Fabuła niech zostanie tajemnicą (może być trochę psychicznie dziś)
Powodzenia.
Wchodzę na
stadion. Jest gigantyczny. Po prosty WOW. Już z tond dostrzegam Remka i Michała
gadającego razem.
-Remek!-
krzyczę w połowie drogi jaką mam do przebiegnięcia. Ten odwraca głowę w moją
stronę i szeroko się uśmiecha. Wpadam w niedźwiedzi uścisk i podnoszę go jak
siłacze worki z kartoflami. Śmieje się, a ja razem z nim. Znam dobrze ten
śmiech z przedszkola. Szkoda,że jego rodzice musieli się przeprowadzić. I już
go więcej nie widywałam. Jedyny kontakt to odcinki.
A teraz
razem się tulimy. Przyjaciel z przyjaciółką. Ale i o Michale nie mogę
zapomnieć. Kiedy Jeremi dochodzi do nas, ja odrywam się od Remka i przytulam
troszkę lżej Michała.
-Patrycjo-
mówi powitalnie Remigiusz. Wybucham śmiechem. To takie... oficjalne.
-Przedstawiam
wam Jeremiego. Mojego brata...kolega-posyłam przepraszające spojrzenie młodemu
po czy zwracam się do niego.-To jest Remigiusz oraz Michał. Moje stare
przedszkolaki z branży- młody wymienia uściski z moimi kolegami, a ja się
uśmiecham. Kiedy już kończą rozglądam się po stadionie. Widzę sporo helperów,
towarzyszy YouTuberów oraz oczywiście gwiazdy YT. Wszystko jest już gotowe.
Przed stadionem pewnie jest już sporo osób. Czas się zabawić.
-Dobra
zaczynajmy to!- krzyczę a wszyscy tu zebrani zaczynają wiwatować ,oklaskiwać i
śmiać się głośno.
Minuta i
wchodzę na scenę. Cała się trzęsę. Jednak nagrywanie jest łatwiejsze.
Przeżyjesz to Patiś. Wyglądam zza kulis. O kuźwa ile ludzi. Jest ich jakieś...
sto tysięcy! Poprawiam mikrofon który mam doczepiony do policzka. Widzowie
zaczynają odliczać. 10... 9... 8... 7... 6... 5... 4... 3... 2... 1... i
wybiegam na scenę.
-Brum, brum
wszystkim! Krzyczymy! Chcę wszystkich słyszeć!- tłum krzyczy. Eeeee... mogłabym
się przyzwyczaić. Jest nawet fajnie. Taki tłum... masakra.
- Głośniej!-
krzyczę, a głos okrzyków jest jeszcze bardziej donośny.
-No nie
słyszę!- i jeszcze głośniej tłum krzyczy. Tyle decybeli to ja chyba nie
słyszałam w całym moim życiu. Kiedy widownia ucicha na scenę wbiega Remik z
Michałem. Zaczyna się przemowa jak my jesteśmy szczęśliwi, że jest ich tyle. O
tym, że sklep z oryginalnymi koszulkami właśnie został otwarty oraz o innych
bzdetach nie ważnych dla ludzi... ważnych dla fanów. A potem mowa o grafiku
występów i o tym gdzie można spotkać „Gwiazdy”. I wszyscy schodzimy ze sceny.
-Wyszło
genialnie!- mówi Remik kiedy jesteśmy za sceną.
-Wiem-
odpowiadam. Mogło wyjść gorzej. Dobra muszę iść się przebrać. Jeszcze
piętnaście minut i mam występ. Wiem, że wiele osób zostało na miejscach. Będę
miała sporą widownię. Plus i minus. A i tak jeśli coś sknocę to nikt nie
zauważy. Mam sporo solówek. Muszę za to podziękować Anecie. Za kulisami jest
już moja grupa. To właśnie z nimi będę tańczyła.
-Siemanko!-
witam się. Trzeba przecież być miłym dla swojej paczuszki. A one jak zawsze
pochłonięte rozmową.
-Siemano!-
powtarzam ciut głośniej. Wszystkie głowy zwracają się w moją stronę. No chodź
trochę uwagi.
-Dziewczyny-zaczynam-
przed nami spory występ. Chcę abyście dały z siebie 220%.Mamy dużą widownię,
więc proszę o energie, szybkość, a co z tym idzie dokładność. Mam wielką
nadzieję, że wszystkie rozgrzane...genialnie, a teraz won za scenę- wszystkie
podekscytowane wybiegają z kulisów. Przebieram się szybciutko i rozgrzewam.
Wiem co mnie czeka... no, ale nie raz przecież tańczyłam na scenie. Wygraliśmy
dwa razy z rzędu mistrzostwa Polski w tańcu. Nasza formacja nieźle sobie
radziła. Wygrałam też swoją solówką. Pamiętam było to trudne. Lecz nie diabeł
takie straszny jak go malują. Był to występ przed sporą widownią, lecz nie aż
sto tysięcy. I kiedy przychodzi odpowiedni moment z całą grupą wbiegam energicznie
na scenę. Mamy utworzone jakieś 3 minuty choreografii. Hip-Hop Street Dance oraz Dance Hall. Każdej
po minutę. Sporo pracowaliśmy aby opracować i wyczyścić całość choreografii.
Stajemy na scenie. Na widowni zapada cisza. No może parę osób coś szepcze, ale
z takiej odległości to nie usłyszę. Muzyka się jeszcze nie włącza. Chyba za
szybko wbiegliśmy. Więc stoimy i
czekamy a czas się wydłuża...i ciągnie
długo...długo. Słuch mi się wyostrza. Przepatruję widownię. W pewnym
momencie natrafiam na znajomą twarz.
Nie...Nieśmiertelny. Mrugam kilkukrotnie. W słuchawce słyszę, że są problemy ze
sprzętem. Stoimy w perfekcyjnie ustawionym trójkącie bez podstawy. Odwracam
głowę w stronę Mai. Ona też to słyszała. Wszystkie to słyszałyśmy. Rozbiegamy
się po scenie w skocznymi ruchach. Wiedziałam, że mikrofon się przyda.
-Jak się
macie? Dużo czekania co?- próbuje zabawić jakoś widownię.
-Dobra
pobawimy się. Kto z górnej Polski łapa w górę!- sporo osób podnosi ręce.
- Dobra a
kto ze środeczka?- pyta Maja. Nie wiedziałam, że ona też ma mikrofon. Mniejsza
ilość osób podnosi ręce.
-Okej... to
tubylce. Kto z dołu łapy widzę!- krzyczę tak pozytywnie, że nie umiem się nie
uśmiechnąć. Chodź i tak to robiłam...
Znaczna większość podnosi w górę swoje kończyny. Mam czas aby rozejrzeć
się po widowni. Nie widzę go. Znikną. Pewnie mi się przewidziało. Zwidy. W
pewnym momencie moich rozmyślań przerywa głos w słuchawce „Wszystko działa. Na
miejsca dziewczyny”. Wracamy na swoje miejsca.
A kiedy już
jesteśmy po układzie widownia oklaskuje nas głośnymi brawami. Kłaniamy się po
czym schodzimy ze sceny. Cała grupa wędruje za kulisy. Tam śmiejemy się i
mówimy jak był fajnie, i jakie miałyśmy odczucia. Kiedy rozmowa osiąga punk
kulminacyjny wszystkie wybuchamy śmiechem. Nagle Maja podchodzi do mnie i
prowadzi w kąt.
-Kiedy
ślub?- pyta z uśmiechem na twarzy. Ona wie?! To jest niemożliwe. Tylko wczoraj
u niego byłam. Wymyśl coś...Wymyśl!
-Nie
planuję- mówię trochę speszona.
-Ej no
przecież ja żartowałam. Dziwie się jednak, że tak piękna, a nikt nie chce się
umówić- uśmiecham się przebiegle. Och Majka żebyś tylko wiedziała... Maja jest
ciemną blondynką z włosami w małe loczki. Wysoka, ale nie wyższa ode mnie. I to
właśnie lubię. Tą kontrolę wysokości. Nagle przypomina mi się jak opowiadała mi
o swoim byłym... Jaj Pan był jednym z najbardziej cenionych sobie wśród Kumdli.
Tylko, że ona wtedy była już zaawansowaną Suką i już nic jej nie mógł wpoić.
Więc odeszła. Przypominam sobie czasy kiedy i ja byłam pod niewolą. Florian nie
widział. Nie mówiłam mu nic. Bałam się. Szkoła Niewolników. Na samo wspomnienie
mam ciarki na plecach. Ojciec nas nie pilnował. Oboje tam trafiliśmy. Gdybym
nie powiedziała, że mam brata... Patryk miał gorzej. Trafił do lochów już na
pierwszej lekcji. Byli dla niego ostrzy, tak jak dla mnie skurwiele jebane!
Jeden... jeden raz wyszłam z pokoju bez krwi na nadgarstkach, kolanach,
plecach, brzuchu, udach czy łydkach. Maja miała lżej... o wiele. Zamykam oczy z
bólu. Widzę Kacpra... biedak tak samo cierpiał. Też był Inny. Odkryli go już w
pierwszej klasie i molestowali nieustannie. Raz kiedy nasi opiekunowie spotkali
się na przerwie miałam czas aby go poznać. Był taki jak ja, ale starszy o rok.
Z większym doświadczeniem. Potajemnie wymykał się w nocy aby mnie uczyć panować
na sobą oraz nasionkiem siły i mocy jaki wtedy w sobie posiadałam. Wyczuł mnie.
Czytał w myślach kiedy nie umiałam się wysłowić i pomagał mojej psychice
zachować „swojość”. Kiedy wszyscy mnie uczuli być Uległą on uczył mnie
panowania na nim. Panowania nad mocą, popytem, zachciankami i rozkoszą jakiej
brakowało... wolności. Był pocieszeniem... tak jak Florek. Majka była
przyjaciółką do zwierzeń, ale on... on mi pomagał. Gdyby nie on, nie nauczyła
bym się niczego. Oblewała bym każdy sprawdzian. Teoretyczny i praktyczny.
Pomagał mi w tym i tym... bardzo. Pamiętam pierwszą lekcję lewitacji. On miał
już większość opanowane. Usiadł po turecku i jakby nigdy nic podniósł się z
ziemi. Lewitował. To było ciężkie. Żeby osiągnąć całą siłę po czym oderwać się od ziemi trzeba było mieć czyste
myśli. Nie myśleć.... a to nie było łatwe. Bałam się ponieważ miałam sprawdzian
semestralny z posłuszeństwa. I przez przypadek o tym pomyślałam. Od razu
upadłam na ziemię. On także jak dowiedział się. Spojrzał przestraszonym i
współczującym spojrzeniem. Pamiętam jak zaczęłam szlochać. To było ciężkie dla
mojego umysłu. Płakałam głośno, a on próbował mnie jakoś pocieszać. Nie
umiałam. Nie umiałam się uspokoić. Nie... Najgorsze były lekcje z dyrektorem.
Mówiliśmy na niego Nieśmiertelny. Zawsze nosił czerwone soczewki... ciekawe
czemu. Każdy kto trafił do niego na „dywanik” nie wychodził przytomny. A mi
przypadały właśnie z nim lekcje posłuszeństwa oraz rozciąganie. Lekcje
posłuszeństwa zawsze odbywały się w jednym z lochów. To były tortury... Musiałam zrywać się z gimnazjum... znaczy to
nie ja chciałam. Opiekun miał mnie doprowadzić na lekcje punktualnie inaczej i
ja, i on mieliśmy swoistą karę. Z czwórkowej uczennicy zrobiła się jedynkowa.
Ojciec pijak i ćpun nawet nie widział
co się z nami dzieje. Czemu mamusia musiał umrzeć kiedy miałam 3 lata...? Była
taka uśmiechnięta radosna i wyrozumiała. I przez te wspomnienia które tak nagle
się pojawiły płaczę w Mai ramię. Za kulisami ucichło. Nikogo nie ma. Otwieram
oczy i rozglądam się. Stoi tylko Florek. Majka mnie puszcza i idzie po papier
do toalety zaś Florek bierze mnie w ramiona. Nie umiem się teraz na niego
spojrzeć....Jedyne co zawdzięczam temu sukinsynowi to, to że do dziś umiem
zrobić szpagat w przód i bok. To chyba miało jakąś nazwę, ale nie pamiętam już
przez to wszystko. Przypomina mi się zaś coś innego. Lekcje z Christianem.
Christian był moim Panem opiekunem. Coś w stylu prywatnym wychowawcy.
Oczywiście miałam jeszcze wychowawcę klasowego oraz wszystko klasowego czyli na
tamtą chwilę pierwszo klasowego. W wieku 15 lat, to była gdzieś połowa drugiej
klasy gimnazjum, porwali mnie. Teoretycznie powinnam trafić do drugiej klasy,
ale gdy mnie Nieśmiertelny zobaczył powiedział, że chce mnie na dłużej. A z tej
szkoły nie wychodziło się po ukończeniu klas trzecich jak w gimnazjum. Każdy
nauczyciel musiał wyrazić zgodę na uwolnienie i nawet niezgoda jednego z nich
prowadziła do powtarzania roku. I tak w kółko. Z moim wychowawcą miałam lekcje
kontroli. Uczył mnie posłuszeństwa oraz kontroli nad sobą. Coś w stylu Kacpra
tylko, że on uczył mnie z pejczem lub szpicrutom. Cały Christian. Bez niego nie
mogłam się nigdzie ruszyć chyba, że po szkole i na posiadłości szkolnej.
Każdego dnia miałam lekcje kontroli. Chcieli bym uległa im. Bycie Kumdlem do
tresury to coś trudnego. Samo opanowanie się aby nie mówić słów na głos było
męczarnią. Dobrze, że nie umieli czytać w myślach. Wtedy to do dziś bym tam
siedziała. Zawdzięczam sporo Kacprowi. Smuci mnie jednak to, że po szkole
zabrali go w dalszą niewolą. Biedak pewnie nadal usługuje jakiemuś Panu. Po tym
wszystkim zostałam ulepiona z innej plasteliny. I do dziś ciekawi mnie czy
Patryk też miał lekcje rozciągania. Jak tam byliśmy to nie mogliśmy ze sobą
rozmawiać. Pewnie nie miał. Tyle
wspomnień... Nawet teraz kiedy opadam z sił przez tan płacz trzymając się ledwo
Florka próbuję się opanować. Eh jak zwykle nie wychodzi. O 24.00 zaczynaliśmy
zajęcia z Kacprem. Najpierw szkoła niewolnicza potem nauka obchodzenia się z
mocą i siłą jaka we mnie wtedy siedziała. Nauka na semestralny z zaspokojenia
pana była okropna, bo trzeba było ją zdawać u każdego z nauczycieli. Ja to
jeszcze sobie jakoś radziłam, ale Patryk... on nie umiał znieść tego, że jest
zniewolony. Więc nauczyli go jak być Panem. I dlatego zabrałam dziś Jeremiego.
Bałam się, że może mu zrobić krzywdę. Jeśli chodzi o sprawdziany to jakoś
dawałam radę. Było to pojebane, ale i teoretykę, i praktykę zdawałam. Trzeba
było znać nauczyciela. Jeśli się go znało to się wiedziało czego chce. Lecz
dyrektor. On był inny. U niego było... trudno. Cierpiałam, a on się z tego
cieszył. Przypominam sobie pierwszą lekcje posłuszeństwa kiedy przyczepiono
mnie do stołu i torturowano... rozgrzanym metalem. Czuję jak coś na biodrze
mnie wypala... jak wtedy rozgrzanym do czerwoności żelazem. Ból czuję okropny.
Opadam na kolana, a z moich ust wydobywa się tylko ciche:
-Nie Panie... Co każdy rozdział mam więcej słów xD
Jesteś najlepsza! To moje ukochane opowiadanie. A najbardziej uwielbiam te twoje zakończenia. :D Tak mnie wnerwiają. Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
OdpowiedzUsuń~Fanka nr #1