
- Maja ty żartownisiu gadaj masz czy nie.
- No mam, ale na oku.
- Uuu Maja się zakochała- śmieję się do telefonu.
- A wcale, że nie... To ty się  zakochałaś.
- A z kont wiesz?
- Plotki szybko się roznoszą. Spójrz do gazety.
- Oki dzięki. Ja muszę kończyć mam parę ważnych spraw do załatwienia. Na  razie- kończę rozmowę. Plotki? Gazeta? Och tylko nie to.  Podchodzę do kiosku i proszę gazetę. Czytając aż muszę usiąść na ławkę, aby nie zemdleć. Artykuł jest... masakra.
„ Czy szykuje się nam nowa para? Dwoje popularnych Gamerów spędza coraz więcej czasu ze sobą, czy to już coś szykuje?  Czy możliwe, że niedługo będziemy mieli coś na rzeczy?
Patrycja Mej oraz  Florian Dzióbek są przyjaciółmi już od dawna... Ale czy to na pewno przyjaźń? A może to coś więcej? Nie dawno no wrzuconym odcinku Florian przytula Patrycje. Ale czy to tylko przytulas? A może to coś innego? Wszystkiego dowiemy się później. Nasz wydział dopilnuje abyście byli na bieżąco.” Ręka uderza mi o czoło robiąc nie mało huku. Ja nie wytrzymam. Tak przytulił mnie na odcinku, ale to był zakład... i tak tylko powiedziałam, a on się zgodził. Ale wtedy nic po między nami jeszcze nie było. Dopiero później. Aaaach te media są nieustępliwe.  Mam niezłą kichę. Już widzę te pytania „A czy to prawda, że jesteście razem?” „ A czy już spaliście?”  „Macie dzieci?” „A pocałujecie się na odcinku?”  Totalna masakra. I to właśnie najbardziej boli. Brak życia prywatnego. Ale co zrobisz? Tak sobie wybrałam. Wstaję z ławki i idę. Nie mam o czym myśleć... Tak pusto się w głowie zrobiło. A może mam. Co to było? Czemu ja to widziałam i mam ślady. Przecież to był sen. Sen na jawie? O co tu chodziło? Czemu? Widziałam go wtedy na imprezie.... nie pomyliłam się. On tam był. On to zrobił.  To jego sprawka. Patryk miał rację... naraziłam się. I jeszcze ten artykuł... Jezu Florian! Biegnę do bloku, a potem po schodach mało co nie potykając się. Florian, Florian, Florian! Otwieram drzwi które z hukiem uderzają o ścianę. Wbiegam do pokoju. Nie. Ma. Go! Boże.... co ja narobiłam.
-Florian!- krzyczę. Błagam gdzie jesteś...?!
-Wyszedł na chwilę. Zaraz wróci. Poszedł po gazetę. Tak poza to cześć Pati- Jakub... Jakub jak ja się cieszę, że cię wiedzę. Jak ja się cieszę... jak ja się cieszę!
-Jezu Kuba jak ja się cieszę, że wpadłeś!- krzyczę i rzucam się mu na szyję. Zawsze tak robię. Ta zawsze...
-Czemu tak wpadłaś?- pyta jakby nic się nie stało. Siadamy na kanapę. Mam z nią sporo dobrych wspomnień. Chyba drzwi nie zamknęłam ale to tam już walić.
- A nie wiem tak jakoś- kłamię. Dobrze wiem czemu tak zrobiłam. Bardzo dobrze.
-  Kuba, a na ile wpadłeś?
- Tylko z wizytą. Tak zobaczyć co się u was dzieje- mówi zadowolony. Słyszę stuk zamykanych drzwi. Florian przyszedł. Uff.
-Florian!- krzyczę i zrywam się z kanapy tuląc go namiętnie. Mam gdzieś gazetę którą trzyma. Wyczuwam, że nie  ma humoru.  Ani trochę.  Puszczam go i idę usiąść na kanapę.
-Co to za gówno?- pyta widocznie podirytowany. Rzuca gazetę na stół i siada obok nas.
-Też to czytałam. Śmieszne. Weź się tym nie przejmuj. Brukowce muszą znajdować jakieś ploteczki. To normalne. Pamiętasz ostatnio było, że Remik wyłudza pieniądze. Albo Dezy kupuje widzów. To wszystko bujdy na resorach. A ty jeszcze tak się przejmujesz. Florke ogarnij się.
-Wiecie co ja już muszę się zbierać. Trzymajcie się!-  Kuba wychodzi, a my zostajemy sami. Wstaję z kanapy.
- Naprawdę nie podoba ci się to, że jesteśmy razem?- pytam cicho przytłoczonym głosem.
- Nie oczywiście, że podoba, ale nie chcę aby inni wiedzieli. Wiesz dobrze co by było.
- No wiem...- podchodzę do niego i siadam okrakiem. Patrzę w te piękne oczy.
- Na co masz ochotę?- pyta. Jezu jak ja lubię jego oczy. Są takie piękne.
- Na ciebie. Wielką i nieokiełzaną- całuję go namiętnie. Powoli ściągam jego koszulę w jakiej dziś był. Czarna.... Ale pasująca do spodni. Dalej go całuję nie odrywając ust. Jesteśmy jednym ciałem. Jedno jedyne w tej chwili. Będę miała jeszcze więcej dobrych wspomnień z tą kanapą. Ściąga ze mnie koszulkę i mnie odsuwa.
- Ja pierdolę co to jest?- pyta zdziwiony. Lekko przejeżdża palcem po bandażu. Zjeżdża aż do podbrzusza. Odchylam głowę z mieszanki lekkiego bólu podniecenia i rozczarowania, że nie zjechał jeszcze niżej.  Sadza mnie na kanapę i wstaje.
- Nie zrobię tego. Wygląda to koszmarnie. Co się ci stało?- pyta chodząc w tą i z powrotem.
- To nic poważnego. Naprawdę. To nie boli...-kłamię. Przy co niektórych gwałtownych ruchach boli jak nie wiem co.
- Proszę Florke... – wstaję i podchodzę do niego. Całuję go lekko i wiem, że mi się już podda. Schodzę powoli na kolana. Odpinam pasek i rozpinam rozporek. Ładne czarne bokserki. Czy świat zawsze jest taki czarny jak ja?
- Patrycja nie rób tego- mówi ale ja go nie słucham. Ściągam wszystko naraz . Moim oczom ukazuje się coś co mnie zwala teoretycznie z nóg. Jak byliśmy mniejsi to się podglądało dla beki, ale nie wiedziałam, że z tego „dla beki” wyrośnie taki potwór. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Niby rozmiar nie ma znaczenia... ale i tak każdy wie, że większe ładniejsze. I tak większego miał Nieśmiertelny... więc i z tym sobie poradzę.  Liże go po całej długości. Oby to rozluźniło Florka. Może to mu pomoże? Nie chcę aby chodził taki zły.  Biorę go do ust i zaczynam ssać. Z tym nawet w szkole nie miałam problemów.  To dla mnie nie było trudne. Zero dławienia. Nawet z wibratorami.  Szybkie ruchy od razu doprowadzają Florka do głośnego i obfitego spełniania... Musimy nad tym jeszcze popracować. Wstaję z kolan i siadam na kanapę. Ej no trochę się zdyszałam.
- Na pewno nie chcesz?- pytam moim zmysłowym głosem. Po tym powinien się zgodzić. Chwila namysłu. Nie mówcie, że mi odmówi...
- Ale chcę wiedzieć, że cię to nie boli.
- Dobrze.


Ale wy myśleliście, że ja was zostawię z samym tytułem?  To się mylicie.  Poniżej znajduje się link do piosenki z jaką mieliście dziś doczynienia. Bo ja nie chcę żebyście trafili na coś innego.
Tu :www.youtube.com/watch?v=olx6F6b-yMk 
Jeśli ten post nagle pojawi się z datą nie pasującą do historii to oznacza, że go porostu usunęłam i jeszcze raz wstawiłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz